W białej sukni ślubnej Tamasaburo Bando jako Nastasja Filipowna.
W białej sukni ślubnej Tamasaburo Bando jako Nastasja Filipowna.
Jakelo Jakelo
387
BLOG

Nastasja

Jakelo Jakelo Kultura Obserwuj notkę 0

 

 

Nastasja

Zaliczyłem oto „Nastasję”, drugie po „Biesach” Wajdowskie przeniesienie Dostojewszczyzny (Idiota) na taśmę filmową jeszcze. Zaliczyć „Nastasję” to wcale nie taka prosta sprawa bo prawa autorskie, czy coś takiego uniemożliwiają jej rozpowszechnianie na „dużym ekranie”.

Gdybym spotkał w ten mroźny wieczór w łódzkim środku komunikacji miejskiej albo może podczas spaceru z psem pod niebem gwiaździstym kumpla z podstawówki i powiedział, że fajny film widziałem o „Nastasji”, to być może nie zadał by mi pytania, czy momenty były, ale może zapytałby jak było. Na co ja bym mu odpowiedział, że jako tako, czyli po japońsku. Film ten polsko-japoński jest bowiem na trzech japońskich aktorów i jedną duuużą komnatę… Z tych trzech aktorów jeden jest podwójny, jako że po części jest Myszkinem, ruskim księciem, a po części tytułową Nastasją. To Tamasaburo Bando - onnagata z teatru kabuki. Drugi gra Rogożyna, zaś trzeciego nie pamiętam. Ta przebieranka nie ma nic wspólnego z jakimś genderyzmem, bo aktor płci męskiej grający kobietę to element składowy kultury japońskiej, podobnie jak kiedyś greckiej.

Wszystkich zachęcam do obejrzenia dzieła, atoli przestrzegam, że przez 97 minut jego uszy będą przechodziły katusze, jako że z głośników płynie dialog w języku ojczystym aktorów i film nie ma polskiej, ani chociażby angielskiej, czy francuskiej wersji    językowej. Napisy zmuszają do maksymalnej koncentracji, co jest trudne z powodu monotonnej akcji, a właściwie jej braku i niezmieniającego się tła (duuuża komnata). Ja z tym japońskim poradziłem sobie w ten sposób, że włożyłem słuchawki i puściłem radiową dwójkę, serwującą akurat kawałki rosyjskich kompozytorów, więc miałem muzę a propos.

Przemiana mężczyzny w kobietę jest leitmotivem filmu i zagrana jest przez Tamasaburo Bando z najwyższą perfekcją. Na film składają się dialogi o treści egzystencjalno-filozoficznej, spośród których najbardziej zapamiętałem ten o karze śmierci. Myszkin wyrażał nadzieję, żeby ten rodzaj kary nigdy nie został wprowadzony w Rosji. Tu chyba ta cała Dostojewszczyzna pojawiła się w całej okazałości… Przypomniało mi się, że badając ponad 10 lat temu zagadnienie znoszenia kary śmierci w Jelcynowskiej jeszcze wtedy Rosji ustaliłem, co mnie zdumiało, że była ona obca i zastrzeżona jedynie za carobójstwo.

Film poprzedził dodatek o twórczości Wajdy i dyskusja panelowa z udziałem prof. Lubelskiego i jego ślicznej doktorantki. W dodatku brylowała Janda z Marmuru tudzież z Żelaza, a także wszystkie Panny z Wilka, w tym (młoda) Celińska.

W dyskusji przewinął się motyw odbioru filmów Wajdy przez Naród ze szczególnym uwzględnienie sceny palenia spirytusu z Popiołu i diamentu.   Pamiętam, że w klasie maturalnej (1982r.) napisałem recenzję tak dobrą, że mi ktoś zeszyt do „polaka”  na zawsze pożyczył, zaś w dyskusji lekcyjnej kumpel wyraził oburzenie z powodu marnotrawienia alkoholu (czasy kartkowe to były) przez jego zapalanie, „bo przecież mogli użyć świec”. Odbiór dzieł Wajdy jest zatem uzależniony od uwarunkowań epoki.

Ja zaś z twórczości Wajdy cenię Wesele, dzięki której to ekranizacji łatwiej było mi zdać maturę, zaś ze wszystkich filmów Wajdy moim Nr 1 jest Kronika wypadków miłosnych, bo kraj lat dziecinnych piękny pozostanie jak pierwsze kochanie.     

  

   

 

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura