rp.pl
rp.pl
Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki
24
BLOG

Etat po kawałku: Jak biurokracja woli bezrobocie od pracy

Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki Polityka Obserwuj notkę 1
Pełny etat na minimalnej kosztuje pracodawcę krocie, ale podzielenie go na ćwiartki mogłoby uratować setki ludzi przed wykluczeniem. Dlaczego polski system woli finansować bierność zamiast dopłacać do społecznej solidarności w Górowie Iławeckim i poza nim? Przeczytaj ironiczne spojrzenie na politykę pracy, która stoi na głowie.

„Lepiej dać wędkę niż rybę, ale w naszym kraju najchętniej płacimy za to, że rybak siedzi na brzegu z pustymi rękami.”


 Gdyby ekonomię mierzyć poziomem abstrakcji urzędniczego współczucia, Polska byłaby kwitnącą oazą dobrobytu. Skoro jednak przeliczamy ją na twardą walutę, ludzkie dramaty i kalkulatory księgowych, okazuje się, że państwo woli opłacać bezczynność obywatela, niż dopłacić symboliczną złotówkę do jego społecznej użyteczności.

Zasiłek za bezczynność czy drogi kawałek chleba? Anatomia absurdu, w której państwo woli płacić za 'nicnierobienie' niż inwestować w ludzką godność

Co zyskuje czytelnik:

Głębokie, socjologiczne spojrzenie na ukryte koszty bezrobocia, unikalną analizę alternatywnych form zatrudnienia na prowincji oraz argumenty obnażające paradoksy polskiego systemu opiekuńczego.

 Spójrzmy na zimne liczby, wolne od politycznego patosu. Jeden pełny etat na płacy minimalnej kosztuje pracodawcę około 5.790 zł miesięcznie. Brzmi jak standardowa opowieść o rosnących kosztach prowadzenia działalności. Co jednak dzieje się, gdy tę samą pulę pracy i energii podzielimy na cztery osoby zatrudnione na jedną czwartą etatu? Taki model generuje koszt łącznie około 5.670 zł – nieco mniej, głównie dlatego, że przy podstawach poniżej pełnej minimalnej pensji odpadają niektóre obciążenia, takie jak Fundusz Pracy czy Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Co więcej, biznesowo zyskujemy pancerz ochronny: nagłe zdarzenie losowe jednego pracownika nie paraliżuje całego zakładu.

 Dla prowincji – takiej jak Górowo Iławeckie i jego przygraniczne okolice – to mogłaby być deska ratunku. Tysiące ludzi zyskałyby szansę na utrzymanie ciągłego kontaktu z rynkiem pracy zamiast pompować 17-procentowe bezrobocie w powiecie bartoszyckim, przez zachowanie szczątkowej, ale jednak zdolności kredytowej i ucieczkę przed cywilizacyjnym marginesem. To realny postulat dla lokalnych samorządów oraz spółdzielni socjalnych. Wymaga on jednak towaru deficytowego w polskich gabinetach: odwagi politycznej i zgody na to, że państwo lub samorząd muszą dopłacić do struktury etatu, aby rozwiązać nabrzmiały problem społeczny.

 Dla społecznie odpowiedzialnej firmy to potężne narzędzie walki z bezrobociem. Działa bezbłędnie tam, gdzie jest wspierane mądrymi dotacjami i gdzie publiczny czy spółdzielczy zarządca świadomie akceptuje wyższe koszty organizacyjne w zamian za potężny efekt socjalny. To żywa realizacja idei „państwa jako pracodawcy ostatniej instancji” oraz filozofii Cittaslow w praktyce – dbania o jakość życia poprzez włączanie, a nie spisywanie ludzi na straty. Dla pracownika to z kolei formalne zatrudnienie, minimalna stabilizacja i wyjście z pułapki wykluczenia, nawet jeśli ułamkowe etaty oznaczają życie na granicy minimum egzystencji.

 I tu dochodzimy do momentu, w którym polski system zdrowego rozsądku skręca w stronę czystego absurdu. Zamiast wesprzeć model rozproszonego zatrudnienia, który daje ludziom poczucie sprawczości i godności, wolimy mechanicznie pompować miliony w zasiłki z powodu ubóstwa i bezrobocia. Najwyraźniej taniej jest kupić obywatelowi święty spokój i bierną bezradność, niż pozwolić mu legalnie zapracować na własny szacunek.


Państwo dba o nas tak troskliwie, że najchętniej zagwarantuje każdemu bezrobotnemu zasiłek wystarczający w sam raz na to, aby bez ruchu patrzeć w sufit – byle tylko nie zmarnować ani grosza na kontrybucję w czyjąś ludzką godność.


| rynek pracy | spółdzielnie socjalne | polityka społeczna | płaca minimalna | wykluczenie |


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Łączę lokalne zakorzenienie w Górowie Iławeckim (pruskie pogranicze Natangii, 12 km na północ od Warmii) z uniwersalnym przesłaniem związanym z ikoniczną postacią Gandalfa, ma to podkreślać zarówno symboliczny jak etyczny charakter działalności. To forma budowania mojej tożsamości, która działa aktywnie na rzecz swojej małej ojczyzny, a jednocześnie aspiruję do roli świadka obserwowanej rzeczywistości...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka