Zyta Gilowska przemawia właśnie na kongresie PiS. Ubierając myśli w słowa stara się wykazać, że za nie przyjęcie reformy finansów publicznych odpowiada opozycja. Dlaczego? Z jej słów wynika jasno – najlepszy czas na przeprowadzanie reform to środek kadencji.
Mógłbym założyć się z każdym o butelkę dobrego różowego wina, że gdybyśmy mieli za sobą trzy czwarte kadencji, usłyszelibyśmy, że najlepszy czas przeprowadzania reform to rok przed wyborami. Gdyby do samorozwiązania miało dojśc rok temu, dowiedzielibyśmy się zapewne, że reformy należy przeprowadzać rok od objęcia władzy. Każdy z tych terminów brzmiałby równie absurdalnie.
Nikt naukowo nie wykazał, że z punktu widzenia państwa i społeczeństwa najlepszym terminem na reformy jest własnie środek kadencji. Byłoby to zresztą niezmiernie trudne – zgodnie z tym założeniem, w parlamencie którego kadencja wynosi sześć lat, najlepszym terminem byłby według słów minister Gilowskiej środek, czyli trzy lata po objęciu władzy. Nie widzę żadnego naukowego, społecznego czy administracyjnego uzasadnienia takiej tezy.
Istnieje jednak coś, co zwie się najlepszym terminem wprowadzania reform z punktu widzenia partii rządzącej. Są właściwie dwa takie terminy. Albo sam początek kadencji (projekty ustaw winny być poddane pod głosowanie do maksymalnie 90 dni od objęcia rządów) co wiąże się z ryzykiem reformatorskim. Takie ryzyko to prawdopodobny spadek poparcia po wprowadzeniu reform, spadek ten bardzo często trwa od półtora roku do dwóch lat. Później następuje wzrost poparcia gdy przychodzi zbierać owoce reform.
Drugim dobrym terminem jest sam koniec kadencji. Tutaj można proponować wszelkie reformy poza cięciami wydatków. Społeczeństwo widzi, że rząd działa, ma świadomość dobrego funkcjonowania elit które w oczach przeciętnego Kowalskiego zdają się dbać o jego interesy.
Minister Gilowska uzasadniała, że potrzeba czasu na zapoznanie się ze środowiskiem z punktu widzenia władzy, co eliminuje możliwość przygotowania reform przed wyborami. Władza potrzebuje więc czasu na zapoznanie się z materiałami, przeprowadzenie ekspertyz i przygotowanie projektów niezbędnych ustaw. Tutaj nasuwa się tylko jedno pytanie – dlaczego więc minister Barszcz był w stanie przedstawić projekt zmian w przeciągu kilku dni? Odpowiedź wydaje się prosta – kampania wyborcza.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)