Śmiertelność wśród dzieci chorych na raka to bardzo trudny i bolesny temat. Ostatnio w mediach słyszymy, że jakieś dziecko zmarło gdyż nie została mu udzielona właściwa pomoc lub przyszła nie w porę.
Ja chcę poruszyć temat dzieci, które choć miały najlepszą opiekę, właściwych lekarzy i odpowiednie leki to odeszły z tego świata z powodu bardzo zdradliwej i podstępnej choroby jaką jest rak.
Tą notkę dedykuję : Maćkowi ( lat 4 ), Marysi ( lat 8 ), Roksance ( lat 6 ). Wiktorowi ( lat 14 ), Ani ( lat 10 ), Krzysiowi ( lat 11 ).
Te dzieci żyły pełnią życia, miały plany i swoje pasje. Nigdy nie przestały marzyć. Ich marzenia niczym nie różniły się od marzeń zdrowych dzieci. Maciek przykładowo chciał mieć psa. Gdy rodzice dowiedzieli się, że po trzech latach leczenia, dla chłopca nie ma ratunku, zabrali go ze szpitala do domu i kupili psa. Cieszył się nim dwa miesiące.....
Ania bardzo uzdolniona plastycznie dziewczynka, zawsze można było ją zobaczyć malującą, składającą origami czy wyszywającą.
Wiktor, gdy zabierano go w ciężkim stanie na OIOM, nie myślał o sobie, ale martwił się, że tata będzie smutny. Przecież obiecał mu, że wszystko będzie dobrze, że wyzdrowieje. Odebrał to jakby niedotrzymał obietnicy i zawiódł ojca.
Pomimo, że zdecydowanie mniej dzieci umiera na choroby nowotworowe, niż dorosłych, to ich śmierć jest bardziej bolesna. Pozostaje w pamięci i wyciska łzę z oka. Skłania do refleksji i zastanowienia, jak kruche jest nasze życie i jak puste bez dzieci które jeszcze przed chwilą były wśród nas.
Jako podsumowanie mojej notki przytaczam wiersz nieznanego mi autora zamieszczony w internecie :
W szpitalnym łóżeczku mały chłopczyk kona.
Zrozpaczona matka chwyta Go w ramiona.
Schorowane dziecko całując pieściła...
całą wiarę w dobro...pomału traciła...
Cierpiąc z bólem w sercu do Boga krzyczała
swoje życie za syna...ofiarować chciała...
padła na kolana...o pomoc wołała...
nie godząc ze śmiercią spazmatycznie łkała.
Za los na przemian z łzami...prośbami...
nienawiść w Jej oczach widziałam...
Ja też mam dzieci...też matką jestem...
sercem wraz z Nią...zapłakałam...
Nie da się opisać bólu i cierpienia
gdy matka dziecko traci swoje.
Czym więcej takich śmierci widzę...
tym bardziej ...kocham moje.
Nie płacz matko...przytul synka...
pomóż przejść tę trudną drogę.
Ja zapalę świecę gromniczną...
wesprę...modlitwą wspomogę...
Tak często widziałam śmierć
która obok przeszła...
jak przy ciężko chorym stała
i wraz z Nim...odeszła


Komentarze
Pokaż komentarze (2)