8 obserwujących
48 notek
165k odsłon
  4003   0

57 000 zadowolonych obywateli

Pokazy sprawności kierowców były wyraźnie lepsze niż te wcześniej. Na przykład teraz na sporą wysokość skakali motocykliści, a wcześniej mistrz trialu rowerowego spadł z dachu Iveco.

Później były wyścigi rydwanów ciągniętych przez skutery. Śmieszne. Wygrał Stig. Był balet koparek, zupełnie jak na otwarciu polskiej autostrady.

W międzyczasie się okazało, że w VIP-owskich sektorach wolno palić. Może nie tyle wolno, co nikt nie zabrania. Uważam, że to przegięcie.

Panowie zaprezentowali nam samochodowy curling. Widok zderzających się fiatów doprowadził publiczność do euforii. Clarkson podziękował za to, że kupujemy jego książki. Sprzedaje tu ich więcej niż w Wielkiej Brytanii. Hammond skomentował, że jako, że w Polsce są dobrzy hydraulicy kartki z książek Clarksona nie zatykają toalet, więc dlatego tyle ich się używa. Strasznie śmieszne. Clarkson utrzymywał, że czytamy jego książki, bo nie boi się Niemców. Ja tam wolę Niemców, niż takich sojuszników jak Brytyjczycy.

Kiedy na scenie zaczęły tańczyć dwie Carrery i pani z miotaczami ognia zacząłem się zastanawiać ile autor tego spektaklu ma lat.

Bliżej mi nie znany brytyjski lekkoatleta przeskakiwał najpierw jadące w jego kierunku gokarty (125 – cokolwiek by to miało znaczyć), a później lamborghini Gallardo.

Później był konkurs piękności. Na płytę wyjechało dwadzieścia parę super samochodów, panowie wybrali z nich najpiękniejsze i samochody pojechały. Wygrały lamborghini, ferrari i porsche. Tę ostatnią wybrał Hammond, Clarkson zapytał, czy w Warszawie nie boi się wybierać auta zaprojektowanego dla Hitlera. Swoją drogą tyle GT3 ma wspólnego z garbusem, co ten dowcip ze smakiem.

Pokaz driftu polskich kierowców prowadził do następnego punktu programu. Na płycie pojawiły się Polonez, FSO 1500 i maluch. Clarkson powiedział coś, co można traktować za ukłon w Polską stronę: Z Polski pochodzą świetni hydraulicy, piloci samolotów spitfire, porządne związki zawodowe i papież, ale polskie samochody są do dupy. Zaś brytyjscy hydraulicy są słabi, związki zawodowe to wariaci, a brytyjskiego papieża nie było, za to brytyjskie samochody są świetne. No i potem był wyścig. Polskimi samochodami kierowali chłopcy z TVN Turbo. Panowie z „Top Gear” powozili trójkołowcami reliant Robin.

No i muszę przyznać, że z dużą radością zobaczyłem jak trącony Polonezem reliant Stiga ląduje na boku. Nie wiem, kto kierował Polonezem, czy był to Patryk Mikiciuk czy Adam Kornacki. W każdym razie polskie samochody wygrały wyścig.

Później panowie żartowali z dachu stadion: nie pada, więc nie da się otworzyć.

I na koniec odbył się mecz autofutbolu, który wygrała Polska 6:3, w trakcie meczu Stig zaczął nagle grać po polskiej stronie, ale cóż, to chyba największe zwycięstwo na Stadionie Narodowym.

Na koniec Clarkson powiedział, żeby wszyscy, jako, że jadą publicznymi drogami – jechali szybko.

Po wszystkim idąc do biura prasowego pomyliłem drogę i trafiłem do niewykończonej części Stadionu. Zastanawiam się, czy jest przebudowywany, czy wciąż nieukończony, bo dziś człowiek niczego nie może być pewien – patrz ograniczenie do 100 km/h na A2.

W biurze prasowym byli bardzo, bardzo źli fotografowie prasowi, którym organizatorzy skutecznie uniemożliwili pracę. Najpierw wyznaczając im miejsce tak, by mało co mogli zobaczyć, potem po 10 minutach show wyrzucając ich ze stadionu. Znowu wychodzi, że Eryk Mistewicz ma rację – prawie 60 tysięcy ludzi na bieżąco wrzucało na fejsbuka zdjęcia ze swoich smartfonów, więc po co komu fotoreporterzy.

Wracając, widząc uśmiechnie twarze wychodzącego ze stadionu tłumu zastanawiałem się jak mało ludziom potrzeba do szczęścia. Zapłacić za bilet, odstać trzy godziny w kolejce, później wymarznąć na stadionie słuchając średniej jakości dowcipów. Dowcipów w sporej części z kraju, w którym się urodzili. Jest szansa, że mało co z tych dowcipów zrozumieli, bo akustyka Stadionu Narodowego – oględnie mówiąc – nie jest dobra.

Później pomyślałem, czy któryś z moich kolegów imprezujących później z Clarksonem, Hammondem i Mayem zapytał, czy wiedzą jak ich ojczyzna, która nawet w nazwie ma słowo „Wielka” potraktowała nas w 1939 i 1945 roku? Gdyby tak, może by nieco bardziej ważyli dowcipy.

Ale może się czepiam. Bo najważniejsze, że z „Top Gear” świat się może dowiedzieć, Polak potrafi i kibel zreperować i przed Luftwaffe obronić i z tego powinniśmy być dumni, bo według panów z „Top Gear”, takie na przykład Rumunki, to wiadomo czym się zajmują…

Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale