hipertrofia hipertrofia
62
BLOG

Przyszłam na Twój świat obiecując pomoc. Zapomniałam .

hipertrofia hipertrofia Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Może... Może gdybym nie usiadła... Może było by inaczej...

Od początku. Nikt nigdy z Tobą nie rozmawiał. Siedziałeś zawsze sam na ławce pod blokiem popalając papierosa. Byłeś alternatywyny, oryginalny, niedostępny... Byłeś tylko Ty, Twój papieros, karton wina i Twoja Matka drąca się na Ciebie z okna na siódmym piętrze. A ja? Ja byłam grzeczna. Kompletnie inna niż Ty. Lecz któregoś dnia usiadłam. Usiadłam na ławce obok Ciebie, złapałam Cię za rękę i obiecałam, że Cię uratuję...

Zamknąłeś mi usta wskazującym palcem i pociągnąłeś za blok. Był tam staw, a miesiąc na kalendarzu był chyba majem... Podszedłeś do mnie i ściągnąłeś ze mnie koszulkę. Z włosów wyciągnąłeś dwie różowe spineczki, a z nosa zdjąłeś wielkie brązowe okulary. Rozstrzepałeś mi włosy. Gdy stałam taka nieokrzesana, w samym staniku i dżinsach od wujka z Ameryki podszedłeś jeszcze bliżej i już chciałeś nie pocałować, kiedy nagle zwątpiłeś. Upadłeś na ziemię. Nie byłam w stanie się odezwać. Tylko patrzyłam jak czerwoną bandanką obwiązujesz sobie przed ramię, jak wbijasz sobie kolejną działkę... Nie minęło 5 minut, kiedy znów zbliżyłeś się do mnie i teraz, bez wachania, delikatnie pocałowałeś...

Ten dzień był nasz... Pokazałeś mi jak można żyć... Kąpaliśmy się w stawie, nasze nagie ciała były jednością... Twoje wielkie dłonie tak niesamowicie pasowały do moich małych łapek... Całowałeś je. A potem poszliśmy do Ciebie. Na starym, skrzeczącym tapczanie siedzieliśmy, paliliśmy hasz, słuchaliśmy płyt, które bezwładnie kręciły się w adapterze... Marzyliśmy... Marzyliśmy, leżąc obok siebie, że kiedyś kupimy dwie skórzane kurtki, motor i pojedziemy... Pojedziemy do Norwegii, Francjii, lub po prostu do wujka Zbyszka na wieś, gdzie w wielkim sadzie pobawimy się w chowanego.

A następnego dnia... A następnego dnia czekałeś na mnie pod trzepakiem... A mnie... A mnie już nie było. Byłam daleko za oceanem, frunęłam gdzieś pod jedną z chmurek...

30 lat później mój mąż przyniósł pocztę. Wtoczył się do domu w tej swojej wielkiej puchowej, zielonej kurtce, narzekając, że znów nie czekam na niego z obiadem. Położył listy na stoliku w salonie i poszedł do góry zająć się swoim życiem. Ja miałam swoje. Nalałam sobie do szklanki whisky, wypiłam ją jednym chlustem i zabrałam się za listy. Otworzyłam niebieską kopertę adresowaną do mnie. Wyjęłam starą, pożółkłą kartkę...

'' Chyba zapomniałaś mnie uratować... ''

hipertrofia
O mnie hipertrofia

próbująca skakać w pogo , w rytm słów Grabaża , upijająca się malinowym Kubusiem ... ; D porywcza, chyba zbyt wrażliwa .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości