52 obserwujących
230 notek
317k odsłon
  1288   0

Krytyka wystraszonego rozumu. Odpowiedź Sergiuszowi Kowalskiemu

  

Nie trzeba być badaczem dyskursu publicznego, żeby zrozumieć, co w wywiadach dla „Wprost” i „Polski the Times” mówił Sławomir Sierakowski: „PiS przekroczył wszystkie możliwe granice populizmu”, „PiS osiągnęło taki poziom szaleństwa, że nie potrafi już udawać wrażliwości społecznej”.

  

Gdy wszyscy jeszcze klęczeli, na portalu „Krytyki” ukazywały się teksty zebrane potem w książce Żałoba, demaskującej początki szaleństwa posmoleńskiego, za którą niemal cała polska prawica hurtem uznała nas za zdrajców ojczyzny.

  

Objawem naszej ślepej nienawiści do „salonu” nie było chyba otwarte poparcie premiera i rządu we wszystkich możliwych mediach w sprawie najważniejszej z reform, czyli sensownych zmian w OFE („Niech się Rostowski nazywa jak chce, ale kiedy prezentuje rozwiązania, które są socjaldemokratyczne, lewica się nie będzie martwić jego etykietką”, „Nieuczciwie byłoby na moim miejscu udawać, że się tej zmiany w PO nie dostrzega, choć ani nie czyni ona z Platformy partii lewicowej, ani ze mnie wielkiego entuzjasty rządu Donalda Tuska. W stosunkach polsko-rosyjskich, reformie emerytalnej, w niektórych propozycjach dotyczących służby zdrowia – choćby w ograniczeniu wpływów działalności koncernów farmaceutycznych przez zmiany w systemie refundowania leków – rząd podejmuje decyzje, które na jego miejscu podjęłaby ekipa socjaldemokratyczna” - to z rozmowy Sierakowskiego z Igorem Janke dla „Rzeczpospolitej”). Nie wahaliśmy się wziąć udziału w rządowym Europejskim Kongresie Kultury, co posłów Prawa i Sprawiedliwości i publicystów prawicy wprawiło w gorączkę i wywołało wysypkę tekstów w „Rzeczpospolitej”, równie sympatycznych i prawdziwych jak ten Kowalskiego. Tam z kolei robimy za „sojuszników Platformy”…

  

W odróżnieniu od niektórych publicystów „głównego nurtu” (których krytykujemy, ale nimi nie pogardzamy, gdyż od początku zwalczaliśmy ostentacyjną „antysystemowość” jako jałowy i przeciwskuteczny gest) nie uważamy własnych czytelników za kretynów. Jesteśmy przekonani, że nasza działalność wydawnicza, publicystyczna, artystyczna daje naszym odbiorcom i sympatykom czytelny sygnał, co uznajemy za mniejsze zło, większe zło i większe dobro w polityce. Zamiast ograniczać się do moralizowania i histeryzowania na temat polskiego Weimaru i faszystów u bram staramy się zrozumieć, jakie czynniki doprowadzą do sytuacji, w której nie tylko margines katolickich fundamentalistów, ale 30 procent wyborców gotowych jest głosować na Jarosława Kaczyńskiego. Także po to, żeby Sergiusz Kowalski i mądrzejsi od niego nie musieli przed każdymi wyborami wzywać ciągle do tego samego, czyli popierania Platformy ze strachu przed Kaczyńskim. Po tylu latach i sześciu kolejnych wyborach, nieskuteczności tej histerii nie należy nadrabiać, dokładając jedynie oszczerstwa wobec tych, którzy tę nieskuteczność obnażają, ale pójść wreszcie po rozum do głowy i zrobić coś, żeby populiści nie mieli tak łatwego żeru w sporej części społeczeństwa.

  

W dalszym ciągu uważamy, że nic tak nie sprzyja populistom jak letarg społeczny, brak aktywnego uczestnictwa, miałkość nieistotnych konfliktów politycznych zastępująca pluralistyczny spór racji i scedowanie szans wyborczych na ręce niczym nie ograniczonych speców od marketingu. Martwienie się tylko o to, co zrobią Polacy w ostatniej chwili, gdy przychodzi do wrzucenia kartki wyborczej to jak proszenie się o szybszą lub późniejszą porażkę. Obnażanie zła populizmu bez odważnej refleksji na temat jego źródeł, jak widać nie załatwia sprawy, skoro zagrożenie nie znika. W jednym się na pewno i od zawsze możemy zgodzić: dopuszczenie Kaczyńskiego do władzy oznacza w najlepszym razie zmarnowane lata dla Polski, a w najgorszym bezwstydne zawłaszczenie instytucji publicznych przez ludzi  niemądrych i nieodpowiedzialnych. Niech każdy wyciągnie z tego swoje wnioski w czasie wyborów, ale także po nich. Najlepiej takie, żeby nie trzeba było za cztery lata apelować znowu o to samo, czyli jak nie dopuścić Kaczyńskiego do władzy. Jeśli to jest maksimum możliwości polskiej polityki, to szkoda Polski.

  

Redakcja „Krytyki Politycznej”

  

Tekst ukazał się na portalu www.krytykapolityczna.pl

 

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale