To nasz ostatni raz.
Wiesz? Nie? To teraz już wiesz. Że właśnie się oddzywczajam. Że własnie się oddzwyczajam od tej pseudo fascynacji, która ogarnęła mnie od czubka głowy, aż po końce poobgryzanych do krwi paznokci.
Lecę w enmamentne tunele własnych pragnień. Łapię się na tym, że marzę jak nastolatka. Że marzę jak nastolatka, a chwilę po tym mam zapędy ala 40 letnia zdepserowana mężatka tkwiąca w związku z niewłaściwym mężczyzną. Że dusi sie jego słowa, dławi spermą jego pragnień i upodobań. I nie radzi sobie z samą sobą. Piszę listy do samej siebie i wrzuca do własnej skrzynki podpisując się jego pseudonimem. I gdy za parę dni schodzi do skrzynki, podnieca się na widok białej koperty, prawie tak samo mocno, jak by to właśnie on ją naprawdę napisał.
Nosi kolorowe rajstopy. Takie w paski, jak noszą kurewki. Stoi sobie w tych rajstopach przed lustrem zastanawiając się, w którym miejscu stanął jej czas. Czy wtedy jak zamiast lalek bawiła się klockami, czy wtedy jak zrozumiała, że " pokochała " nieodpowiedniego, złego, zakazanego chłopca? Sama nie wie. Bo przecież wcześniej był inny chłopiec... A co się z nim stało?
Chodzi spać o 3.00. W Wakacje o 4.00. Ma fobię na punkcie wschodów słońca. Gdyby mogła oglądała by je codziennie. Ale wtedy już w ogóle nie wytrzymała by nerwowo. Przed każdym wschodzem zażywa przynajmniej dwie tabletki Relamium. Czemu? Bo te wschody zbyt duże piętno odcisnęły na jej psychozie, która i tak już za młodu była dość spaczona.
Ale tak patrząc z ogółu, to ona jest całkiem szczęśliwa...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)