Co bym zrobiła gdybym mogła cofnąć czas?
Nie poznałabym nigdy Ciebie. Ten moment, w którym podajesz mi rękę, zamieniłabym najchętniej na chwilę, kiedy niezauważalnie przechodzę obok Twoich pleców. Kiedy czuję tylko ich zapach, a potem o tym zapachu zapominam. Ulatuje on tak szybko, jak przelatują sekundy. Te 8400 sekund... Te, które podobno odliczałeś. Taa. Nadzieja matka głupich? Hmm, chyba tak to się nazywa.
Ale wracając do tej chwili... Załóżmy, że przechodze obok tych Twoich pleców. Niezauważalnie. Czuję tylko zapach tego antyprespirantu, który podobno trzyma się 12 godzin... To dziwne, ale na Tobie chyba akurat się trzymał. Może wtedy właśnie się nim popsikałeś? Nie, to raczej niemożliwe. W nocy? Kto się psika w nocy... Ale o czym ja teraz piszę? O antyprespirancie... A miałam o chwili, tak więc ' come back '. Przechodzę niezauważalnie, czuję zapach antyprespirantu i na tym koniec historii... Jak to koniec? Tak poprostu? Tak nieodwracalnie? Tak od tak, Ciebie poprostu nie ma? I nigdy nie było?
Ja pieprzę... Jaka jestem mądra, że Ci tą rękę podałam...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)