10 października
Wczoraj wręczono nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, ja zaś od razu zajrzałem do biogramu laureatki – Anne Carson – i przeczytałem tam, że porusza ona w swoich utworach kwestię seksualności pisarzy.
Cóż za niespodzianka. A ja myślałem, biedny głupek, że tym razem dali Nobla komuś, kto porusza kwestie relacji człowieka z Bogiem. I to niekoniecznie w godzinie śmierci. No, nie, jednak się pomyliłem. Pani Carson pisze o seksualności pisarzy, a jakby nie dość było tego możemy jeszcze przeczytać w wiki iż:
” Sekret sukcesu Carson polega na jawnym, chociaż enigmatycznym, przywłaszczaniu sobie dzieł innych literackich znakomitości.”
Tako rzecze wiki. Nie wydaje się Wam to dziwne, że nagrodzono Noblem jakieś babsko, które jawnie kradnie pomysły z książek innych autorów i dopisując do tego jakieś wątki z literatury antycznej, tworzy tak zwaną nową jakość?
Pani ta jest filologiem klasycznym. Kiedy jednak prześledzimy, nawet pobieżnie, jej karierę okaże się, że zawsze była rezydentem na uczelniach. A raz nawet zdarzyło, myślę, że z jej powodu, zlikwidowano katedrę filologii klasycznej i przeniesiono całą naukę o starożytności na wydział historii.
Oczywiście główną bohaterką i najważniejszą inspiracją dla noblistki jest Safona. Że też oni nigdy nie mogą wymyślić czegoś naprawdę oryginalnego. Zawsze muszą dobierać te swoje inspiracje z jednego koszyka. No i rzecz jasna, nie tylko Safona, ale też „doświadczenie przyjemności i bólu”. Jak czytam albo słyszę coś takiego od razu przypominają mi się wszystkie opowieści z nocnych dyżurów lekarskich, na które przywożono pary połączone ze sobą w dziwny sposób, gościa z szyszką świerkową w tyłku, wepchniętą zgodnie z układem łusek, co uniemożliwiało w zasadzie samodzielne jej wyciągnięcie i dziewczyny z rozmaitymi przedmiotami, nie obłymi bynajmniej, wciśnięte wiadomo gdzie. Wszystkich tych ludzi interesowały doświadczenia przyjemności i bólu, ale mało który z nich wiedział kto to Safona, a na Nobla żadna z tych osób nie miała najmniejszej szansy. Widzimy więc, że nie wystarczy samo zainteresowanie przyjemnością i bólem, potrzeba jeszcze czegoś więcej, to znaczy wykształcenia klasycznego, albo takowe udającego, osadzenia środowiskowego i szeregu innych nagród literackich, by wreszcie się tego Nobla dochrapać. Czy wczorajsza nominacja wywołała jakieś zainteresowanie wśród publiczności? Mam wrażenie, że żadnego. Ot, kolejna wariatka, samotna, zgorzkniała, poszukująca przygód i wiecznie nieszczęśliwa, dostała trochę pieniędzy za to, że całe życie zajmowała się deprawacją i ukrywaniem jej pod różnymi pretekstami. Wiadomo bowiem, że jak ktoś zajmuje się krytyką tekstów antycznych, nie można mu tak po prostu zarzucić, że jest zboczeńcem, albo psychopatą. Należy wcześniej popaść w widowiskowe zamyślenie. I na to liczą oni wszyscy. Komitet noblowski zaś nie ma już litości nie tylko dla nas, ale też dla siebie.
Ktoś powie, że nie jest tak źle, bo pani Carson nie puszcza się przynajmniej w publicznych szaletach, jak to się zdarzało innej noblistce – Elfiriede Jelinek, dawno i słusznie już zapomnianej. Na podstawie jej prozy nakręcono nawet bardzo obsceniczny film ilustrujący wszystkie możliwe i dostępne niewieście deficyty, na które można złapać młodszego i aroganckiego kochanka.
Pani Carson pisze poezję i jest, jakby to rzec, o wiele bardziej zwiewna niż Elfriede, której bohaterka – w domyśle – ona sama, kazała się prać po gębie aż trzaskało. W przypadku pani Carson takie rzeczy nie wchodzą w grę, bo widzimy, że po jednym, nawet słabym plaśnięciu z otwartej dłoni, ona by się już nie podniosła.
No, ale zostawmy frajdy środowiska akademickiego na boku. Bo w biografii pani Carson umieszczonej w wiki uważny czytelnik znajdzie ciekawsze kwiatki niż pranie po pysku filolożek klasycznych. Oto widzimy tam zdanie:
”Popularność poetki jest niezależna od opinii recenzentów, co potwierdza chociażby fakt wykorzystania cytatu z jej poezji w serialu telewizyjnym „Słowo na L” .
Ach, co my tu mamy?! Najwyraźniej bardzo nachalną próbę wyjaśniania, skąd wzięła się, całkowicie niezasłużona i sfingowana kariera pani Carson. Gdyby bowiem ona tak nie była, po cóż wiki miałaby ogłaszać, że jej popularność jest niezależna od recenzentów? No i skąd w ogóle pomysł, że popularność ma być zależna od recenzentów? No chyba stąd, że właśnie po to są recenzenci, by nadmuchiwać balony fikcyjnej sławy. Wreszcie ktoś to jasno powiedział, bardzo dziękujemy, bo do niedawna nie można było tego ludziom wyjaśnić. Wszyscy byli przekonani, że popularność autora bierze się z wielkości jego dzieła, którego treść trafia do czytelników bez pośrednika. No, ale skoro w biogramie nowej noblistki mamy takie zdanie, nikt już nie powinien wierzyć, że kariera Mroza, Twardocha i Żulczyka jest niezależna od recenzentów. O tym, że jest zależna poznajemy po tym, że seriale i filmy na podstawie ich prozy są wtórne, w stosunku do entuzjastycznych recenzji tejże prozy.
Z panią Carson miało być inaczej. Przeskakiwała ona sobie z kwiatka na kwiatek, z jednego uniwersytetu na drugi i tam usiłowała się utrzymać wbrew wszystkiemu. Bo z kolei z biogramu w angielskiej wiki wynika, że była to chyba najmniej popularna wykładowczyni w całej historii amerykańskich i kanadyjskich uczelni wyższych. Wobec tego faktu, ktoś – nie wiemy kto – zdecydował, że twórczość pani Carson nadaje się do zacytowania w serialu o lesbijkach. I tam ją umieszczono, a ja nie mogę się powstrzymać od refleksji, że uczyniono to właśnie w tym celu, by umieścić potem to zdanie w jej biogramach. Ono zaś stało się jednym z uzasadnień dla nagrody Nobla. Popatrzcie – mówią do nas organizatorzy tej hucpy – ta stara wariatka, gotowa na wszystko za parę dolarów, wcale nie będzie uprawiać obyczajowej propagandy, albowiem jej sława jest niezależna od naszych założeń politycznych w tym zakresie. Ona żyje sztuką, czego dowodem jest cytat z jej tekstów umieszczony w serialu o lesbijkach! I na to wstaje jakiś student pochodzący z polskiej fali emigracyjnej lat osiemdziesiątych, urodzony już w Kanadzie i mówi – ale przecież to jest film o lesbijkach, dokonujecie auto-demaskacji, robicie nas w trąbę.
- Usiądź synu – słyszy w odpowiedzi – nie rozumiesz ducha kultury antycznej, nie uważałeś na zajęciach z krytyki tekstów greckich.
To są naprawdę bardzo proste sprawy. My zaś nigdy nie możemy tracić z oczu tej oto formuły – kryteria i założenia estetyczne służą zasłanianiu kryteriów i założeń politycznych. I większa subtelność tych pierwszych, tym bardziej ponura intencja tych drugich.
Oczywiście, jeśli ktoś chce może się zastanawiać, który z poetów obecnej doby jest lepszy i czy słusznie nagrodzono go Noblem, ale my możemy mieć pewność, że człowiek taki na pewno wywodzi się ze środowisk akademickich w całości wkręconych w ten mechanizm. I do tego uwiarygadniających się stale za jego sprawą.
Wczoraj jakiś pan poprosił mnie o wskazanie współczesnych polskich pisarzy, których cenię. Nie cenię żadnego, bo wszyscy oni są wystrugani z jednego kawałka szarego mydła. Jeśli zaś w lesie nie ma dobrych, jadalnych grzybów, nie można namawiać ludzi do tego, by spożywali takie, od których się jedynie porzygają, ale nie umrą w męczarniach.
Po takich konstatacjach proszę Państwa, musimy się zastanowić po co w ogóle jest pisanie dla ludzi i jaki jest sens pisania po polsku. Wobec takiej bowiem, jak ujawniona wczoraj, hierarchii priorytetów literackich, jasne jest że to, co zwykle uznajemy za walor literatury polskiej i całej lokalnej kultury, skazane jest na zatracenie. Nie utrzymamy się. Szczególnie, że do czytania mamy tylko Tokarczuk, Bondę, Mroza, Twardocha i Żulczyka, no i Stasiuka jeszcze. W kontrze zaś do nich jakieś bardzo prymitywne demaskacje, określane jako literatura prawicowa. Wszystko to służy podważeniu sensu istnienia miejscowej kultury, która nie ma narzędzi do obrony, a jej moderatorzy wybierani są przez recenzentów pochodzących nie wiadomo z jakich rejonów wszechświata. Nie wiem czy wiecie, ale w zeszłym roku pani Carson została nagrodzona Nagrodą im. Zbigniewa Herberta. Ho, ho, tak, tak…jest nagroda im. Herberta, najważniejszego idola prawicowych środowisk w Polsce, na którego w całej swojej bezmyślności powołują się różni popularyzatorzy. Nie rozumiejący jak straszliwą odmianą idiotyzmu zostali dotknięci.
Tu macie link do tej nagrody. Prześledźcie uważnie nazwiska osób zasiadających w jury. Na dziś to wszystko, miłego dzionka.
Gabriel Maciejewski
https://pl.wikipedia.org/.../Mi%C4%99dzynarodowa_Nagroda...



Komentarze
Pokaż komentarze (35)