Blog
Świat według Marka
Marek H. Kotlarz
Marek H. Kotlarz Więcej, także blogowych wpis
0 obserwujących 82 notki 69001 odsłon
Marek H. Kotlarz, 24 lutego 2011 r.

Spółdzielnia „Świetlik” – historia prawdziwa

Spółdzielnia „Świetlik” zafunkcjonowała w mediach jako miejsce pracy wielu znanych polityków, stała się romantyczną legendą postaci z pierwszych stron gazet i telewizyjnego ekranu, ale to właśnie wypaczyło prawdę o niej i rzeczywistości, w której funkcjonowała. Spółdzielnię kojarzy się z wyłącznie w kontekście Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska, Stanisława Borowczaka czy Mariusza Wilka, a w gruncie rzeczy, poza Maciejem Płażyńskim, pozostali wymienieni trafili do niej jako pracownicy, gdy już okrzepła i sprawnie funkcjonowała. To dziennikarze, którym trudno się dziwić, nieco opacznie rozłożyli akcenty, bo poszukiwali w niej znanych nazwisk. Wiszący na kominie i machający pędzlem premier czy poseł, dziennikarz czy pisarz, to w istocie niezwykle ciekawy temat. A i dla nich samych odwoływanie się do tego fragmentu życiorysu z przeszłości stało się atrakcyjne, wszak wymagało odwagi i determinacji, zwłaszcza gdy było się historykiem czy polonistą i z pracą fizyczną, a już zwłaszcza z alpinizmem przemysłowym nie miało się wcześniej do czynienia.. Rzeczywistość „Świetlika” kształtowało jednak wiele innych osób, o których dziennikarze zapominają, bo inną niż polityka czy media wybrali drogę życia. Tak się złożyło, że byłem w gronie założycieli spółdzielni i uznałem, iż w przededniu premiery filmu dokumentalnego „Spółdzielnia Usług Wysokościowych Świetlik” w reżyserii Jacka Knoppa,, która ma mieć miejsce 27 lutego w kinie „Neptun” w Gdańsku, właściwe będzie przypomnienie jej dziejów i pracowników.

Spółdzielnia Pracy „Świetlik”, bo tak brzmiała jej początkowa nazwa, powstała w czerwcu 1983 roku. Założyła ją grupa jedenastu studentów i absolwentów Uniwersytetu Gdańskiego: Maciej Płażyński, Roman i Jolanta Rojek, Tomasza Chodnikiewicz, Jarosław Czarniecki, Jerzy Hall, Ireneusz Gust, Zbigniew Gołębiewski, Stanisław i Jadwiga Marciszewscy i piszący te słowa Marek H. Kotlarz. Pierwszym prezesem zarządu został Maciej Płażyński, który sprawował tę funkcję do chwili objęcia stanowiska wojewody gdańskiego w 1990 roku, przewodniczącym rady nadzorczej wybrany został Roman Rojek.

Wszyscy założyciele, w okresie pierwszego powiewu wolności między sierpniem 1980 i grudniem 1981 roku aktywnie włączyli się w przemiany rzeczywistości, czy to w NZS-ie, czy uczelnianej samorządności, czy też jak w przypadku Irka Gusta, z racji, że studia miał już w tym czasie za sobą, w strukturach związkowych. Maciej Płażyński był koordynatorem strajku studenckiego w Trójmieście, strajku zwanego potem radomskim, ja członkiem uczelnianego komitetu strajkowego i przewodniczącym strajku na wydziałach prawa i ekonomiki transportu, jako że wówczas wydział prawa nie posiadał własnego budynku i dzielił go z kierunkami ekonomicznymi. W chwili ogłoszenia stanu wojennego, strajkowe struktury i kontakty umożliwiły przejście do działalności podziemnej. Początkowo pochłonęło nas to całkowicie, drukowaliśmy, kolportowaliśmy, wypisywaliśmy hasła na murach, takie jak: „Zima wasza, wiosna nasza”. Ale wiosna 1982 roku nie przyniosła odwilży, nie przyniosło jej też lato i jesień, więc zdaliśmy sobie sprawę, że musimy jakoś przystosować się do życia w tym systemie przez wiele lat i znaleźć dla siebie w tej rzeczywistości miejsce, które pozwoli nam żyć, a jednocześnie umożliwi działalność opozycyjną. Poza tym paląca stawała się sprawa materialnego utrzymania, ja miałem na miejscu dom i jakieś wsparcie rodzinne, ale wiele osób z naszego środowiska przyjechało z odleglejszych miejsc od Gdańska i, gdy zabrakło akademika, jeśli mieli pozostać, musieli znaleźć lokum i utrzymanie. W takiej sytuacji był m.in. Maciej, który przez pewien czas zmuszony był nawet zimą mieszkać w domku kempingowym Akademickiego Klubu Morskiego.

Przez pewien czas ratowała nas jeszcze studencka spółdzielnia „Techno-Service”, gdzie w roku 1982 rozpoczęliśmy prace przy czyszczeniu świetlików w zakładach „Polmo” w Tczewie. Świetlik jest fabryczną konstrukcją dachową, która umożliwia przedostawanie się do hali dodatkowego dziennego światła. W Tczewie należało je myć od zewnątrz, ale, co było szczególnie trudne, od wewnątrz, nie korzystając przy tym z żadnych rusztowań, a jedynie balansując kilkadziesiąt metrów nad betonową posadzką. To był prawdziwy bojowy chrzest brygady, z której później wyłonił się skład założycielski spółdzielni.

Po zakończeniu zlecenia w Tczewie, w związku z ukończeniem studiów, korzystanie z pośrednictwa Techno-Service'u stało się niemożliwe, zaczęliśmy więc zastanawiać się, co dalej? I wtedy właśnie po raz pierwszy padł pomysł założenia własnego przedsiębiorstwa. Komunistyczne państwo chaotycznie poszukiwało możliwości przezwyciężenia kryzysu gospodarczego i jednym z pomysłów było nowa ustawa o spółdzielczości pracy umożliwiająca założenie spółdzielni dziesięciu osobom. Idea narodziła się zapewne w toku dyskusji prowadzonych między Romanem Rojkiem i Maciejem Płażyńskim, chociaż trudno jest dociec, kto był autorem tego pomysłu, któremu, nie bez wahania, przyklasnęliśmy. Nie było w tym nic z wielkich planów, mieliśmy po prostu kontynuować to, co robiliśmy wcześniej, ale już u siebie. I tak, w połowie czerwca 1983 roku spotkało się pod barem rybnym „Krewetka” jedenaście osób, by udać się do budynku Wojewódzkiego Związku Spółdzielni Pracy, mieszczącego się w miejscu, gdzie wznosi się teraz multikino o tej samej nazwie, i odbyć założycielskie walne zgromadzenie. Liczyliśmy na to, że przez kilka lat będziemy pracować fizycznie i z tego żyć. Pierwszym zleceniem było mysie szyb w Gdańskich Zakładach Elektronicznych „Unimor” przy ul. Rzeźnickiej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @roko Szanowny Roko, już odpowiadam. Ja głosowałem za zamianą nazwy. Rozstawałem się z...
  • Pan Doktor Święta prawda :-)
  • @Marek Błaszkowski Panie Marku, właśnie z tego może być Pan dumny. Pan i kilku Pana...

Tematy w dziale