Z rodziców trzeba się rozebrać. Rozbrać, ale tymczasowo... Tymczasowo, ale jednorazowo i dobitnie. Rozebrać jak z zimowego kombinezonu. Z zimowego kombinezonu, który drapie pod szyją, hamuje ruchy, wpija się w kroku...
Właśnie dlatego po to powstali kochankowie. Kochanek, kochanka... Istoty różniące się jedynie płcią, a miejące w zamyśle wszystko to samo... Mające w zamyśle gwałt umysłowy i fizyczny, rozebranie naszych marzeń, pozbawienie nas uczuć, pokazanie tej złej, ale jakże pociągającej strony świata...
To z nimi nie marnujesz ani jednego świtu ani nocy... Gdy jesteś z nimi niebo Ci wszystko wybaczy. Wybaczy, gdyż jest tak samo zbereźne jak oni... Że gdy jest ciemne, chce być rozbierane, i gdy jest jasne, chce patrzeć na burzliwe miłostki kochanków...
Kochankowie są dobrzy. Tak, dobrzy, to określenie jest wystarczające. To z nimi dotykasz swoje ciało poprzez oczy swoich dłoni. Masz wrażenie, że Twoje dłonie patrzą... Patrzą, a o świcie, gdy zaciągiesz na swoje nagie ciało jego białą koszulę, wypomną Ci jaka jesteś bezwstydna... Kochanek, kochanka mruży oczy. Mruży oczy, ale tylko z rozkoszy. Musi napatrzeć się na Twoje rozwiane włosy, krzywe kostki na tyle dostatecznie, by więcej ich nie musieć oglądać... Musi na nie patrzeć tak, by się nie zakochać... Bo gdy się zakocha istotna rola bycia kochankiem poprostu odpadnie. A kochanek tego nie chce... On chce być zawsze kochankiem... Na wieczność. Chce każdej nocy dotykać inne ciało, z innym ciałem witać inny świt... Kochanek widzi świat poprzez wargi. Nie poprzez oczy tylko wargi. Wargi, którymi pod czas wakacji całuje ok. 60 innych ust... Muska je powoli, a potem o nich zapomina... Chyba, że były bardzo szorstkie, nieśmiałe i dopiero o świcie dały mu się posmakować... Takie wargi doceni... Może zapamięta je do połowy września...
A potem... A potem wargi te rozmyje gorąca studentka próbująca na opak dostać się na studia dzienne...


Komentarze
Pokaż komentarze