68 obserwujących
144 notki
424k odsłony
  2012   0

Andrzej Urbański czyli - kolega. Opis Obyczajów ... r. LI

Andrzej Urbański zmarł dziś nad ranem. Wiem o Nim sporo choć pewnie nie wszystko. Z pewnością był dobrym Polakiem, prawdziwym mężczyzną, który dzielić umiał się dobrem, a cierpienie zachowywał dla siebie. Był mądrym i bardzo przenikliwym człowiekiem. Ogromnie Go zawsze lubiłem i nawet jeszcze dziś zawdzięczam mu wiele. RIP.

Szykował się rozłam w grupie, który przyszły negocjator w rządzie Buzka i staffie Kaczyńskich natychmiast rozwiązał salomonowo.


Andrzej Urbański czyli - kolega. Opis Obyczajów ... r. LI

 poprzedni pierwszy następny


Opis Obyczajów w 15-leciu Międzysojuszniczym 1989 - 2004

Rozdz. LI.  Andrzej Urbański czyli - kolega

Kolegę  mam – jednego. Nazywa się Andrzej Urbański. I pewnie nie pisałbym dziś tej książki, gdyby przez cały czas moich zmagań z historią i kulturą, nie było Andrzeja gdzieś w tle.

Andrzej Urbański '74
Andrzej Urbański '74

Poznaliśmy się w 1973 roku, przeszło 40 lat temu, gdy największa swatka pokolenia czyli kierowniczka dziekanatu wrzuciła nas do tej samej piątej grupy na warszawskiej polonistyce. Czasem myślę by napisać szekspirowską komedię o Losie, który trzyma w szufladzie taka pani z Toku Studiów segregując świeżo upieczonych studentów w stosunku jak to wypada na polonistyce 4 panów na 20 pań…

No więc szybko ukształtowały się pary.

Bożena Krasiejko (dziś Karwowska) & ATK
Bożena Krasiejko (dziś Karwowska) & ATK

Najpierw sam kręciłem się koło Bożeny, późniejszej żony Andrzeja, a Andrzej flirtował z Elą, która jednak spędziła studia z Krzysiem z sąsiedniej grupy. Cołosz w stanie wojennym zrobił małą karierę w telewizji, a dziś ma chyba jeszcze program o samochodach w Trójce. Ela ostatecznie wyszła za jakieś parasolki, ja zaś studiowałem  z Krysią ( we wczesnych latach dziewięćdziesiątych wydała tom niezłych wierszy, które recenzowałem). Andrzej połączył się z Bożeną , która potraktowała go jak na załączonym obrazku widać, coś

Bożena Krasiejko ( później Urbańska) i Andrzej Urbański
Bożena Krasiejko ( później Urbańska) i Andrzej Urbański

mi się zdaje, że jako narzędzie tortur używając między innymi pewnego   wysokiego dziś  redaktora   "Gazety Wyborczej' , co lepiej niż ideologia tłumaczyć może późniejsze podziały..., a potem - odfrunęła za morze...

Dziś profesor Bożena Karwowska   ma się dobrze. Do Polski wpada, uzyskała polonistyczny  „tenure” - gdzieś w Kanadzie.

Moja z Andrzejem przyjaźń zaczęła się chyba na korytarzu Polonistyki, gdy zastanawiliśmy się gdzie i kto urządzi Andrzejki. Byłem już starostą grupy (grupen furer-jak mnie przezywali), więc strasznie chciałem do siebie. Inni chcieli do Andrzeja. Szykował się rozłam w grupie, który przyszły negocjator w rządzie Buzka i staff-ie Kaczyńskich natychmiast rozwiązał salomonowo. „– No to widzę, że szykują się dwie imprezy z tańcami” - zawyrokował.

- Nie ma sensu – zaoponowałem. Urządźmy imprezę wspólnie nie ma problemu by odbyła się w Aninie. U mnie spotkamy się przy innej okazji – choćby na Sylwestra.  Od tej imprezy, od bigosu wiezionego pośpiesznym linii "F" przez starającą się już o względy Andrzeja Bożenę, sałatek dostarczanych przez Elę i wypieków mojej Krysi zaczęła się przyjaźn, która przetrwała trzy rozwody ( dwa moje jeden jego), pokusy kariery późnego Gierka ( gdy Andrzej przez moment stał się pupilkiem pani Ireny Dziedzic i nawet poprowadził niedzielne wydanie Dziennika TV w jakimś 77 roku),  pierwsze akcje opozycyjne związane ze śmiercią Stanisława Pyjasa, napięcia stanu wojenngo, wolną amerykankę piętnastolecia międzysojuszniczego.

„Rozumiemy się w pół słowa

Podzieleni już na pary

Jak motyle kwiatopijce

Zakutani szaliczkami

Uśmiechnięci – rozmarzeni.

Uśmiechnięci – rozmarzeni.

 

Spotykamy się na rogu

W barze mlecznym na ulicy

Rozmieniamy na złotówki

Na pociechę na automat

Umawiamy się na kawę

Umawiamy się na kawę

(itd.)”

Andrzej grał na pianinie, trochę komponował do tych moich wierszy, sam zresztą też pisał. Ja śpiewałen i tak zaczęła się nasza zabawa w studencki teatro-kabaret. Program poetycko muzyczny ale fabularyzowany złożony z naszych (tzn. Andrzeja i moich wierszy), z muzyką Andrzeja, który akompaniował a występowali w tym przedstawieniu m.in. Grześ Godlewski, Michał Boni, Urbański - no i piszący te słowa.

Rzecz rozgrywała się w Sigmie pod auspicjami SZSP ale - i to jest rzecz, która nas szczególnie zbliżyła - do tej organizacji nikt z naszej grupy nie należał. A był w tym mój wpływ i to nie z kontaktów domowych lecz kuroniowskich płynących z harcerstwa. Od Wojtka Rozmusa i Saszki Gurjanowa jakoś związanych z ZSP wiedziałem, że tworzona przez „późnego Gierka”, który   wszędzie dodawał słówko socjalizm to już nie jest organizacja dla społecznych ludzi.

Jednym z powodów mojego rozstania się z harcerstwem – był też fakt, że gdy zameldowałem się po powrocie z maturalnego urlopu u dh-ny hm PRL Elżbiety Radwańskiej, ta typowa ciocia rewolucji  zaproponowała mi przydział do HSPS (Harcerska Służba Polsce Socjlistycznej). Nie byłem już na tym etapie. Nie chcieliśmy socjalizmu i tyle. Tak dalece, że jak opowiedziałem moim kolegom co wiedziałem o marcu, nikt się już z mojej polonistycznej grupy do SZSP nie zapisał. Straciłem zresztą na tym stanowisko Starosty Roku. Byłem nim nieformalnie przez pierwszy miesiąc studiów, ale gdy odmówłem wstąpienia do SZSP po jakimś czasie dowiedziałem się, że starostę grupy wybierają wprawdzie studenci całkiem demokratycznie,  starostę roku jednakowoż starości grup wskazują już ze swojego grona ale ograniczonego  do członków organizacji studenckiej – jedynej: czyli SZSP.

Jest zatem rok 1973, no raczej 1974 bo przyszedł styczeń czy marzec. Prezentujemy montaż poetycko muzyczny pt  „Meteor” Urbańskiego i mego autorstwa  w  klubie studenckim „Sigma”. Jako starosta biorę na siebie negocjację z SZSP, które są proste. Bardzo łatwo dostajemy zgodę na odbywanie prób i prezentację spektaklu. Jesteśmy grupą całkiem nieformalną i żadnej nie podlegamy cenzurze. Przedstawienie odbyło się raz czy dwa razy. Jeden plakat – na widowni z Dorotką Jovanką Cirlić - Stanisław Latałło z aparatem fotograficznym.

Stanislaw Latałło (1945 - 1974)
Stanislaw Latałło (1945 - 1974)

I gdzież się te zdjęcia podziały ? Miałyby dziś swoją cenę i ze względu na tych, których pokazywały i tego, kto je robił. Bo Latałło, który podobnie jak Nardelli zginie tragicznie, tylko że w Himalajach, operator, aktor i filmowiec - po zagraniu głownej roli w „Iluminacji” Krzysztofa Zanussiego, to była dla nas postać prawdziwie kultowa.

Potem zrobiliśmy jeszcze jeden spektakl. Wtedy zaprosił nas na górke, zawsze gruby jak na komunistycznego aparatczyka przystało Witek Olejarz ( późniejszy przez lata szef administracyjny Teatru Nowego pod kierownictwem Hanuszkiewicza, a następnie naczelny szef Rampy gdy ją obejmie Prochyra. ). – No fajnie chłopcy powiedział, zupełnie wam to ładnie wychodzi. Chcecie się w tym realizować ?  - Czemu nie, odparliśmy chórem.

No to ja mam dla was taką propozycję. Zwrócił się tonem Bogusia Sobczuka z filmu Falka czy wczesnego Kieślowskiego. My tu widzicie mamy kilka zaproszeń na festiwale: piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu, potem na Famę. Szczególnie dla tych żołnierzy coś musimy zrobić. Więc walnijcie proszę jakiś skeczyk czy piosenkę dla mundurowych, a my się już wami zaopiekujemy. Popatrzyłem na Andrzeja, Jędrek na mnie – już miałem coś zasunąć z grubej rury ale Andrzej wstrzymał mnie spojrzeniem. No dobrze powiedział ciekawa propozycja ale musimy się zastanowić. – Jak tam sobie chciecie, ale nie kombinujcie za długo bo jest wielu chętnych na ten wyjazd.

Wyszliśmy i na schodach parsknęliśmy śmiechem. Chrzanić to – spytałem, jasne odparł Jędrek. ( Ach te dziewczyny, morze wódki a dziś … członkostwo w Stowarzyszeniu Ordynacka byłoby murowane…). Byłbym dziś jakimś Śmigielskim albo i Pacudą.

No tak, ale to był rok 1974. Gdybyśmy jednak znaleźli się tam dziesięć  lat wcześniej ? - Czy któryś z nas byłby dziś Wolskim, a inny Pietrzakiem ? A może 68 rok wyniósłby nas za granicę. (Raczej nie bo nikt na nas w Kibucu nie czekał ani nie zapraszał do Uppsali).

Nasz rok Polonistów był dość specyficzny. Chyba sporo, choć w różnych sferach było wśród nas wybitnych postaci. Byliśmy rocznikiem ’54 – z tego roku jest wszak i Zbyszek Bujak i … Aleksander Kwaśniewski. Na naszym roku był i Marek Karpiński, który powrócił na studia po relegacji w 68 ( ściślej po zamknięciu wówczas socjologii) – późniejszy rzecznik Wałęsy i Aleksandra Jakubowska ( ta od torebki i grupy trzymającej władzę). I Piotr Bratkowski z Newsweeka i Ryś Holzer i Paweł Konic, o którym już było.

Czemu więc ja kolegów nie mam ?

LII. Człowiek polityczny

CDN

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale