Marzyłam o tym, że kiedyś będziesz całował moje nadgarstki... Całowałeś. Nawet brudne od porannego i jeszcze zimnego pisaku stopy. Wszystko całowałeś.
Nigdy nie zapomnę tych poranków... 4 nad ranem. Ja z papierosem, ty krzyczący, że kiedyś to palenie się na mnie oddbije... Potem ty brałeś tego na wpół spalonego papierosa, wywalałeś do jeziora i mocno pieściłeś moje ciało na jednym z pomostów. Tafla jeziora pod czas tych naszych ekscesów była zawsze pomarańczowa... O 5 jasno różowa... A o 6 czerwona, prawie tak samo mocno jak serca, które skrobałam w zeszytach przez kolejnych kilka lat...
Teraz jest tak samo... Dobra trochę inaczej... Jestem cholernie bogata. Tak, to się zmieniło, bo wtedy mając te głupie 15 lat starczało mi co najwyżej na paczkę fajek miesięcznie i zestaw miętowych gum. Minimum dwie dziennie. Jestem żonata, a kiedyś zarzekałam się, że będe czekać tylko na ciebie... Nie wyszło. Ten grubas, który przewraca właśnie karkówkę na amerykańskim grillu, to mój mąż. O tak, tak . To ten co macha do mnie ręką. Odmacham, żeby nie poczuł się urażony. Mam dzieci. Dwóch synów. I ciągle wmawiam sobie, że najstarszy to twoje dziecko... Psychoza? Tak, psychoza. Ale naprawdę mam wrażenie, że ma twoje oczy, twój nos... Nie, nie, co ja gadam... Mam dobrą posadę... A kiedyś uważałam, że tylko będąc z tobą, osiągnę cel...
Lecz te rzeczy są kompletnie nieważne. Ja i tak wiem, że kiedyś staniesz ze mną na tym pomoście, ucałujesz mój nadgarstek, potem stopę, potem prawę ramię...
A potem z ziemi wyrośnie mój mąż... Krzczyknie w naszą stronę, a ty bezwstydnie pokażesz mu środkowy palec i znów będziesz całował mój nadgarstek, stopę, prawę ramię... Prawe ramię ale już bez pryszczy!Zaraz po twoim wyjeździe zaczęłam używać benzakme...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)