Ostatnio w związku z wyborem sędziów do TK toczy się dyskusja, czy ślubowanie wobec prezydenta przez nowo wybranych sędziów jest warunkiem koniecznym, aby objęli oni swoje stanowiska.
Gdyby zgodzić się z tym warunkiem, byłby to wystarczający precedens, aby prezydent decydował, kto nie zostanie premierem i jaki rząd nie będzie powołany.
Wynika to z faktu, że:
art. 151 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi:
Prezes Rady Ministrów, wiceprezesi Rady Ministrów i ministrowie składają wobec Prezydenta Rzeczypospolitej następującą przysięgę:
"Obejmując urząd Prezesa Rady Ministrów (wiceprezesa Rady Ministrów, ministra), uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji i innym prawom Rzeczypospolitej Polskiej, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem."
Przysięga może być złożona z dodaniem zdania "Tak mi dopomóż Bóg".
Jeżeli prezydent nie przyjąłby tego ślubowania od nowo wybranego przez sejm premiera i rządu, to jakie byłyby konsekwencje tego zdarzenia?
Nowe wybory i to być może wielokrotne, aż prezydent łaskawie zaakceptuje decyzję wyborców i sejmu?
Znając też opinię prezydenta o aktualnym premierze, to śmiało można by powiedzieć, że premier Tusk i obecny rząd mają już przechlapane wybory w 2027 roku i to nie z woli wyborców ale prezydenta.
Aż takim ekspertem od Konstytucji to ja się nie czuję i pewnie na tutejszym salonie są lepsi ode mnie specjaliści i zaprezentują zgodne z Konstytucją rozwiązanie tego problemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)