12 października
Świat miał stać się prostszy. Tylko zapomnieliśmy zapytać: dla kogo?
Kiedyś człowiek chciał pojechać autobusem, więc kupował bilet. Chciał zaparkować samochód, wrzucał monety do parkomatu. Chciał zamówić obiad, dostawał menu.
Dzisiaj też jest prosto.
Trzeba tylko mieć smartfon, Internet, aplikację, konto, hasło, kartę, BLIK, adres e mail i najlepiej jeszcze drugie urządzenie, żeby odebrać kod potwierdzający, że naprawdę jesteśmy sobą.
Wszystko po to, żeby ułatwić nam życie.
Patrzę czasem na starszych ludzi stojących przed kasą samoobsługową. Pani próbuje kupić cztery bułki. Maszyna pyta ją o aplikację. Później o kartę. Następnie każe położyć produkt w strefie pakowania, po czym informuje, że w strefie pakowania znajduje się nieoczekiwany produkt.
Pani jest już coraz bardziej nieoczekiwana dla samej siebie.
Woła pracownika.
Pracownik podchodzi, naciska trzy przyciski w cztery sekundy i odchodzi.
Pani dziękuje, chociaż jeszcze pięć minut temu chciała tylko kupić bułki.
Podobnie jest z parkowaniem.
Kiedyś człowiek wrzucał pieniądze do parkomatu. Dzisiaj może pobrać aplikację. Oczywiście najpierw musi ją znaleźć, zainstalować, założyć konto, zaakceptować regulamin, podać numer rejestracyjny samochodu i dodać metodę płatności.
Po piętnastu minutach samochód nadal stoi, człowiek nadal stoi, tylko technologia zrobiła ogromny krok naprzód.
W restauracji również zrobiło się łatwiej.
Nie ma menu.
Jest kwadrat.
Trzeba wyjąć telefon, uruchomić aparat, znaleźć kod QR, zeskanować go, poczekać, aż otworzy się strona i przez następne dziesięć minut powiększać palcami kartę dań.
Człowiek przyszedł zjeść zupę, a dostał mały kurs informatyczny.
Sklepy też dbają o naszą wygodę.
Masło kosztuje 9,99.
Z aplikacją 6,99.
Czyli masło nie ma już jednej ceny. Ma cenę zależną od poziomu cyfryzacji klienta.
Jeżeli masz telefon, aplikację, konto i pamiętasz hasło, jesteś klientem nowoczesnym.
Jeżeli nie masz, jesz masło drożej.
Bank mówi: proszę zrobić to przez aplikację.
Przychodnia: proszę zarejestrować się przez internet.
Urząd: proszę zalogować się profilem zaufanym.
Przewoźnik: bilet jest w aplikacji.
Firma energetyczna: faktura znajduje się na koncie klienta.
A potem osiemdziesięcioletnia kobieta prosi córkę albo wnuka:
„Zrób mi to, bo ja się na tym nie znam”.
Czasami słyszy:
„Babciu, przecież to jest proste”.
Nie. Dla niej nie jest.
Ta kobieta przez kilkadziesiąt lat potrafiła prowadzić dom, pracować, wychować dzieci, płacić rachunki, załatwiać sprawy w urzędach i funkcjonować bez niczyjej pomocy.
Nie stała się nagle mniej inteligentna.
To świat pewnego dnia zaczął mówić do niej kodami QR.
Lubię technologię. Korzystam z niej codziennie i nie chciałabym wracać do świata kolejek po znaczek pocztowy i papierowych przelewów.
Postęp jest potrzebny.
Tylko postęp powinien usuwać bariery, a nie zamieniać stare bariery na nowe.
Jeżeli stworzyliśmy świat, w którym kupienie biletu, zapłacenie za parking albo skorzystanie z promocji wymaga określonych kompetencji cyfrowych, powinniśmy zostawić również normalną drogę dla człowieka, który ich nie ma.
Bez pobłażliwego uśmiechu, przewracania oczami, bez „przecież to proste”.
Może za dwadzieścia lat ktoś postawi przed nami urządzenie, którego również nie będziemy rozumieli.
Może wtedy młodszy człowiek spojrzy na nas z politowaniem i powie:
„Naprawdę nie wiesz, gdzie się wciska?”
Wtedy prawdopodobnie przypomnimy sobie starszą panią stojącą przed automatem biletowym.
Świat rzeczywiście staje się coraz bardziej nowoczesny.
Dobrze byłoby tylko dopilnować, żeby w tym wyścigu do przyszłości nie zostawić na przystanku ludzi, którzy po prostu chcieli kupić bilet.
Agnieszka Lech


Komentarze
Pokaż komentarze (9)