A gdyby jednak... A gdyby się udało... To co by się stało?
Wysiadłabym z samochodu, rozejrzała się dookoła... Znów tak samo. Nic się nie zmieniło. Może trochę trawy ubyło...? Nie, nie. Dalej jest tyle samo. Nawet te same skrzypiące huśtawki. Chyba jeszze bardziej zardzewiały. Oblizuje usta. Nie czuję już na nich pomarańczowej pomadki. Nie mają one w ogóle smaku. Są jakieś takie mdłe... Ale Tobie to nie przeszkadza...
Podchodzisz od tyłu, łapiesz mnie swoimi wielkimi dłońmi, za boczki, które wylewają się z dżinsowych rurek i delikatnie całujesz w tył głowy. Odwracam się. Piszczę na Twój widok, wskakuję Ci na ręcę i kompletnie nie przejmuję się tym, że zamiast szkolnej legitymacji mam dowód osobity, że zamiast dwóch rozzstępów mam ich dwadzieścia... Że urodziłam dwóch synów... Że mój mąż czeka na mnie w domu z obiadem, a ja uciekłam. Wzięłam skórzaną torebkę, wrzuciłam do niej dwie pary stringów, czarne rajstopy, krem na cellulit, puder i paczkę miętowych gum... Brakowało mi tylko tej pomarańczowej pomadki...
Dochodzimy nad jezioro. Do okoła bawią się dzieci. Jesteśmy strasznie bezwstydni. Lądujemy w krzakach, w których kiedyś stały kajaki. Cztery niebieskie kajaki. Zdejmujesz ze mnie białą koszulę. Całujesz moje ramiona. Trochę zawstydzony dotykasz moich piersi. Mam wrażenie, że w Tobie drzemię jeszcze dziecko... mały chłopiec, który chyba nigdy się nie całował... Chcę Cię nauczyć wszystkiego. Ja! Pseudo nimfomanka marząca tylko o jednym...
Nagle czuję, że ktoś szarpie mnie za ramię.
- Wstawaj! Znów się spóźnisz!
Widzę swojego męża. Stoi nade mną i się drze. Co on tu robi? Stary, nieogolony, każdej nocy napalony na mnie pomimo tego, że zakładam na swój brzuch uciskający pas... Każe mi wstawać. Za oknem nie ma zielonych drzew, tylko gołe patyki otulone białym puszkiem...
Nie, to nie o tym marzy ta nimfomanka.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)