46 obserwujących
507 notek
500k odsłon
5867 odsłon

Krzysztof Leski

Wykop Skomentuj50

Krzysiu

Kiedyś Krzysztof Leski. Do wczoraj Krzysiek.

W latach 80-tych, gdy był częścią opozycji, trybikiem, ale ważnym, ja byłem szczeniakiem. W 90-tych był panem z telewizji, nad którą przekładałem rodzinę. W 2000-cznych opisywał politykę i tworzył w rozwijającym sie internecie, a ja na zmianę walczyłem o przetrwanie i konsumowałem owoce wstąpienia do EU. Poznałem go dopiero w 2009. Tu, na Salon24.

Leski to była Osobowość Salon24 przez duże O. Jedna z wielu, jakie kiedyś tu były, ale jedna z najwybitniejszych. Dla niejednego salonowca – i nie tylko – antyPiSowiec. Ale to nie takie proste i nieoczywiste. Krzysiek był strażnikiem prawdy. Nieraz objechał i skrytykował PO, gdy sądził że im się należy. I na początku od tej strony go właśnie poznałem. Myślałem – kolejny miłośnik PiSu. Do PiSu miał jednak takie samo podejście jak i do PO. Kłamią, mylą się, mówią bzdury – więc im to wytykał. W Polsce plemiennej to zbrodnia. Dzisiaj byśmy powiedzieli – symetrysta. A on po prostu bronił prawdy i logiki. Nawet wbrew przyjaciołom, których przez to stracił. Niektórych. Był człowiekiem zasad.

Kiedyś mnie zaskoczył pisząc parę zdań o jakiejś (już nie pamiętam Nicku czy tez nazwiska) młodziutkiej zwolenniczce SLD oraz o Grzegorzu Wszołku, że to przyszłość polskiej polityki i najzdolniejsza młodzież. On? Solidarnościowiec o SLDziance ? I On? Krytyk PiSu ?

Z Wszołkiem wtedy obchodziliśmy się jak lis z jeżem. On mnie irytował swoim bezkrytycyzmem wobec PiSu i szukaniem dziury w całym wobec PO. A ja go drażniłem lustrzanym odbiciem jego poglądów. Ale to właśnie był cały Leski. Tak sądził, tak mówił. I miał rację.

Ostatnio stworzył grupę internetową swoich przyjaciół i ludzi, z którymi mu się dobrze gada. PiSowcy i antyPiSowcy – i nikt się nie kłócił. Kuźwa – jak u cioci na imieninach. Ale imieninach kiedyś, w czasach przed POPiSem. Nikogo tam nie interesowało czy ktoś kocha Kaczyńskiego, czy też imponuje mu Tusk, a może obu polityków ma w du… Byliśmy w grupie z Nim, dla Niego i dzięki Niemu.

Gdy miałem nocną pracę, wtedy wiedziałem, że Krzysiek jest na necie i dla odprężenia mogę zawsze z nim pogadać. Czeka w tle cos czytając, surfując, albo pisząc z kimś. Czasem gadaliśmy o dupie Maryni, a czasem o sensie istnienia świata.

Jestem sztywnym konserwatystą, więc długo mu „Panowałem”, co go wkurzało. Aż się obraził i zagroził, że nie będzie się odzywał, dopóki nie będę mówił do niego po imieniu. Został więc Krzysztofem, Krzyśkiem, Krzysiem.

Uwielbiałem podrzucać mu informacje o pociągach. Wtedy się zapalał i wiedziałem, że skrytykuje, sprostuje albo rozwinie informacje na Twiterze lub na swoim blogu. Ostatnio napisał zamówiony tekst o rozbudowie linii kolejowych w związku z planowaną budową CPK. Tekst zamówiony i nieodebrany. Jest teraz nieopublikowany gdzieś na jego komputerze i czeka na Święty Nigdy. I nigdy już nie ujrzy światła dziennego. A tekst byłby pewnie zaskoczeniem, bo Krzysztof widział sens w tej inwestycji, nawet mimo sporego niedocenienia kosztów. Jak to Krzysztof: konstruktywna krytyka.

Był kopalnią wiedzy o pociągach i kolejnictwie. W Polsce i na całym świecie. Wytłumaczyłby ci, dlaczego ta inwestycja jest tania, a tamta bez ekonomicznego sensu. Ile kosztuje km trasy kolei w Kuala Lumpur, a ile w Czechach. Czy zakup Pendolino miał sens, czy też przepłaciliśmy za nie. Chcesz to wiedzieć? Przejrzyj Jego teksty. Bo On już nie odpowie na twoje pytania. Na niczyje.

Zawsze robiła na mnie wrażenie czułość i miłość, które przebijały ze sposobu, w jaki pisał o swoich dzieciach. Mysza, jego córka, och! Jaki był z niej dumny. Z jej studiów, z jej pracy. Cieszył się z samodzielności syna. I jednocześnie niesamowicie za nimi tęsknił. Najchętniej trzymałby je przy sobie.

Miał nierozliczone rachunki z Jankesem. Poczucie winy wobec niego, ale i żal do niego. Chciał to wszystko przelać w tekst i wypluć z siebie. Przekonałem go, że nie warto, żeby się zastanowił. I się zastanowił. Że nie warto. Że lepiej zostawić niedopowiedziane, niż powiedzieć za dużo. Słyszysz Igor ? Byłeś dla Niego ważny. Tym bardziej coś (to) Go bolało. Ale ból zabrał ze sobą. Kiedyś, gdy też przejdziesz na drugą stronę, wyjaśnicie to sobie. Już na spokojnie. Bez świadków. I znowu będziecie kumplami.

I nie. Krzysztof się nie pogubił, jak niektórzy o nim piszą. Miał po prostu duże problemy zdrowotne. I związane z tym konsekwencje. Szybko się męczył, nie miał sił na opiekę nad Mateczką, jak o niej zawsze czule mówił. Nie mógł już chodzić na nocne rajdy 13 grudnia po Kampinosie. Czasem miał nawet problem dojść do najbliższego sklepu i wtedy zamawiał dostawę do domu. Przez słabość ciała bywał nerwusem. Bo już go nie słuchało tak jak kiedyś. Bo nie mógł już tak jak kiedyś być silnym, być opoką dla innych, a stawał się zależny. 

Jaki dumny byłem, gdy pierwszy raz nazwał mnie swoim przyjacielem. Może to było po którejś długiej nocnej rozmowie, w której tym razem nie on mi, tylko ja jemu tłumaczyłem jak żyć. Wiem, to było na wyrost. Nie zasługiwałem na to miano. Po prostu stałem mu się wtedy bliski. A on mi. Może i tak samo nazywał tego, któremu dał schronienie, a który podziękował mu za to nożem. Starał się pomagać ludziom i był ufny w stosunku do nich. Za ufny.

Był chodzącą encyklopedią wiedzy o podziemiu w latach 80-tych. Gdzie było silne, a gdzie ledwie zipało. Gdzie SBcy mocno zinfiltrowali struktury opozycji, a gdzie podziemie było mocne. Kto wtedy odwalał czarną robotę, a kto dzisiaj przypisuje sobie nieistniejące zasługi. Miał wiedzę nieteczkową. Nieskażoną eSBckim punktem widzenia. Przez to niepełną, ale za to czystą. Przez jego ręce i głowę przeszły dziesiątki tysięcy notatek opozycji spływających z całego kraju. I zostały w niej. Niespisane. Na nigdy. Na zawsze.

Widział rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary. Wszystkie te chwile zniknęły w czasie jak łzy na deszczu. Pora umierać.


Wykop Skomentuj50
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości