Egzystencjalny paw.
Cały rękaw wkładam sobie w usta.
Guziczki z nadgarstka przebiły mi przełyk, a niewyprasowany kołnierzyk nieco ugodził mnie w gardło.
Egzystencjalny paw.
I już sobie obiecuję. Tak bardzo mocno zaciskam wargi biorąc łyk taniego wina. Obiecuję, przysięgam, pluje na papierek w imię tego, bo oddać krwi się boję.
I dochodzę do sedna. Już mam w sobie tyle siły by móc powiedzieć, że jedyne warsztaty jakie bym teraz z nim przeprowadziła, to warsztaty amatorskiej amputacji kończyn. Nic więcej.
Cóż za ironia.
Ironia oblewa mnie całą. Od stóp po głowę. Od koniuszków palców, po obgryzione paznokcie. A ironia jest taka, że nieważne ile minęło czasu - ona dalej buja się gdzieś między sto, a sto pierwszym kilometrem swojej wyobraźni. Układa w swojej głowie scenariusz nierealnej przeszłości. A przeszłość miesza z teraźniejszością otrzymując wynik nudnej przyszłości.
Ktoś kiedyś powiedział, że jeden dodać jeden da sześćdziesiąt dziewięć. Ale to już wyższa matematyka.
A Ona studiuje Fizykę. Czasami geografię.
Nigdy nie zagłębia się w delty ich upokorzeń i tego ile razy wylądowali tam gdzie nie powinni.
Filet jest zimny, kurczak ma ptasią grypę, cola jest wygazowana, a Real znów dał w dupę FC Barcelonie. Tylko piwo ratuje sytuację.
Siorbanie, połykanie, mlaskanie, wypuszczanie dymu.
Cały XXI w. uderza z siłą egzystencjalnego pawia.
Obrzyganymi ulicami przez własne niepowodzenia idziemy z klatą wypiętą do przodu.
Bo podobno teraz dobre cycki są w modzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)