0 obserwujących
75 notek
48k odsłon
103 odsłony

(R)ewolucja już trwa.

Wykop Skomentuj8

No dobra, ale co się dzieje w samej polityce, w systemie demokratycznym?

Najważniejszą rzeczą jaka tu zachodzi, to zmiany dotyczące systemu głosowania w wyborach a ściślej samego sposobu głosowania. Chodzi o tak niewinną rzecz jak sprawa głosowania przez internet, czy zastosowanie do głosowania specjalnych maszyn elektronicznych, zwanych przez niektórych głosomatami . W sumie można by powiedzieć, że to żadna istotna zmiana, to tylko taka opcja, coby frekwencję zwiększyć i przyspieszyć liczenie głosów – nic więcej. I do tego obarczona wieloma problemami – tak oczywiście można do tego podejść. Bo rzeczywiście przeniesienie samego aktu głosowania do internetu upowszechnia tylko ten akt, ale samo w sobie nic za bardzo nie zmienia. I OK.

Ale jak napisałem. To tylko wstęp, niewinny początek zmian o znacznie szerszym i rewolucyjnym charakterze… Mam przynajmniej taką nadzieję ;-).

Bo technologia ma to do siebie, że się lubi szybko rozpowszechniać i wraz z tym rozpowszechnianiem w niedługim czasie robi się relatywnie całkiem tania. No i wyobraźmy sobie sytuację, że niedługo będzie tak, że głosować będzie można tylko przy wykorzystaniu specjalnych maszyn do tego przeznaczonych, a odpowiednio opracowane, przejrzyste również dla osób postronnych procedury pracy całego systemu zapewniać będą maksymalne bezpieczeństwo, szybkość oraz eliminację pomyłek i ewentualnych prób fałszowania wyników. I potem sobie wyobraźmy, że te maszyny, znaczy każda z nich kosztowała będzie tyle, co przeciętny komputer, albo i połowę tego. I pójdźmy dalej – możliwe będzie, żeby takie urządzenie, nazwijmy go terminalem do głosowania będzie mogło bez problemów być zainstalowane w każdym domu, albo w prawie każdym. Generalnie stanie się ono na tyle powszechne, że każdy potencjalny użytkownik-obywatel w ciągu 15 minut będzie mógł z niego skorzystać...

Niemożliwe?

No nie byłbym tego taki pewien, znaczy nie takie rzeczy wydawały się ludziom niemożliwe, by potem stać się faktem… Ale załóżmy, że to jednak się wydarzy. I co dalej?

No co dalej… Zastanówmy się teraz ile może kosztować przy czymś takim organizacja przeciętnego głosowania? Chyba niewiele. Największy koszt to początkowe wdrożenie. Samo utrzymanie takiego systemu, to już raczej koszty relatywnie niskie, a sam jednostkowy akt wykorzystania w tym wszystkim, to właściwie nic. No a jak to takie nic, to zaraz nasunie się pytanie dlaczego nie można by częściej dokonywać różnych wyborów niż raz w roku? a potem dlaczego zamiast wyborów wybierających polityków później głosujących nad jakimiś rozwiązaniami, nie moglibyśmy sami, jako obywatele danego kraju, jakiegoś regionu, czy innej mniejszej lub większej społeczności bezpośrednio głosować nad tymi rozwiązaniami, a przynajmniej niektórymi z nich? ewentualnie, w wersji mniej rewolucyjnej, dlaczego nie moglibyśmy używać takiego narzędzia do ciągłej kontroli poczynań naszych wcześniejszych wybrańców?

Ano właśnie – dlaczego by nie? Przecież jak najbardziej można. A nawet trzeba!!!

No i tu doszedłem do sedna. A sednem jest to, że takie wprowadzenie technologii informatycznej do procesu wyborczego może w pewien sposób odświeżyć naszą zmurszałą demokrację, może być pewnego rodzaju powrotem do korzeni, do demokracji bezpośredniej, która kiedyś tam w Atenach podobno się narodziła i przez jakiś czas istniała…

Ale to nie wszystko.

Nie wszystko choćby dlatego, że nowa rzeczywistość nigdy nie jest czystym odbiciem starej. Ale to banał jest, podobnie jak wszystko co do tej pory napisałem… ;-)

No dobra, to ktoś pewnie teraz zapyta, jak będzie wyglądał ten nowy system wyborczy wykreowany po wprowadzeniu i upowszechnieniu się elektronicznych metod głosowania? No i ja powiem, że nie wiem – bo skąd mam niby wiedzieć? Możliwości jest wiele, to trochę jak wróżenie z fusów a ja wróżką przecież nie jestem ;-)...

Ze swojej strony widziałbym tylko w tym nowym systemie taką jedną opcję, możliwość, dla mnie jak najbardziej ważną i niosącą za sobą dużo istotnych konsekwencji. Mianowicie wprowadziłbym do tej bezpośredniości w uczestniczeniu w wyborach jednak taki element pośredniości…

Znaczy wprowadziłbym taki typ wyborcy, który mógłby jednocześnie być przedstawicielem jakiś innych wyborców, którzy oczywiście sami będą tego chcieli. Osoby, takie musiałyby zadeklarować, że można na nich cedować swoje głosy. Za tą deklaracją szły by też pewne zobowiązania, choćby takie, że ktoś taki musiałby potem uczestniczyć w jakiś wyborach. No i głosując oddawałby on po prostu swój głos również za tych wszystkich, którzy wcześniej na niego swój głos scedowali. Zakładam po prostu, że nie każdy być może chciałby w tej nowej demokracji uczestniczyć, znaczy nie każdy może mieć czas, czy tam może chcieć. Poza tym niektórzy może mogą mieć świadomość tego, że nie za bardzo są w stanie w sposób odpowiedzialny podjąć jakąś decyzję. Mogliby tacy obywatele po prostu oddać swoje głosy w czyjeś ręce. Przy czym oddając taki głos powinna być możliwość określenia do kiedy i ewentualnie w jakim zakresie taki głos oddaje. Jednocześnie raczej w każdej lub chwili taką decyzję można by cofnąć... Czyli, ktoś, kto np. kocha Jarkacza, albo Tuska mógłby oddać mu swój głos na jakiś maksymalny, dopuszczany przez prawo czas i potem się polityką nie interesować jednocześnie mając świadomość tego, że jego głos się nie marnuje i jest w dobrych rękach. Oczywiście taką osobą, na którą swój głos się ceduje może być dobry wujek, kolega, którego za wystarczająco mądrego, odpowiedzialnego i/lub mającego podobne do naszych interesy uważamy.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale