A oto najbardziej rozpoznawalny polski polityk-filozof zadał retoryczne pytanie o rolę kościoła w społeczeństwie polskim. Jak wykazały jego socjologiczne badania zlecone Homo Domini, ponad 70% polaków uważa, iż „zdanie kościoła w ważnych kwestiach społecznych nie powinno być uwzględniane”. Z tego wysnuty zostaje przez tego polityka wniosek - jakim cudem hierarchowie kościelni uczestniczą w uroczystościach państwowych, jeśli społeczeństwo jest temu przeciwne.
Z stąd nieustanne walki i boje o prymat i władzę w publicznych mediach. Po opanowaniu tych strategicznych instytucji jedynym źródłem oporu niepodatnym na reklamę i piarowców wydaje się Kościół. Jako dysponent nieredukowalnych dogmatów wiary nie może pozwolić sobie na wysublimowane pojmowanie religijnych aksjomatów w kontekście istniejącej akurat obecnie rzeczywistości politycznej. Tak się dziś dzieje w kwestiach in vitro, eutanazji czy aborcji, które leżą gestii nie tylko etyki czy moralności, ale i religii, która w perspektywie eschatologicznej powoływać będzie się na ludzkie czyny! W tym kontekście Kościół zabiera głos w sprawach ważkich dla losów swoich wyznawców z czego Palikot czyni zarzut. Celowo zapominając że obywatel to także często wierzący, bo tak podpowiada mu polityczny zmysł propagandowy. Znany nam jest makiawelizm uświęcający cel, a nie środki prowadzące do niego. Filozofia ta przyświeca wszystkim politykom, którzy nie zważając na perspektywy życia wiecznego dążą do osiągnięcia władzy. Czy wszystkie działania polityczne są zgodne
z sumieniem, moralnością i etyką? (nie utożsamiam etyki tylko z jej religijnym – katolickim wymiarem). Kościół stoi politykom w jawnej opozycji, ale wiadomo diabeł boi się podobno święconej wody.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)