Jeden człowiek dysponuje państwowym majątkiem.
Drugi ma prywatną firmę.
Państwowa firma udziela prywatnej firmie pożyczki.
Prywatna firma nie zwraca długu.
Kiedy ktoś wreszcie interesuje się sprawą strony wymyślają fikcyjną umowę, oczywiście ustną, na podstawie której państwowa firma zgadza się odstąpić od zwrotu długu za jakieś abstrakcyjne dobro - użyczenie loga, wycofanie się z jakiegoś punktu umowy, słowem czegoś, co nie wiąże się z koniecznością faktycznego działania i poniesienia jakichkolwiek kosztów.
Sprawa się gmatwa i udaje się ją przeciągnąć tak długo aż przedawni się lub zmieni się prawo.
Kiedy sprawa trochę ucichnie, zamieszane w nią osoby dostają intratne stanowiska w prywatnej firmie co wynagradza im ryzyko i pomaga trzymać język za zębami.
Proste?
Takie rzeczy robiło się w Polsce po '89 roku. W końcu czasy były niepewne a kto nie zbił kapitału od razu potem miał już dużo trudniej.
I komuś to dzisiaj przeszkadza? To czemu się czepiacie oligarchów? Iść do przodu trzeba. Patrzyć w przyszłość.
e.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)