5 obserwujących
69 notek
69k odsłon
115 odsłon

Władza ludowa contra brat Kloc. Z frontu walki z nielegalnym handlem dewocjonaliami w powi

Wykop Skomentuj3


Władza ludowa contra brat Kloc. Z frontu walki z nielegalnym handlem dewocjonaliami w powiecie kozielskim w 1965 r.

Tytułem wstępu

 Według komunistów Kościół katolicki w Polsce Ludowej należało osłabiać zawsze i wszędzie. Zarówno podczas centralnie sterowanych, dużych akcji (np. wyprowadzanie religii ze szkół czy odbieranie szpitali i domów opieki, zamykanie kościelnych placówek szkolnych i wychowawczych), jak i na co dzień. Liczyła się konsekwencja, skrzętne wykorzystanie każdej nadarzającej się okazji. Niekiedy sprawę ułatwiał ten czy inny „funkcjonariusz kultu”, któremu powinęła się noga, czegoś nie dopilnował, nie dopełnił jakiejś formalności. Niejako sam dał powód do surowej reakcji stróżów prawa, prokuratury, sądów. Trudno, i tak w życiu bywa. „Kto nie ryzykuje, w kozie nie siedzi”. Oto taka właśnie historia.

Przestępca Kloc

Dwudziestego siódmego lipca 1965 r. w Komendzie Miejskiej Milicji Obywatelskiej (KPMO) w Koźlu wszczęto dochodzenie „w sprawie prowadzenia zarobkowego handlu dewocjonaliami na terenie powiatu kozielskiego w miesiącu lipcu 1965 r. bez zezwolenia właściwych władz” przeciwko zakonnikowi - albertynowi. Podstawą wszczęcia dochodzenia były „materiały oficjalne”, tzn. notatka funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa kozielskiej Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej. Jak zapisano, tego dnia zatrzymany został w Kędzierzynie, powiat Koźle „zakonnik Wojciech Kloc, który wraz ze swoim siostrzeńcem Franciszkiem Klocem uprawiał zarobkowy handel dewocjonaliami bez zezwolenia właściwych władz . Przy zatrzymanych znaleziono 34.087,34 zł w gotówce oraz dewocjonalia o ogólnej wartości ok. 17.000 złotych” . Handel prowadzono na terenach przykościelnych w powiecie kozielskim, od 23 do 26 lipca 1965 r. Kim był ojciec Kloc? Był albertynem, który starał się zarobić pieniądze na remont dachu domu zakonnego w Zakopanem przy ul. Kościeliskiej 47 a, którego był przełożonym. Urodził się 25 listopada 1995 r. w Tursku w powiecie Nowy Sącz, miał ukończone 4 klasy szkoły podstawowej (powszechnej), nie miał zawodu, całe życie spędził w zakonie . W chwili zatrzymania był więc 70 – letnim starcem, który musiał korzystać z pomocy krewnego. Ten ostatni, jak ustalono, „nie był jego wspólnikiem, a tylko pomagał mu w handlu, za co miał otrzymać wynagrodzenie” . Zapewne dlatego nie został objęty aktem oskarżenia.

 Brat Kloc miał dopuścić się przestępstwa z art. 11 ustawy z dnia 1 lipca 1958 r. o zezwoleniach na wykonywanie przemysłu, rzemiosła, handlu i niektórych usług przez jednostki gospodarki nieuspołecznionej (Dz. U. 1958 nr 45, poz. 224) , zagrożonego m. in. karą aresztu nawet do 2 lat. Podczas przesłuchania br. Kloc przyznał się do zarzucanego mu czynu i wyjaśnił, że handlu podjął się z własnej inicjatywy i wyłącznie po to, aby pozyskać środki na remont domu zakonnego, o czym wspomniano wyżej. Wykorzystał peregrynację obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, bo wtedy na nabożeństwach gromadziło się sporo wiernych. Handlował od początku lipca do chwili zatrzymania, a o zezwolenie wymagane prawem nie starał się, gdyż nie zamierzał parać się handlem na stałe. Sprzedawał modlitewniki, różańce, medaliki w które zaopatrywał się u niejakiego Lewandowskiego w Częstochowie przy Placu Wieluńskim .

 Na marginesie sprawy, kozielscy esbecy wpadli na trop pewnej tajemnicy dotyczącej druku modlitewników. Otóż „[…] jak stwierdził biegły, znalezione przy Klocu modlitewniki są świeżo wydrukowane. Tymczasem z tzw. „stopki drukarskiej” […] wynika, że zostały one [wydrukowane] w księgarni Henryka Głogowskiego w Częstochowie w latach 1925 – 1927. Ponadto Wydział IV – ty tutejszej Komendy dysponuje sprawdzonymi danymi, że drukarnia Głogowskiego już od wielu lat nie istnieje, a sam Głogowski jest już emerytem. Stąd nasuwa się wniosek, że modlitewniki te były drukowane w nielegalnej drukarni, a zatem materiały dotyczące Lewandowskiego zam. w Częstochowie po skompletowaniu zostaną przekazane Wydziałowi IV – mu KW MO w Katowicach z uwagi na właściwość terytorialną” . Idąc tym tropem sprawdzano m. in., czy modlitewniki te mają debit komunikacyjny na terenie Polski . Najwyraźniej sprawdzano, czy książeczki te nie były przypadkiem drukowane za granicą i – jeśli tak- czy legalnie rozprowadzano je w Polsce.

Podczas rewizji osobistej br. Klocowi odebrano m. in. dowód osobisty, pasek do spodni „rużaniec sznur” (sic!), „kłudkę i 4 kluczyki”, portmonetkę skórkową, 160 złotych, 2 zegarki kieszonkowe z białego metalu, portfel stary skórzany, okulary zdrowotne z futerałem i długopis .

Zakonnika próbowano także zidentyfikować poprzez poszukiwania w Kartotece Centralnej Biura „C” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych . W dokumentach widniało dwóch Wojciechów Kloców urodzonych w 1895 r. – jeden z nich był podejrzany o działalność wywiadowczą na rzecz Stanów Zjednoczonych, drugim był nasz albertyn „rejestrowany jako ksiądz przez Służbę Bezpieczeństwa Zakopane do nr 29589” . Gwoli wyjaśnienia dodać trzeba, że bohater niniejszego tekstu księdzem nie był, a tylko bratem zakonnym (co nie przeszkadzało mu być przełożonym domu zakonnego albertynów, jako, że w tym zgromadzeniu na pierwszym miejscu stoi posługa ubogim, nie zaś tradycyjne duszpasterstwo, gdzie kapłani rzeczywiście są niezbędni) .

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale