Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
294 notki
1471k odsłon
  9807   0

Agnieszka Osiecka - Muza, Afrodyta, Inspiracja

              image

Agnieszka uwodziła nie tylko urodą, ale przede wszystkim – intelektem, asocjacją myśli i pomysłów i… ogromnym darem gawędziarstwa. Cała Jej postać w zestawieniu z mężczyzną stawała się czymś nazbyt świetlistym, mądrym i wspaniałym, by zatrzymać się na dłużej w jednym tylko „porcie”. W przeciwieństwie do typowej uwodzicielki, Agnieszka także zakochiwała się w wielu mężczyznach. Bardzo często łamała serca, ale i ona miała je niejednokrotnie złamane. Ale to było niejako „wpisane” w konwencję Jej życia i niezwykłej OSOBOWOŚCI.

Z wyglądu Afrodyta, wewnątrz była Ateną i Artemidą, a nawet wieloma innymi boginiami. Jedyną, którą niezmiernie trudno byłoby odnaleźć w osobie Agnieszki jest Hestia – bogini domowego ogniska. O Agnieszce trudno mówić, że była domatorką. Przeczytałem ostatnio, że Agnieszka bardzo często wyjeżdżała, a bardzo rzadko wracała. Tym właśnie różniły się jej podróże od wszelkich innych – stereotypowych.

Agnieszka szukała swego miejsca na ziemi: w STS-ie, łódzkiej Filmówce, Gdańsku, Krakowie, kabarecie „Bim-bom”, „Piwnicy pod Baranami”, w ramionach Witka Dąbrowskiego i Daniela Passenta – ojca swej jedynej córki: Agaty, a w końcu w Sopocie – przy Teatrze „Atelier”, u boku Andre Ochodla. „Atelier” pozwolił jej na powrót do przeszłości (do lat STS-u) w jej ostatnich miesiącach życia. Był to powrót, o którym marzy każdy – z możliwością poprawienia swoich błędów. Agnieszka z mocą mówiła, że nigdy nie wzniosła się na takie wyżyny, jak właśnie w czasie współpracy z „Atelier”.

*   *    *

Życiowa droga Agnieszki była niezmiernie długa, kręta i trudna, ale czy ona nie chciała właśnie tego? Prosiła Boga w „Wielkiej wodzie”, by poprowadził ją ścieżką, „gdzie śmieją się śmiechy w ciemności i gdzie muzyka gra”. Muzyka grała przez całe jej życie, bo to ona była muzyką. W swoim życiu dotknęła i śmiechu, i ciemności, i płaczu. Tak też dotykała różnych gatunków literackich: epiki, liryki i dramatu. Angażowała się nawet w reżyserię i spektakle telewizyjne („Listy śpiewające”, „Niech no tylko zakwitną jabłonie”).

Spotykała ludzi bardziej i mniej życzliwych. Z wieloma weszła w bliższe, przyjacielskie relacje. Choć w przypadku Agnieszki – podróżniczki pomiędzy różnymi portami, trudno mówić o przyjaźniach – szczególnie tych głębszych i dłuższych. Tylko Ci najwierniejsi potrafili wytrzymać próbę czasu, odległości i milczenia.

Mówiąc o znajomych Agnieszki, warto wspomnieć o Ani Szałapak, Zygmuncie Koniecznym, Andre Ochodlo, Zuzi Łapickiej-Olbrychskiej, Krystynie Jandzie, Magdzie Umer, Maryli Rodowicz, Katarzynie Gaertner... Mam świadomość, jak wiele mówią te nazwiska, lecz tekst ten stałby się niezmiernie długi, gdybym starał się opisać relacje z poszczególnymi osobami (tym bardziej, że wielu równie ważnych nie wymieniłem – wszak to Agnieszka wiedziała najlepiej kto i dlaczego był dla niej ważny). 

image

Wobec tego, wszystkich zainteresowanych odsyłam do książek autorstwa Agnieszki („Szpetni czterdziestoletni”, „Galeria Potworów”, „Na wolności”, „Rozmowy w tańcu”), a także o niej (doskonała książka-wspomnienie Bartosza Michalaka pt. „Na zakręcie” oraz Zofii Turowskiej „Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką”). Książki te nie poruszają wszystkich ścieżek Agnieszki, lecz przynajmniej dają, ukazują zalążki wielu z nich. Aby poznać je lepiej należy wyruszyć w podróż samodzielnie. Zalecane jest uprzednie uzbrojenie się w tomiki poetyckie Agnieszki („Sztuczny miód”, „Wada serca”, „Sentymenty”, „Za chwilę”) oraz jej powieści, opowiadania i dramaty. Wszędzie tam jest Agnieszka, bo jak mawiała: „u [niej] strasznie blisko od serca do papieru”. I właśnie to jej serce, otwarte na świat, przyciągnęło do siebie i swoich dzieł niezliczoną rzeszę fanów.

Pamiętam okres, kiedy bardzo często widziało się (w różnych miejscach) napisy: „Elvis żyje”, choć było to już długo po jego śmierci. Elvis Presley – król rock’n’rolla żyje w muzyce – piosenkach, które obecnie doczekały się wielu coverów. Słuchając nowej aranżacji, fani rozpoznają utwór Elvisa. Jednak równie wielu, nieznających „króla”, uzna utwór za pierwsze i jedyne wykonanie, zapominając o Elvisie. Zupełnie inaczej jest z tekstami Agnieszki, które zawsze, niezależnie od wykonania pozostaną Jej autorstwa. Dzięki temu Agnieszka, ukryta między wierszami swoich utworów, pozostaje wiecznie żywa.

To przedłużone, bo tak należy je nazwać, życie Agnieszki rozciąga się także na płaszczyznę życia codziennego. Niejedno powiedzonko czy wers z tekstów Osieckiej trafił do języka potocznego, zadomawiając się w nim wręcz idealnie: "Apetyt na czereśnie", "Czy te oczy mogą kłamać", "Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma", "Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale" i wiele, wiele innych.

Ziemskie życie Agnieszki trwało 61 lat. Odeszła w momencie najmniej odpowiednim (ale czy w ogóle istnieje odpowiedni czas…?) i choć nie od niej to zależało, pragnęła mieć jakiś wpływ na ten ostatni moment. „Tak nagle ustać w niedzielę wieczór. Nie czuć, nie poczuć, nie przeczuć. Wśród jasnych buków zasnąć jak skała. Sama chciała, sama chciała...”.

Lubię to! Skomentuj134 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura