Rok 2008 bez wątpienia był przełomowy. Wojna w Gruzji, syn murzyna w Białym domu, bezpardonowy atak na Pana Vaclava Klausa, a Kosowo (pamięta ktoś jeszcze) rozpoczęło wstępną fazę III wojny, być może i nawet światowej. Ale prawdę mówiąc przełomowy był także okrutny rok 2007. Wybory wygrał Donald z razwiedki, podpisano traktat Lizboński odbierający nam suwerenność, a Polska przystąpiła do strefy Schengen. Gwoli ścisłości dodać jednak należy, że przełom nastąpił także i w roku 2006. Jarosław Kaczyński został wybitnym premierem, Czarnogóra ogłosiła niepodległość, a papież Benedykt wydał swą pierwszą encyklikę Deus caritas est. Nie inaczej było z rokiem 2005, tak, ten rok również był przełomowy. Polska została członkiem Wspólnoty Europejskiej, nie udało się bolszewikom w roku 1920, udało kilkadziesiąt lat później. Natomiast w przełomowym roku 2004 r. przystąpiliśmy do NATO, mamiąc się obietnicami pomocy, a wielka nadzieja białych, niejaki Georgie Bush drugi raz został prezydentem USA. Rok 2003 to zbrodnicze referendum za przystąpieniem do Unii, zaś w roku 2002 miał miejsce, przełomowy, rzecz jasna, atak na Irak i Afganistan, no i rozpoczęła się Afera Rywina. W roku 2001 to największa katastrofa w historii ludzkości, czyli atak na Word Trade Center, a rok 2000 to ostatni rok, przełomowego, wieku XX, następującego, po równie przełomowym, wieku XIX, którego poprzednikiem był, rzecz jasna, wyjątkowy wiek XVIII...
Można by tak jeszcze długo, każdy rok jest przełomowy, musimy żyć w przełomowych czasach, perspektywa, że żyjemy w czasach zwyczajnych, a nawet wygodnych, byłaby nie do zniesienia. Jesteśmy wyjątkowi i wyjątkowe sądów wydajemy, potrafimy przewidywać, uprzedzać ruchy, doradzać, tudzież wieszczyć upadku świata, bywamy, jesteśmy tak bystrzy i oczytani, za młodu graliśmy w szachy, tudzież Makao, czasami zerkaliśmy nawet do Times’a lub Sztandaru Młodych, maturę zaliczyliśmy na pięć, a pod koniec roku bywa, że wpadamy w II próg podatkowy. Podrywaliśmy kiedyś kobitki, znamy się na autach, polityce i piłce nożnej, tym na Wiejskiej dalibyśmy bobu, że ho, ho tylko nam się po prostu jakoś odechciało, media przed nami drżą, a polityce płaszczą się u naszych stóp, bynajmniej nie brudnych.
Mym czytelnikom nie życzę więc w Nowym Roku żadnych przełomów, zawsze się znajdzie jakiś kretyn, który pod koniec roku, nie dość, że przełomy sobie uroi, to jeszcze się będzie chełpił, że on, bloger, przełom ów dostrzegł i głosi go światu. Zawsze się też trafi jakaś Kasandra, co własny stan psychofizyczny przeleje na całą ludzkość, wiedzieć, co myśli i czuje parę miliardów ludzi, to trzeba być prawie jak Jezus, a może nawet i więcej. Życzę więc Wam czytelnicy, o których to Was, za parę setek lat nikt nie będzie pamiętał, którzy niczego znaczącego nie dokonacie, a nawet Wasze pyszczenie jest wtórne, otóż życzę Wam i sobie, jako owemu Czytelnikowi, też życzę, aby ten przyszły rok był po prostu bardziej znośny niż ten poprzedni, nawet jak go nam przyjdzie katorżniczo przeżywać w tym niby nowym salonie.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)