Święta, święta i po świętach, wydaje się, że nie ma nic bardziej pociesznego w okresie poświątecznym niż krótka retrospekcja i przegląd jak to niektórzy katoliccy blogerzy obchodzili narodziny Pana w salonie. O ile bowiem dla agnostyków, ateistów, czy wyznawców religii Jedi, popularna Gwiazdka, to czas wolny na spotkania z rodziną i danie sobie prezentów, o tyle dla katolików, to bodajże jedno z najważniejszych Świąt religijnych. Świąt, gdzie na świat przychodzi Syn Boga, poczęty, zdaje się, że wedle jedynej ówczesnej metody sztucznego zapłodnienia. Mają więc katolicy, co świętować, za co dziękować, a w tradycji, którą tak hołubią, mogą znaleźć receptę jak robić to wszystko wedle nakazów Ojców.
I tak najtwardsi z naszych bohaterów wytrwali aż do wieczornych godzin Drugiego Dnia Świąt, by znów pisać o koncesjach, złych ludziach, świecie, co to ich nie przytula, słowem by dalej robić ów przełom, przed którym w bólu i trwodze drży światek dziennikarski. Mniej wytrwali dawali sobie spokój z Dzieciątkiem Jezus już w okolicach Pierwszego Dnia Świąt, a rekordziści klepali w klawiaturę tuż po wigilijnej wieczerzy, o ile oczywiście Wigilię mieli, gdyż kiedyś trzeba było te posty przecież napisać.
Rzecz jasna, wedle wigilijnych standardów, większość postów napełniona była Duchem Świętym i pierogami, blogerzy zapewniali jak to owe święta, jakie są one ważne, wyjątkowe, no i oczywiście rodzinne. Aspekt rodzinny doczekał się nawet pewnej (świeckiej?) tradycji, gdzie co roku, wszyscy publicznie wylewają żale nad losem tych, co to samemu będą obchodzić urodziny Pana, a przecież nikt się już tak się nie użala, gdy owi samotni, nie mają nikogo, z kim się można podzielić radością, że Jezus Zmartwychwstał, czy nadszedł wreszcie dzień Matki Boskiej Zielnej. A przecież to Narodziny Boga, a nie wesele, że wszyscy mają być razem. O Jezusie, w święta, wspominano na blogach, rzecz jasna, rzadziej, Jezusa trzeba bowiem nosić w sercu, a nie w Dni jego Narodzin, pędzić, za przeproszeniem do Kościołów, i tam się umartwiać. Co by bowiem pomyśleli sobie, spragnieni duchowej strawy blogów czytelnicy, któż w te święta niósł by im Dobrą Nowinę, skoro blogi na cztery spusty by były zamknięte? A jeżeli jesteśmy już przy umartwianiu, to całkiem niedawno, słyszałem rozmowę, letnich, co prawda, ale jednak, katolików, którzy narzekali na słaby program telewizyjny na Gwiazdkę, że znów „Kevin sam w Domu” i tym podobne. A przecież oferta programowa powinna być wówczas wręcz ascetyczna, ogromna rzesza katolików (ponad 90% społeczeństwa) jest wtedy w Kościołach, albo o na spacerze z, często płodzonymi, dziećmi. No w ostateczności dzień święty święci przed komputerem, komentując upadek bezbożnego świata, brak żarliwej wiary i komercjalizację.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)