49 obserwujących
224 notki
434k odsłony
1270 odsłon

Trójjedyny

Wykop Skomentuj19

Wielu księży zacznie dzisiaj kazanie od banalnej i nieprawdziwej konstatacji, że Bóg Trójjedyny jest tak niepojęty, że ludziom wręcz trudno o nim mówić. Augustyn z Hippony, wielki teolog starożytności, mitygował się w podobnych słowach, uznając swój traktat „De Trinitate” za mało udany, niemniej teologia trynitarna nie jest wymysłem teologów, lecz treścią objawienia, jasną i nową, więc teologowie nie powinni jej podcinać skrzydeł, zwłaszcza, że prawo do nie mają także niewierzący i niechrześcijanie.

Kilka lat temu odbyłem dłuższą rozmowę z młodą Polką, katoliczką, zakochaną bez pamięci w młodym Algierczyku, muzmałmaninie, z którym zamierzała związać się na resztę życia. Jej rodzice bardzo się tym martwili. Nie samym związkiem, bo Algierczyk wydawał się odpowiedzialny, z dobrą pracą w Londynie i otwartą karierą naukową, ale z racji wiary córki, która ich zdaniem słabła. Wezwali mnie na pomoc.

Zamieniwszy z dziewczyną kilka słów przy kolacji, szybko doszedłem do wniosku, że od dawna jest już muzułmanką. Sercem i umysłem żyła już wiarą przyszłego męża, który, jak się okazało, był gorliwym neofitą, wychowanym w sekularyzowanej rodzinnie muzułmańskiej, a teraz, w wieu dorosłym, entuzjastycznie odkrywającym Allaha i świat islamu. Moja rozmówczyni podzielała te fascynacje.

W rodzinnym domu czytała Biblię tylko od święta, bardziej z ciekawości niż pobożności, a rodzicie, jak to zwykle bywa, nauczyli ją modlitwy i zaprowadzili do kościoła, ale nigdy nie dzielili się osobistym doświadczeniem wiary, nie czytali z dziećmi Ewangelii, ani pytali ich o ich przeżycia, tymczasem jej narzeczony tak bardzo zasmakował w Koran, że codziennie nabożnie go medytował, odkrywając tam mądrość większą od własnej, więc i ona stopniowo doszła do wniosku, że obcuje z czymś poważniejszym i bardziej pierwotnym niż to, co wyniosła z domu.

Nie próbowałem tego kwestionować. Serce ma swoje racje, których nie zna rozum (Pascal powiedział to ładniej po francusku). Ale ilekroć moja rozmówczyni czyniła porównania między islamem i chrześcijaństwem, w których to drugie wypadało gorzej, starałem się jej wyjaśnić, że to, co ona nazywa chrześcijaństwem, wcale nim nie jest.

W jej przekonaniu islam to wiara w jednego Boga, a chrześcijaństwo to wiara w Trójcę, w której ona dopatrywała się echa pogańskich politeizmów, dlatego wybrała islam, jako bardziej wyrafinowany i bardziej transcendenty w jej mniemaniu niż wiara, w której wyrosła.

— Jesteś w błędzie — odpowiadałem — chrześcijanie wierzą w jednego Boga dokładnie tak samo jak wierzą w niego żydzi i muzułmanie, z tą różnicą, że chrześcijanie wiedzą o nim więcej, bo mają ku temu pewne podstawy, o których żydzi i muzułmanie sami powiadają, że ich nie mają. Kulminacją objawienia chrześcijańskiego nie są prorocy ani księga, ale obecność Boga w człowieku Jezusie Chrystusie, którego czyny i słowa przynoszą tak wiele bezprecedensowych treści, że bez przyjęcia chrześcijaństwa żydzi i muzułmanie własnymi kategoriami nie będą ich w stanie poprawnie zrozumieć. Stąd nieporozumienia.

— Przyjmij jednak na wiarę — argumentowałem — że jedność i jedyność Boga chrześcijańskiego nie jest w żaden sposób osłabiona przez dogmat o trójjedyności Osób, lecz właśnie paradoksalnie wzmocniona, bo tam, gdzie teologia Mojżesza i Mahometa usiłowały mówić o Bogu w kategoriach negatywnych, kosmologicznych lub alegorycznych, tam teologia chrześcijańska może sobie pozwolić na personalizm i bardziej wyrafinowaną metafizykę, której interesujące konsekwencje znajdujemy także w ujęciach antropologicznych, odnoszących się do samego człowieka, jego życia wewnętrznego i społecznego.

Teologia trynitarna, mówiąc prościej, mówi o Bogu bardziej jedynym i bardziej transcendentym, a tym samym niepodobnym do ułomnego człowieka niż niepojęty Bóg judaizmu i islamu, a zarazem o Bogu bliższym człowiekowi, bo doskonale jednoczącym z sobą każdy skrawek człowieczeństwa Jezusa Chrystua, a w nim — wszystkich jego braci i sióstr. Transcendencja, o której najłatwiej powiedzieć to, czego na pewno nie można o niej powiedzieć, to jednak transcendencja skromniejsza od tej, o której wiele można powiedzieć pozytywnie, otwarcie i na pewno, a jednocześnie zrobić to tak, że zyskuje się głębszą świadomość jedności i pełni, a zarazem absolutnego przekraczania, czyli właśnie transcendencji.

Moja rozmówczyni nie dawała za wygraną, nie miała jednak najmniejszej ochoty przyglądać się teologicznym szczegółom. Zaczęła zmieniać tematy, a to krucjaty, a to zapaść Europy, a to spokój i dyscyplina tropików, które pod muzułmańską ręką zaczynają dzisiaj gospodarczo ożywać, no i argument koronny, błogosławieństwo ropy, cud nie z tej ziemi, który milionom „wiernych” pozwolił odetchnąć, a nawet ruszyć na wojnę z bezbożnym światem.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale