Gdyby nie fakt, że jeden Kaczyński zabiera się od miesiąca za pielęgniarki, a drugi "suszy" głowę w Brukseli i pewnie znowu obudzi się z ręką w nocniku, wcale by mnie tu dzisiaj nie było. Ale jestem. Po co?
Nie ma przecież nic lepszego jak "pokojowe" nastawienie do codzienności i dystans do politycznej zawieruchy. Od doby cieszymy się latem, politycy już zacierają ręce w oczekiwaniu na najdłuższy od lat urlop, a my walczymy o pierwiastek.
Pomyślałem, że najlepiej będzie jak wyciągnę coś z zakamarków pamięci i tak po prostu przytoczę najbardziej optymistyczny z moich artykułów. Kto jak kto, ale my-Polacy, poradzimy sobie ze wszystkim:
Gdyby nie drobne wpadki Kaczyńskiego, to prawda jest taka, że nie byłoby specjalnie na co narzekać. Obawialiśmy się cholernie, ja zresztą też, a tu nie lada niespodzianka. Kaczyński na fotelu prezydenckim spisuje się faktycznie bez zarzutów. Francuzi zaś podobno nazwali nas państwem absurdów, ale chyba w pozytywnym znaczeniu tego słowa. My, Polacy lubimy sobie utrudniać, dlatego wybieramy do kierowania naszym krajem bliźniaków, zresztą tych "co ukradli księżyc", na kościół wydajemy 40 mln zł, Górniak śpiewa hymn w Korei, nie lepiej niż Kaczyński na zebraniu "kongresu PiS", a Szcześniak bierze udział w Eurowizji. Nie można by tak często narzekać… Ale to my Polacy. Nie sądzę, żeby to była zasługa Lecha Kaczyńskiego, chociaż bądź, co bądź niczym złym aż tak nie zasłynął. Brat Jarosław chce być natomiast dowodzącym sztabu przygotowawczego do ME. Sam już nie wiem.
Niedawno czytałem sarkastyczną prawdę właśnie o nas… Co piąty nasz mieszkaniec stracił życie podczas II wojny światowej, jedna piąta żyje za granicami, a co trzeci ma 20 lat. Mamy dwa razy więcej studentów niż Francja i chyba właśnie dlatego pracownik fizyczny zarabia więcej niż inżynier. Człowiek wydaje więcej niż zarabia, a przeciętna pensja wystarczy na trzy pary dobrych butów, a jednocześnie nie ma biedy, w dodatku obcy kapitał nadciąga zewsząd. Cena samochodu równa się 40 pensjom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingach. Rządzą socjaliści, a święta kościelne są wolne od pracy. Z kelnerem pogadamy po angielsku, kucharzem po włosku czy francusku, ekspedientem po niemiecku, a z ministrem tylko z pomocą tłumacza… Jak my to robimy? Oto jest pytanie…
Teraz zaś podobno cały kraj ma zakasać rękawy i wziąć się za robotę. Jak nauczyciel Marcinkiewicz zamieniał się niczym kameleon w bankiera, tak teraz ekonomista, urzędnik, prawnik, polonista, psycholog czy lekarz wezmą się za szpadle i zaczną kopać fundamenty… Fundamenty pod stadiony z prawdziwego zdarzenia…
Do boju Polsko!
Marcin Maciejewski
(m.maciejewski7@wp.eu)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)