49 obserwujących
385 notek
392k odsłony
524 odsłony

Reaktywacja Państwa Podziemnego

Wykop Skomentuj9

50. numer kwartalnika „Obywatel” to lektura nie tylko dla pracowników wydziałów socjologii i politologii. Ponieważ rekomendowałem ją m. in. europarlamentarzystom, posłom na Sejm, samorządowcom, kuratorom oświaty i administracji lokalnej, wam też polecam.  Z jednym wszakże wyjątkiem. Po najnowszego „Obywatela” nie powinni sięgać ludzie mediów.

Dla wszystkich pozostałych, a szczególnie tych, którzy czują się częścią społeczeństwa obywatelskiego, będzie to lektura zajmująca i – wierzę - inspirująca. A najnowsze wydanie Magazynu polecam nie tylko z uwagi na fakt, że „Obywatel” od dawna należy do grona instytucjonalnych uczestników akcji „Przypomnijmy o Rotmistrzu” („Let’s Reminisce About Witold Pilecki”). I nie tylko dlatego, że na łamach wakacyjnego numeru znajdziecie wywiad z niżej podpisanym.

 

Nowy numer pod intrygującym (ostrzegawczym?) tytułem, to nie tylko sprawozdanie z tego, co przy udziale wielu z nas dzieje się wokół, a co w powszechnej świadomości nie istnieje (nie pokazują tego w zajętej „ważnymi sprawami” telewizji). To nie tylko próba ujawnienia, oszacowania i opisania potencjału i skali wielokierunkowej aktywności obywatelskiej, wskazania jej przewag i słabości, zarysowania możliwych scenariuszy rozwoju polskiego Państwa Podziemnego A.D.2010. To nie tylko propozycja wsłuchania się w głos klasyków (Skwarczyński, Brzozowski, Krzywicki, Koniński), przypomnienie współczesnych herosów w rodzaju amazońskiej zakonnicy, s.Dorothy Stang i pytanie na ile stać nas na konsekwencje kultu złotego cielca, jakim jest niczym nieograniczony rozwój technologii, które z założenia miały człowiekowi służyć.

Czy w kraju, w którym urzędnicy stołecznego magistratu, zamiast Magazynu „Obywatel” prenumerują „Elle”, „Twój Styl” i „Panią”, uda się uzdrowić relacje ludzi z władzą? Odpowiedź zależy nie tylko od redakcji łódzkiego kwartalnika. Zależy i od tego, na ile my sami zdołamy przezwyciężyć marazm, wyciągnąć wnioski z teoretycznych uogólnień i zdobyć się na czyn. Na ile z marionetek pociąganych za sznurki przez specjalistów od zarządzania informacją i emocjami, zechcemy przedzierzgnąć się w samodzielnych aktorów. Nie tylko doraźnie i nie tylko w skali makro. Być może właśnie teraz, w przededniu 66. rocznicy godziny „W”, warto głębiej zastanowić się, jakie zobowiązania wynikają dla nas z faktu, że żyjemy w państwie fasadowym, w nowoczesnej wersji Generalnego Gubernatorstwa, którego ustrój to nie tyle demokracja, co postkomunistyczny feudalizm. Zawartość kwartalnika do tego namysłu prowokuje.

Sięgnięcie po „Obywatela” zdecydowanie natomiast odradzam dziennikarzom, redaktorom i zawodowym komentatorom. Lektura ta może bowiem oddziałać fatalnie na percepcję i kondycję psychofizyczną przedstawicieli czwartej władzy. Pół biedy, jeśli dziennikarz/redaktor/komentator na chwilę zapomni, co naprawdę istotne i od czego zależy powszedni sens egzystencji zwykłych Polaków (Co powiedział Palikot, co Macierewicz? Kto ładniej wygląda: Tusk, czy Kaczyński? Kto podły i głupi: PiS, czy PO? itd.itp.). Można się poważnie obawiać, że kontakt z nowym „Obywatelem” niejednemu żurnaliście zrujnuje system nerwowy lub, co gorsza, do góry nogami wywróci pogląd na świat. A do tego dopuścić nie wolno. Jakość debaty publicznej, poziom i perspektywy autorów-autorytetów są przecież naszym wspólnym dobrem. Są ostoją mocy i trwałości Rzeczypospolitej! Dlatego lojalnie ostrzegam. Żeby potem nie było, jak ktoś dozna udaru..

 

Na ilustracji: „Obywatel” na plaży . Jak się zbudzi, to was zje.. (fot. Michał Tyrpa)

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale