Iwona Sledzińska-Katarasińska - szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu, posłanka PO jest zatrudniona w spółce Agora http://www.panoramainternetu.pl/articles/pap_swiat/442415/
Według posłanki, piernikiem jest jej obecna funkcja, wiatrakiem zaś fakt zatrudnienia w spółce Agora.
Argumentacja I. Ś-K. i jej zwolenników jest taka:
- każdy poseł po ukończeniu funkcji posła musi wrócić do jakiejś, n.p. wcześniej wykonywanej pracy - taka praktyka to rzecz normalna
- mimo, że posłanka jest obecnie od 1991 roku na urlopie bezpłatnym, to później nie zamierza wracać do pracy w Agorze, ponieważ osiągnęła już wiek emerytalny
- równocześnie posłanka wyraziła oburzenie, że można ją podejrzewać o lobbowanie na rzecz spółki Agora. Według niej jedno z drugim nie ma nic wspólnego podobnie jak w przypadku przysłowiowego piernika i wiatraka
Moim zdaniem, jeśli istnieje nawet tylko hipotetycznie taka możliwość, by taki związek zaistniał, to czy dla transparentności naszego życia publicznego posłowie nie powinni się wystrzegać podobnych powiązań? Samo stwarzanie możliwości do nadużyć jest działaniem budzącym wątpliwości. Wiele portali internetowych podało informację na ten temat - jest on widocznie dość interesujący dla opinii publicznej.
Zmiany w prawie medialnym i postulowanych ostatnio zmianach organizacji mediów publicznych wiązą się z ogromnymi finansami. Inne spółki medialne, w tym także Agora, są przebiegiem takich zmian bezpośrednio zainteresowane.
Według W. Kołodziejskiego, obecnego szefa KRRiT, " Iwona Śledzińska-Katarasińska jest przewodniczącą sejmowej komisji kultury i środków przekazu, rozstrzygającą sprawy, które bardzo często łączą się z interesami koncernu medialnego Agora. Podkreślił, że obecnie posłanka proponuje zmianę ustawy medialnej, gdzie sprawami koncesyjnymi nie będzie się już zajmowała Krajowa Rada. Wyjaśnił, że sprawy koncesyjne w bardzo istotny sposób dotyczą interesów między innymi Agory.
Witold Kołodziejski powiedział też, że posłanka Śledzińska-Katarasińska podczas posiedzeń komisji sejmowych bardzo często posiłkowała się tekstami z "Gazety Wyborczej". Teraz powoli zaczynam rozumieć dlaczego - dodał przewodniczący KRRiT.
Przypomniał, że sam - jeszcze jako członek Krajowej Rady, a nie jej przewodniczący - był na urlopie bezpłatnym w TVP, z którego jednak zrezygnował i rozwiązał umowę o pracę" http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9503285,wiadomosc.html?ticaid=1509f
Jak może osoba mająca podpisaną formalnie umowę o pracę z jedną ze spółek medialnych pełnić równocześnie funkcję przewodniczącej komisji mającej dokonać zmian na rynku medialnym?
Czy tak wygląda transparentność działań w wykonaniu członków nowego rządu PO?
Zaklinanie rzeczywistości PR-owskimi formułkami, że jedno nie ma z drugim nic współnego przypomina mi sprawdzone propagandowe działanie - mówimy swoje, a robimy swoje. Nieważne jak się robi, ważne jaką etykietkę się na to działanie naklei.
To jest ten przykład niezależnych ekspertów, o których tyle się mówi w kontekście przeprowadzenia koniecznych zmian w KRRiT?
Osoba jednoznacznie źle się wypowiadająca na temat tv publicznej, a jak się okazuje, były dziennikarz Gazety Wyborczej przebywający do tej pory na urlopie bezpłatnym w spółce Agora?
Można nie widzieć lub nie nazywać problemu, ale to nie znaczy, że go nie ma.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)