Są chwile kiedy mam wrażenie, że jestem lewą stroną mojego imienia, że stoję gdzieś obok własnego ciała...
Na zegarze znów 20:20. Niewładnie klepię się w rękę licząc, że przyniesie mi to szczęście. Że niby ktoś o mnie myśli...
Jak niby do kurwy nędzy możesz o mnie myśleć?! Przecież masz inną duszyczkę, niewiastę o którą się zamartwiasz... O której myślisz, kiedy ma okres, o której myślisz, kiedy ma jajeczkowanie, po prostu myślisz o niej cały czas... Przez cały cykl. A o mnie? O mnie nawet nie myślisz, gdy mam dni płodne, bo chyba nawet Cię nie pociągam...
Spokojnie, spokojnie. Tak więc stoję obok siebie... Obok dziewczynki, która pomimo tego swojego dziwnego wyglądu jest strasznie sprytna, wszystko robi wedle siebie i nikt o tym nie wie... Ma swoje jakieś ukryte marzenia, które chce z siebie wydrzeć... Że gdyby ktoś... Gdyby ktoś mniej więcej zaufany się o nie zapytał, powiedziała by wszystkie. Wyrecytowala jak wierszyk...
Hej, Chłopcze! Tak, tak, właśnie Ty! Niosiący flagę... To Tobie ona była w stanie powiedzieć te wszystkie marzenia, pragnienia, fascynacje, lecz pod gruzami Twoich problemów, przemyśleń nie była już w stanie... Jednakże gdy się spotkacie opowie Ci je wszystkie... Bez wyjątku. Tobie bezwładnie ufa... Tak bewładnie, że jest to aż chore...
A tamten chłopiec, kto to jest, pytam siebie stojącej obok mnie. Odpowiadam sobie, że to ten... Ten, tamten, ten... Po prostu Ten.
Łyk wody. Tak wody. Nie whisky. Przecież jeszcze jestem gówniarą. Idę do łazienki. Wciskam głowę pod kran i oblewam włosy lodowatą wodą. Znów wracam do jedności. Ciało w ciele.
I zdaję... I zdaję sobie wreszcie sprawę, że mi nic do tego. Apokalpisa mojego życia nie daje już rady.
Nie Dziewczynko, nie będziesz Syzyfem.


Komentarze
Pokaż komentarze