0 obserwujących
95 notek
86k odsłon
941 odsłon

Wojna proxy na Bliskim Wschodzie

Źródło: de.wikipedia.org
Źródło: de.wikipedia.org
Wykop Skomentuj2
Biorąc pod uwagę, że definicja wojny światowej zakłada zbrojny w niej udział podmiotów z kilku kontynentów zastanówmy się, czy aktualny konflikt na Bliskim Wschodzie nie wszedł właśnie w fazę, którą można określić mianem III wojny światowej. Jest to rzecz jasna wojna światowa daleka od wyobrażeń, jakie względem niej formułujemy (nie jest np. konfliktem nuklearnym), ale wojna nowego typu czyli wojna proxy. Które państwa w bliskowschodniej układance politycznej odgrywają główne role? Jak rozumieć najnowsze doniesienia z Iraku oraz jak w praktyce wygląda wojna proxy? 
 
Termin „wojna proxy” od lat funkcjonuje w języku specjalistycznym, ale wciąż nie jest powszechnie znany. Jest to wojna, którą toczą ze sobą pewne państwa, ale nie angażują w działania zbrojne swoich sił zbrojnych, lecz swoistych „pełnomocników” (proxy): mogą to być inne państwa, rebelianci, terroryści, jak również cyberterroryści. Asymetryczność współczesnego konfliktu nie zmienia bowiem faktu, iż ma on charakter wojny. Działania terrorystów czy cyberterrorystów mają charakter militarny, a nie polityczny. Trudno dostrzec jakąkolwiek różnicę między niszczeniem obiektów za pomocą konwencjonalnych działań militarnych, zamachów terrorystycznych lub osiąganiem analogicznych celów za pomocą cyberterroryzmu.
 
Jak to się ma do Iraku i szerzej całego Bliskiego Wschodu? Zaklinanie rzeczywistości nie zmieni faktu, iż od kilku lat mamy do czynienia z wojną proxy między osią szyicką z Iranem na czele, a obozem sunnickim z Arabią Saudyjską. Początkiem tej wojny była tzw. „arabska wiosna” w czasie której Arabia Saudyjska i Katar poszerzyły znacznie swoje strefy wpływów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, osłabiając jednocześnie Al-Kaidę. To ostatnie nie wpłynęło jednak na zmniejszenie zagrożenia terrorystycznego, gdyż Arabia Saudyjska oraz Katar przejęły patronat nad strukturami Al-Kaidy. Widać to wyraźnie na przykładzie Syrii.
 
Arabska wiosna była ciągiem wydarzeń, w czasie których w różnych krajach arabskich ujawniły się ruchy autentycznie pragnące wolności. Była to jednak tylko fasada, za którą kryły się z góry ustalone plany. Nie tylko Arabii Saudyjskiej i Kataru, ale również Bractwa Muzułmańskiego, które jako struktura międzynarodowa miało ambicje stać się konkurencją zarówno dla Saudów, jak i Al.-Kaidy we wprowadzaniu w życie projektu nowego kalifatu. Bractwo Muzułmańskie zostało jednak wyeliminowane z gry przez Saudów. Tak łatwo jedno nie poszło im z innym graczem, który zaangażował się w te wydarzenia i spowodował, że arabska wiosna przekształciła się w III wojnę światową o charakterze proxy. Chodzi oczywiście o Iran.
 
Gdy „arabska wiosna” dotarła do Syrii naruszyło to interesy Iranu. Nie mogąc wejść w otwarty konflikt Iran zaczął wspierać „arabską wiosnę” w Arabii Saudyjskiej i Bahrajnie. W Bahrajnie, w większości szyickim, wybuch otwartej rebelii, która zdmuchnęłaby z tronu rządzącą sunnicką dynastię i ustanowiła szyicką, islamską republikę, wisiał na włosku. Nie doszło do tego tylko dlatego, że Arabia Saudyjska dokonała interwencji militarnej w Bahrajnie, faktycznie podporządkowując sobie ten mały, lecz strategiczny, kraik. Jednocześnie irańskie służby specjalne zaczęły wspierać „arabską wiosnę” w Arabii Saudyjskiej. Irański Pasdaran (druga armia podporządkowana Najwyższemu Przywódcy, a nie rządowi i prezydentowi) rozpoczął tajne operacje w Syrii, a prawdopodobnie, choć na mniejszą skalę także w Arabii Saudyjskiej. Z kolei do wojny w Syrii, w którą się szybko i dzięki patronom saudyjskim i irańskim, przekształciły antyreżimowe protesty, próbowała dołączyć Turcja. Oczywiście również nie bezpośrednio, ale na zasadzie proxy. Turcja wspierała islamistyczne ugrupowania zbrojne w Syrii (takie jak Front Al Nusra) nie tylko ze względu na Assada, ale też z obawy przed wzmocnieniem się syryjsko-tureckich Kurdów związanych z partiami PKK i PYD. Kurdowie w Syrii zaczęli bowiem działać na własną rękę, stając się trzecią (choć niezauważaną powszechnie) siłą, uzyskując wsparcie od tureckiej PKK (ale już nie od rządu Kurdystanu w Iraku). 
 
Nie tylko Kurdowie włączyli się w ten szyicko-sunnicki konflikt. Izrael, obawiający się irańskiego programu nuklearnego i niewierzący w negocjacje USA z Teheranem nawet po odejściu Ahmedineżada, widział (i nadal widzi) w Iranie swojego głównego wroga. Dlatego, choć nie włączył się bezpośrednio w działania zbrojne, nawet na zasadzie proxy, to tajemnicą poliszynela są relacje izraelsko-saudyjskie na poziomie dyplomatycznym i służb specjalnych oparte na wspólnym interesie uderzenia w dwóch wrogów obu państw: Iran i Syrię. Iran, poprzez swoich dotychczasowych proxy w Syrii, Libanie i Palestynie, od dawna bowiem toczył wojnę proxy z Izraelem. W tej izraelsko-irańskiej wojnie proxy wykorzystywane były też narzędzia cyberterroryzmu. 
Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale