Czytałem sobie trochę zabawnej dyskusji między anarchistami a Mikim u Meharolnika. I tak mi się przypomniała zabawna scenka ze świata zwierząt, czyli możemy bezpiecznie przyjąć, że obrazująca oblicze świata.
W zagajniku nad malowniczym jeziorkiem mieszkała sobie pantera. Pantera wierzyła w święte prawo własności, obsikiwała swoje podwórko z ponurą regularnością i pilnowała, żeby żaden wredny pawian jej na to podwórko nie wlazł. Jak było trzeba, to pilnowała zębami.
Bo te pawiany, rozumiecie to były wredne komuchy. Zamiast wydzielić sobie każdy swoją działkę i ogrodzić jak to robiła pantera - łaziły w zasadzie całą bandą, żarły co im wpadło w łapska bez zastanawiania się, czy to z poletka Frania czy też Juzia. Oczywiście była tam u nich jakaś hierarchia jak i u towarzyszy ale generalnie - komusze dno.
No i pewnego razu tak jakoś przełaziły obok terenu tej pantery. I ta pantera jak to one mają w zwyczaju, jak jedna idiotka jej na teren prywatny wlazła to ona za dubeltówkę i dziab - tę pawiankę zagryzła. W końcu jej święte prawo własności, mój dom, moja twierdza, prawo do posiadania broni i tak dalej.
I wiecie co zrobiły pawiany?
One tę panterę rozszarpały. No i owszem, paru pokaleczyła. Ale reszta ją dopadła i tyle.
Wbrew pozorom ludzkie społeczeństwa działają na podobnej zasadzie. Taki Meharolnik może się uważać za panterę i psioczyć jak to go w majestacie prawa rabują - ale tylko dlatego, że ci sami kolesie na których psioczy pozwalają mu na to, dają jeść, dają pić i dają klepać w klawiaturę.
Meharolnik obrażający się na państwowe konfiskaty psioczy w gruncie rzeczy na to, że w ogóle jakąś ziemię ma. Gdyby nic nie miał i wszystko należałoby do króla - byłby biedny ale szczęśliwy. A tak paskudna demokracja dała mu kawałek ziemi ale i groźbę, że kiedyś może odebrać.
Ano może. Bo najważniejsze z praw dotyczących własności mówi - a było o tym nawet w piśmie - ten co dał zawsze może zabrać, takie jego święte prawo.
e.


Komentarze
Pokaż komentarze (93)