hipertrofia hipertrofia
341
BLOG

Dobry chłopak był i mało pił w bezkarnie cytrynowej porze dnia.

hipertrofia hipertrofia Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Wódka naturalnie przywraca do pionu.

Odrywa nas od codziennie przemierzanych chodników, spacerujemy bez krzyku. Nie wyzywamy się. Znaczy, wyzywamy się i to jeszcze mocniej, ale gdy otrzeźwieją umysły, potraktujemy wcześniejsze wyrzuty jako żart, bo przecież głupio będzie się z nich nie wycofać.

Ale na razie czas trwa na brzegu szklanki. Wieczór wlał się nam do głów. Litrami, zero siódemkami. Po prostu wlał. Wyjadł ostatnie szare komórki, ostatnie resztki moralności, które uchroniły by nas przed złem tej nocy.

Zarzygane usta nadają się do co najwyżej pustego snu z nosem wbitym w stary materac.

Pies ściągnął nam z pleców koc. Leżymy praktycznie goli odwróceni do siebie plecami. Każdy uprawia miłość ze swoją miską. Każdy tak na prawdę jest z dala i przez szybę. Zamknięty za swoimi automatycznymi drzwiami.

Poranek rozmywa się nad chodnikiem.

Na głowie ląduje pierwszy zimny ręcznik. Ktoś inny przewracając się o zieloną butelkę z namiętnością narkomana szuka aspiryny. Zakochana para uprawia jeszcze ostatnią miłość tej nocy. Wykorzystują to póki jeszcze słońce tak mocno nie świeci. Póki nie zobaczą swoich twarzy i nie zdadzą sobie sprawy, że za nim tu się znaleźli nie łączyło ich nic prócz rzucanego pod nogi na każdej przerwie pustego "cześć".

Słońce się zapala. Ktoś je włączył na "ON". Po schodach staczają się wraki naćpanych nastolatków. Naćpanych marzeniami, zaplątanych w treści bez znaczenia, żyjących swoim życiem... I tych prostych - naćpanych zwykłym naćpaniem. Przestrzeń rozstąpiła się i wzdycha. Stopy dotykające przeraźliwe dziwnych kafelek kompletnie tego zimna nie odczuwają. Każdy uczestniczy w maratonie znalezienia tego co go uszczęśliwi.

Niektórzy w biegu o spełnienia marzeń nie uczestniczą. Siedzą zawinięci w fotelach, buchają znalezionymi papierosami zawodnikom w twarz, wspominają, jeśli mają wspomnieć. A mają, więc wspominają. Wspominają nierealne historie. Zatopieni w rytmach taniej muzyki odlatują tam, gdzie życie przekracza granice ideału, a absolut jest nieistotny z perspektywy.

Popołudnie bezkarnie cytrynowe rozsadza ich po stu tysiącach jednakowych miastach.

Każdy ląduje w swoim łóżku. Jedni mają kaca, inni kaca moralnego. A jeszcze inni nie czują nic. Odpalają ukryte pod łóżkiem piwo i lewitują gdzieś ponad horyzontami. Nie zastanawiają się z kim tamtej nocy spali, bo to przecież było tylko spanie. Nie zastanawiają się ile to spanie musiało tamtą blondynkę, brunetkę, czy rudą kosztować. 10 piw, czy może całą Filandie? Nie zastanawiają się ile sami wypili. Szczęśliwi zbierają się z łóżka, dokańczają trening samych siebie i z niepohamowanym uśmiechem na twarzy kierują się w stronę kuchni.

- Tato, Marek dziś robi małą domówkę. Wiesz, film, chipsy. Mogę iść? 

Ojciec zapadnięty w fotelu swojej obojętności kiwa głową.

Przecież to taki grzeczny dzieciak...

hipertrofia
O mnie hipertrofia

próbująca skakać w pogo , w rytm słów Grabaża , upijająca się malinowym Kubusiem ... ; D porywcza, chyba zbyt wrażliwa .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości