43 obserwujących
1406 notek
819k odsłon
309 odsłon

Polska innowacyjna... inaczej

Wykop Skomentuj1

Liberté! Numer XXII

Rozmowa Macieja Kowalczyka z Piotrem Moncarzem i Dominiką Latusek-Jurczak

Podczas drugiego dnia EFNI 2015 miałem przyjemność spotkać się z profesorem Piotrem Moncarzem z Uniwersytetu Stanforda. Naukowiec postanowił podjąć się nowego wyzwania: wesprzeć innowacyjność w swojej ojczyźnie. Natrafiłem również na nieco inne spojrzenie prof. Dominiki Latusek-Jurczak, która od kilka lat bada firmy z Doliny Krzemowej. Jej wypowiedzi nadają ostrość ocenie stanu innowacji w Polsce i uzupełniają kontekst problemów, z którymi w najbliższym czasie należy się zmierzyć.

M.K.: Czym dla pana jest innowacyjność?

P.M.: W Polsce koniecznie trzeba uporządkować definicję innowacyjności. Wielu używa jej, rozmywając główne znaczenie. Definicja europejska jest szeroka, bo służy celom rozwojowym, co nie jest jednoznaczne z innowacyjnymi.

Dla mnie innowacja to oryginalne rozwiązanie jakiegoś problemu, które po wdrożeniu staje się produktem i trafia do użytkownika skłonnego za to zapłacić. Innowacja jest efektem trzech sił: pomysłu, sposobu jego wdrożenia oraz płynących z tego korzyści (zarówno dla innowatorów, jak i użytkowników).

M.K.: Jakie są główne przeszkody blokujące innowacje w Polsce?

P.M.: Trudno wskazać jedną czy dwie główne przyczyny. To nie jest prosty proces i nie ma gotowych rozwiązań, jednak można wyróżnić następujące etapy innowacji: po pierwsze środowisko uczelni wyższych i laboratoria (gdzie rodzą się idee, pomysły, wizje produktów), po drugie, start-upy (będące kolejnym poziomem świadomej decyzji zespołu lub twórcy), po trzecie, prototypy (powstanie konkretnych produktów lub usług do testów), po czwarte, przeobrażenie start-upów w przedsiębiorstwa (kiedy to rozpoczyna się czas komercjalizacji), po piąte, exist strategy (czyli układanie strategii), po szóste, wejście na globalny rynek.

W Polsce wszystkie te etapy nadal funkcjonują nie najlepiej i brakuje środowisk, które potrafiłyby przeprowadzić cały ten proces i odnieść sukces. Warto również zauważyć, że Polacy nie są na takie działania w pełni gotowi. Dotyczy to szczególnie czwartego, piątego i szóstego poziomu.

Trzeba też zauważyć, że uczelnie wyższe mają jasno określone zadanie związane z uczeniem i dodatkowo prowadzeniem badań przez wykładowców. Nie ma synergii pomiędzy studentami a prowadzącymi zajęcia. Są to osobne środowiska mające własne, odrębne cele.

D.L.-J.: W Polsce jesteśmy zbyt mało elastyczni, bardzo boimy się prawdziwego ryzyka i niezwykle trudno jest zdobyć finansowanie innowacyjnych projektów. Mówię o projektach mających doprowadzić do powstania produktów i usług jeszcze nieposiadających nazwy, nieokreślonych branżowo i niejako zagubionych w strukturze dzisiejszej gospodarki. W Dolinie Krzemowej tylko takie mogą być nazwane innowacjami. Przedsiębiorstwa, jakich całe tuziny funkcjonują w tamtym środowisku, nie istnieją ani w Polsce, ani nawet w Europie.

W Stanach Zjednoczonych środowisko uczelni jest bardzo aktywne na różnych etapach rozwoju innowacji. W projekt Google uczelnia zaangażowana była od samego początku, a wykładowcy namówili młodych twórców, by zawiesili studia, skomercjalizowali pomysł i założyli firmę.

Na polskich uczelniach nikt w pełni nie poświęca się poszukiwaniom innowacji. Takich ludzi brakuje w całej Europie. Są zapraszani do współpracy w Stanach Zjednoczonych lub w Azji, gdzie powstaje najwięcej wizjonerskich rozwiązań, gdzie są wyznaczane nowe kierunki w takich dziedzinach jak telekomunikacja czy Internet.

Dodatkowym problemem jest brak kontaktów i wiedzy praktycznej, które są szczególnie doceniane przez młodych ludzi z Doliny Krzemowej. Wiedza o tym, jak działają procesy, jak należy rozwiązywać sprawy prawne, jak rozwijać firmę i przygotować dystrybucję jest ważniejsza niż kapitał. Takich ośrodków jeszcze nie mamy i na razie one nawet nie powstają.

W USA powszechna jest praktyka angażowania się w konkretne biznesy profesorów jako doradców lub ekspertów. Często biorą oni tzw. urlop praktyczny w czasie, w którym zarządzają daną firmą na stanowisku kierowniczym. Nie znam takiego przypadku w Polsce.

M.K.: W Polsce nie istnieje łatwo dostępny kapitał inwestycyjny?

P.M.: Największe środki na innowacje pochodzą z budżetu Unii Europejskiej. Ich specyfika jest jednak daleka od modelu amerykańskiego. Mam świadomość, że fundusze unijne nie są tożsame z finansowaniem inwestycyjnym. Trzeba jasno powiedzieć, że model typu success fee jest najefektywniejszym narzędziem rozwoju, wdrożeń i uruchamiania innowacji na świecie. Drugi w kolejności jest model oparty na funduszach podwyższonego ryzyka, szczególnie venture capital.

D.L.-J.: Procedury dotyczące zdobywania środków unijnych są ściśle określone. Zawsze potrzebni są eksperci do oceny wniosku. Projekty prawdziwie innowacyjne łączą różne dziedziny wiedzy: biotechnologię i informatykę lub psychologię albo socjologię. Po prostu nie mamy takich ekspertów w Polsce, a niewielu ich jest w całej Europie. Dlatego Polacy są obecni w Dolinie Krzemowej i funkcjonują tam ich firmy.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale