Pan Toyah poprzez swój udział w konkursie Onetu stał się niejako osobą publiczną, wobec czego chyba nie będzie miał pretensji za przywołanie jego nicka w tytule.
Spytałby ktoś, dlaczego porażka, przecież wygrał. A jednak porażka, gdyż jurorami byli Ci, którzy podobno zawsze się mylą i kłamią podstępnie w dodatku na polecenie sami wiecie kogo.
Więc jaką teraz mamy sytuację?
Albo znowu grono honorujące zwycięzcę perfidnie oszukało, gdyż tak naprawdę to uważają jego blog za najnudniejszy i pozbawiony choćby odrobiny mądrości. A wyróżnili go tylko dlatego, żeby pokazać jak słabe pióro ma ten najlepszy "z nich". Licząc, że jak ktoś trafi na rzeczony blog, to potem już będzie szerokim łukiem omijał blogi innych sympatyków najlepszej z partii. Czyli tak naprawdę nie zwycięzcą, a największym przegranym jest laureat.
Albo, pisząc w poetyce znakomitej większości blogerów S24, wszystko to było pic na wodę, wentyl bezpieczeństwa i zwykłe oszustwo, a wygrany nie może być przypadkowy. Czyli od dawna są z jednej kliki laureat i jury, a tu na S24 tylko mydlenie oczu odchodziło na większą skalę.
Albo. I tu jest trzecia możliwość, chyba ostatnia. Jury uznało blog zwycięzcy za faktycznie najlepszy. Jeśli ona byłaby prawdziwa, to świadczyłaby nie o przegranej, a klęsce zwycięzcy. Nokaucie, przyczynku do zakończenia działalności blogerskiej. Oznaczałaby, że jurorzy są normalnymi ludźmi, podejmującymi różne decyzje, raz lepsze, raz gorsze, ale w zgodzie ze swoim sumieniem, a nie na polecenie mitycznych "onych". Czyli załamałaby się cała linia publicystyczna, a teksty tyczące polityki i oceny mediów nadawałyby się, no nie wiem, ale chyba jednak do kosza.
A może jest jeszcze inna możliwość?



Komentarze
Pokaż komentarze (23)