Te usta miały smak maliny. Te dłonie miały zapach lawendy. To ciało pachniało kokosem... A włosy? Były miękkie i takie puszyste w dotyku... Oddech Twój był zawsze świeży... Gdy łapałam Cię za rękę miałam ochotę frunąć... Frunąć by przeżyć jeszcze jeden taki dzień wśród innych zwykłych dni...
A co to był za dzień? Moje ciało było całowane przez Twoje usta powoli... namiętnie, z nutą zwątpienia, że ktoś... że ktoś mógłby nas zobaczyć. Leżące na łące dwa nagie ciała. Miałam na głowie wianek ze stokrotek. Różowych stokrotek. Twoje dłonie zdjęły z mojej głowy wianek i zaczęły pleść warkocze z moich włosów. Miałam dwa warkocze. Wyglądałam w nich jak mała, niewinna dziewczynka. Podobno takie najbardziej lubił Twój instynkt... Małe, newinne dziewczynki. Lolitki. Które wskzującym palcem, lewej dłoni kręca kosmyk włosów, a w prawej dłoni trzymają wielkiego różowego chupa-chupsa...
Mi tego chupa-chupsa chyba zabrakło. Nie byłam tak słodka. Nie potrafiłam. Paliłam hasz, słuchałam tego, czego według Ciebie nie powinnam, przynajmniej raz w miesiącu zrywałam po dwie struny w swojej gitarze, nie byłam taka szczupła i słodziutka... Nie miałam bujnych blond loków tylko czarne, nastroszone druty... Piłam bimber zamiast soku z czerwonej pomarańczy...
To Ci chyba przeszkadzało... Szkoda.
Naprawdę szkoda, bo Twoje imię było takie piękne... Elwira...


Komentarze
Pokaż komentarze