Krótka rozprawa o wyższości niższej nad niższością wyższą, zawarta w jednym, krótkim zdaniu
Mój stały wieczorny rytuał, powtarzany nieodmiennie i niezmiennie od chwili, kiedy moja znajomość poszczególnych liter pozwoliła na ich połączenie w wyrazy, potem, kiedy indywidualne słowa zsumowane z innymi stały się zdaniami, a zdania zespolone skomplikowaną konfiguracją treści, meritum ożywionym większą wartością, derywatem spełnionej całości zawartej w tak prostej formie, jaką jest literatura, produkt pracy wyobraźni, imaginacji twórczej, mój utrwalony latami rytuał celebracji graniczącej z misterium duchowym, zjednoczonym z siłami istoty mojego umysłu, a nie, adekwatnym, odmiennym potrzebom mojego organizmu, którego wyższość nad umysłem dawała asumpt konieczności odłożenia kwestii duchowych na rzecz przymusu niższego rzędu, niższego nie tylko w przenośni, lecz również w rozumieniu dosłownym, mimo wszystko potrzebą, której zaniedbanie grozi przykrą konsekwencją, czasami wręcz katastrofą, kompromitacją, podczas gdy ta wyższa; strawa i odżywka psychiki, niezbędna do jej regeneracji, jest skazana na przegraną w konfrontacji z koniecznością bardziej prozaiczną wiążącą się z potrzebami fizjologicznymi, w mniejszym zaś stopniu afektom natury empirycznej, poznawczej, mimo tych zdawałoby się nie paralelnych, wykluczających się wzajemnie przymusów łączyła wspólna, choć odmienna w sposobie konieczności konsumpcji papieru, zarówno dla substancji kreatywnej, twórczej oraz dla jej absolutnego przeciwieństwa; antonimowi, jakim jest preparat przetrawiony, przerobiony, niepotrzebny, wydalony precz przez ciało wraz z jego charakterystycznym aromatem


Komentarze
Pokaż komentarze (4)