Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską. Odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot.: Lot nad Hudson
118 obserwujących
90 notek
923k odsłony
  2657   1

72. Upadek specpułku: Incydent lotniczy załogi Jak-40 w Smoleńsku 10.04.10

Jak-40 nr 045 zepsuł się, więc 10 kw. A. Wosztyl nie zawiadamiając dow. pułku wziął 044, który miał być zapasowym samolotem Prezydenta!
Jak-40 nr 045 zepsuł się, więc 10 kw. A. Wosztyl nie zawiadamiając dow. pułku wziął 044, który miał być zapasowym samolotem Prezydenta!


L:  Porucznik Lauks

G:  Chor. Gałek z tej strony yyy.. mam taki problem trochę, bo w Smoleńsku teraz wysłali mgłę, widzialności 500 metrów

L:  yhy

G:  I ta mgła gęstnieje, jeszcze przez jakąś godzinę może się utrzymać, dopiero później będzie się rozmywać

L:  yhy

G:  Żeby załogi uprzedzić, że yyy nieciekawe mają warunki do lądowania, jeśli będą lądować za kilkanaście minut

L:  Rozumiem, bo tamten jak lądował to miał 60 na 2

G:  yyy  60 na 2?  aaa widzi pan kurcze szkoda, że nie wiedziałem wcześniej

L:  No teraz się dowiedziałem

G:  Aha no mówię u nich zaczęła się mgła robić i teraz wygląda to nieciekawie na obecną chwilę i najbliższy czas

L:  No dobra i co ja mam teraz zrobić?

G:  Trzeba ich przynajmniej poinformować żeby wiedzieli czego mają się spodziewać, bo tam nie wiem jakie lotnisko najbliższe, mogą sobie wybrać na zapas

(....)

Dodatkowo, o pogarszającej się pogodzie w Smoleńsku rozmawiano w COP (Centrum Operacyjne WL). Ppłk. Jarosław Zalewski z COP w rozmowie z mjr Grzejdakiem z CHSZ pomiędzy 8:20 a 8:40 dowiedział się, że podczas lądowania Jaka-40 występowały warunki: podstawa 60 m i widoczność 2 km. Jednak COP nie miał możliwości bezpośredniego kontaktu z załogami. A kontroler wojskowy z Okęcia twierdził, że kiedy próbowano dodzwonić się na telefon sieci satelitarnej Inmarsat w lecącym tupolewie, nie udawało się to nigdy.


DOCHODZENIE DSP

W 2011 r. Dowódca Sił Powietrznych (DSP), gen. broni pilot Lech Majewski złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w locie Jaka-40 PLF 031 do lotniska Smoleńsk Półn. przez załogę w składzie Wosztyl, Kowaleczko i Muś. Ok. 15 minut przed dolotem do lotniska, załoga otrzymała wiadomość że widzialność obniżyła się do 1500 m (wiadomość została potwierdzona przez załogę w ich oświadczeniach). Dowódca załogi (Wosztyl) podjął decyzję lądowania metodą wg 2 radiolatarni NDB oraz wskazań GPS (podejście nieprecyzyjne wg przyrządów). O 7:15  załoga odbyła lądowanie. DSP zawiadamiał, że w zw. z uzasadnionym podejrzeniem, że załoga lądowała w warunkach atm. poniżej minimalnych, do których była wyszkolona, czym mogła naruszyć przepisy, powołał w maju 2010 r. Komisję Badania Incydentu. KBI uzyskała informację, że załoga Wosztyla wykonała lądowanie przy podstawie chmur 60 m i widzialności poniżej 1000 m, naruszając par. 23 Regulaminu Lotów SZ RP (RL-2006), co miało wpływ na bezpieczeństwo lotu. Przyczyną złamania zasad regulaminu lotów było dopuszczenie przez dowódcę załogi do zniżenia się poniżej MDH ustalonej w karcie podejścia przy podejściu nieprecyzyjnym oraz lądowanie w warunkach, do których załoga nie była wyszkolona.

Załoga PLF 031 nigdy nie stanęła jednak przed sądem. Odwoływała się od wszystkich decyzji komisji wojskowych. Jednocześnie w prasie zaczęły się pokazywać artykuły publikujące detale zawiadomienia o możliwym popełnieniu przez załogę przestępstwa. Wosztyl twierdził wtedy, że lądował w warunkach powyżej minimalnych, a kontroler nie widział go, aż wynurzył się nad progiem pasa z tego powodu, że miał niewłączone w samolocie reflektory do lądowania. Miał tylko włączone światła do kołowania, co jak twierdził jest normalną praktyką we mgle (mimo przeciwnych poleceń wieży). Świadczy to, że Wosztyl nie zna się na pilotażu samolotów we mgle. Jest to normalną praktyką w nocy, ale nie w dzień.

Wg odwołań porucznika, gęsta mgła uniemożliwiała mu na wys. MDH kontakt wzrokowy z ziemią (tu mówił prawdę, bo ziemię zobaczył na 80-90 m AGL << swego minimum MDH = 120 m), jednak jakoby nie przeszkodziła załodze z wysokości  MDH widzieć pod małym kątem, a więc poprzez dużo dłuższą drogę optyczną, świateł APM umieszczonych 200 m za progiem pasa 26. To już oczywisty, niefizyczny nonsens, gdyż kąt widzenia APM był nie więcej niż 4 stopnie, zatem grubość optyczna powyżej ~2, uniemożliwiająca widzenie terenu pod samolotem, odpowiada grubości optycznej powyżej ~2/sin(4 stopni) ~ 29. Innymi słowy, światło bezpośrednie z APMów oddalonych o ~1.5 km od samolotu było osłabione o czynnik  exp(29) ~ 3e12  (trzy tysiące miliardów razy;  absolutnie niewidoczne w rozświetlonym światłem dziennym stratusie).  Wosztyl i załoga kłamali więc, wybielając się wobec komisji wojskowych. Wojskowi uznali na podstawie zebranych dowodów, że w rzeczywistości piloci jaka zobaczyli ziemię z wysokości 80-90 m,  a pas startowy dopiero z wysokości 50-70 m. Może nawet jeszcze niżej, gdyż kontroler lotniska po raz pierwszy zobaczył Jaka-40 wynurzającego się z chmur dopiero na wys. 25 m. DSP, gen. Majewski i KBI uzasadniali, że odwołania pilotów i inż. pokładowego PLF 031 są bezpodstawne, a ich relacje sprzeczne z obiektywnie ustalonymi warunkami atmosferycznymi, jak i wzajemnie sprzeczne.


DOCHODZENIE SZTABU GENERALNEGO WP

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka