Co z tego, że wszystko jest polukrowane, jeśli w szafie nadal są trupy.
Czasami wyobrażam sobie moje serce. Poharatana maź wypełniona hektolitrami krwi, bijąca wyłącznie z rozkazu życia. Nie mająca chęci funkcjonować aorta i obumarłe tętnice pozbawione zapału do pompowania życiodajnego ketchupu.
Dwa przedsionki. Jeden zakorkowany toczącymi się na siebie wspomnieniami próbującymi przedostać się do przyszłości. Jeden pusty. Zgwałcony przez setki przypadkowych, jedno nocnych historii.
Ona jest jak taka królowa Elżbieta. Zaprzyjaźniła się z nazistami. Jej dusza jest jak esesmański generał, a metka do jej ciała bardziej przypomina krzywą sfastyke, niż rodzaj ceny, którą musiał by zapłacić potencjalny nabywca.
Jest jak Holenderska dziwka. Stoi na wystawie i gdy nad miastem wzejdzie chmurny gniew rozpali jakiegoś smutnego Pana.
Jest jak Bona sprzedająca królewszczyzny chcąc tym sposobem zdobyć poparcie magnaterii. A magnaterią w XXI w. nie jest już upita w sztok szlachta, tylko skomercjalizowany wyścig szczurów. Chęć bycia tu i teraz.
Znudziła się Bogu.
Wyparowane whisky przeczyściło jej układ trawienny, a niepohamowane pragnienia doprowadziły ją do raka szyjki macicy.
Ptaki oszalałe fruną z drzew, a inne prostują się w pomiętym dresie.
Zawitał nowy dzień.
Zaczęła hodować urojenie o pokoju i wolności.
A tymczasem nadal wpuszczała do komór swojej poharatanej mazi podróbki Mieszków I, mysląc, że to Ci "Wielcy".
A tym czasem byli to co najwyżej Ci KRZYWOuści.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)