Po 89 roku dokonała się zmiana ustroju.
Część polityków opozycyjnych i społeczeństwa przekonana była, że należy to uczynić przy „okrągłym stole” stosując metodę „grubej kreski”.
Dopuszczono ludzi dawnego aparatu represji do współrządzenia.
Zgodzono się na model „dzikiego kapitalizmu”, w którym płace rosły w sposób „kominowy” a pojedyncze firmy wyrastały w szybkim czasie na potęgi finansowe. Pieniądz miał władzę absolutną, a ci, którzy ciężko na niego pracowali wyzyskiwani przez właścicieli firm nie mieli często nic do powiedzenia. Sytuacji tej pomagały bezrobocie i uprzywilejowana pozycja pracodawcy. Słabo rozwijały się związki zawodowe w prywatnych firmach ze względu na strach ludzi przed utratą pracy.
Ludzie pracujący w budżetówce i emeryci znaleźli się na ostatnim miejscu. Wymagano od nich solidarności w znoszeniu ciężaru reform koniecznych transformacji ustroju a następnie zostawiono bez miłosierdzia nędznie egzystujących.
Majątek narodowy nie stanowił przedmiotu szczególnej troski tych, którzy mieli być za niego odpowiedzialni, prywatyzacja miała często charakter rabunkowy i „wołający o pomstę do nieba”.
Struktury władzy przypominały często „układ kolesiów”.
Prawdę o przeszłości schowano pod dywan blokując lustrację. Ci, którzy mieli jakieś grzechy popełnione w przeszłości mogli się dawać łatwo manipulować tym, którzy tą prawdę znali. Takie „załatwienie” sprawy lustracji do dziś może być także powodem wściekłej obrony u osób, które w czasie komuny współpracowały, zdradzały kolegów, a do dziś nie chcą, by prawda ujrzała światło dzienne. Boją się stracić pozycję społeczną, jaką osiągnęli, stracić twarz.
Taką drogę wybrała, lub godziła się na nią, część dawnych opozycjonistów dogadując się ze swoimi niedawnymi przeciwnikami politycznymi. Nie pamiętam, by w tamtym czasie dopuszczona była jakaś możliwość debaty społecznej na temat kształtu przemian i tego, czy ludziom się podoba wzięcie ciężaru eksperymentu Balcerowicza na siebie. Media nie opisywały tego co się działo. Reprezentowały w większości wąską grupę społeczną ludzi, którzy doszli wtedy do władzy i się bogacili.
Pamiętam Michnika jak wracał ze spotkania przy wódce z Urbanem. I interpretację dziennikarską – nazwano to wtedy tolerancją, dobrą cechą jaką jest nie pamiętanie uraz.
Pamiętam medialną, orwellowską propagandę sukcesu, że jest to jedyna słuszna droga. W TV zupki Kuronia dla bezrobotnych (jeśli nie ma solidarności społecznej to trzeba zrobić tak, by wyglądało, że jest) i jego „dobranocki” dla dorosłych.
A przy tym pamiętam szok kiedy po raz pierwszy zobaczyłam starszego dystyngowanego pana w pocerowanym płaszczu, ukradkiem szukającego resztek w śmietniku. I słowa piosenki „To nie tak miało być……….”
W stosunku do ludzi myślących inaczej, przeciwników politycznych zastosowano przewrotną i głęboko krzywdzącą metodę. Każdy z nich został napiętnowany i w ten sposób skutecznie społecznie unicestwiony. Z tych, których kojarzę - Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Jan Olszewski, Antoni Macierewicz, Jarosław i Lech Kaczyńscy – bardzo podobna metoda – przedstawiani byli jako ludzie „ekstremalni”, przypisywano im różne nieładne cechy – zajadłość, kłamstwo, oszołomstwo, kłótliwość, kompleksy. Media nagłaśniały tę propagandę i pomagały kształtować właśnie taki wizerunek.
I to wtedy rządzili politycy, którzy przejmują dziś wywalczoną w pocie czoła władzę.
W orwellowskiej powieści opisany jest świat rządzony przez funkcjonariuszy jedynej słusznej idei. Przeciwnicy „kasowani są” przez „ewaporację” – totalne unicestwienie. Rządzą oni państwem m.in. przy pomocy Ministerstwa Prawdy (zajmującego się propagandą i fałszowaniem obrazu rzeczywistości) i Ministerstwa Obfitości ( w którym w istocie rzeczy zmniejszane są racje żywnościowe).
Moje obawy nasuwa to, co ostatnio znowu się dzieje. Brak opartego na szacunku dialogu społecznego. Stosowanie zasady „zwycięzca bierze wszystko”, a do każdego działania da się wymyśleć odpowiednią formułkę (marszałek Komorowski potraktował w ten sposób m.in. Jana Ołdakowskiego). Na razie jest to dla mnie dojście do władzy liberałów z socjotechniczną, kłamliwą propagandą sukcesu. A są w niej dobrzy i mają większość czwartej władzy w ręku, jaką są media.
Politycy, którzy odchodzą nazywani są znowu oszołomami, karłami moralnymi, ćwokami, wiarołomcami, ludźmi niewiarygodnymi. Myśmy to już przerabiali w 92 roku.
Bez konsultacji społecznej planuje się sprywatyzować media (będziemy mieli Ministerstwo Prawdy oparte na pieniądzu?). Kto wyraził na to zgodę? Telewizja publiczna jest własnością społeczeństwa, tak samo jak służba zdrowia i szpitale z całym wyposażeniem. Plany nominacji prof. Ćwiąkalskiego na Ministra Sprawiedliwości świadczą o tym, że przyszły premier chce zmienić reformy zapoczątkowane przez Ziobrę - popierała je przecież większość społeczeństwa.
Jakie grupy społeczne będzie tym razem reprezentować nowy rząd? Nie w świecie wirtualnym, ale w praktyce odczuwalnej w życiu „zwykłych Polaków”



Komentarze
Pokaż komentarze (3)