ekonomista  grosik ekonomista grosik
48
BLOG

Poczuj strach - wspomnienia z młodości, odc; X, cdn ...

ekonomista  grosik ekonomista grosik Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Nie fantazjuje na tematy poważnych zdarzeń, bo to nie leży, w moim charakterze, lubię jasne sytuacja mimo, że wszystkie one takie nie są. Masz rację Andrzeju, dodał Roman, nie wszystko da się wyjaśnić wszystkim tak, by wszystko było dla nich jasnym i wyraźnym, jak słońce na bezchmurnym niebie. Proszę księdza zwróciłem się do proboszcza; mógłby ksiądz zobaczyć w księgach parafialnych, komu się urodziła dziewczynka, w roku 1936/38, tu w parafii i była ochrzczona imieniem Adriana?, w niedziele po mszy bym wpadł do księdza na kawę z Kasią i byśmy porozmawiali o Adrii i jej rodzinie, a co drogi panie, między czasie chcecie z Kasią zgłosić wasz ślub?, roześmiał się ksiądz. Oj! Jeszcze nie tym razem; zbyt krótko się znamy, odparłem. Chłopcze; ludzie całe życie są ze sobą, i się nie znają, a ty chcesz kobietę poznać na wskroś, w rok?, czy nawet w cztery lata? Wybij to sobie z głowy młodzieńcze, jak ją kochasz i ona ciebie, to nie odwlekaj, bo żyjemy chwilą i tylko chwilę, i szkoda tych chwil marnować na dociekanie, jakiejś tam prawdy, o ile w ogóle można ją dociec, wszak kobieta jest jedną dużą niewiadoma nawet dla siebie. Uwierz mi na słowo, staremu doświadczonemu księdzu; dobrze, pomyślę i o tym. Widzicie, zwrócił się ksiądz do wszystkich, a ten swoje, i takiemu nie przetłumaczysz - rozśmieszył tym całe towarzystwo. Później rozmowa zeszła na problemy dnia codziennego, na politykę, i sprawy gospodarcze, etc. Czas szybko mijał i goście też już zaczęli się zbierać do swoich domostw - podziękowałem wszystkim za wszystko, i ich odprowadziłem do samochodów, po czym wszyscy odjechali, a ja zostałem sam jak sierotka. Dni mi szybko płynęły; zrąb, obchód rewiru, spotkania z kolegami z innych rewirów - zakrapiane lekko wódeczką. W niedziele, pojechałem do Górskich i z Kasią ruszyliśmy do kościoła na poranną mszę, a później do księdza Korbeckiego na kawę i po wiadomości, o tej dziewczynce, i jej rodzinie. Roman i Teresa postanowili jechać, jak tylko my wrócimy, na główną mszę, która była o godzinie dwunastej. Ksiądz Korbecki nas przyjął z radością, poczęstował nas szarlotką i kawą; a teraz moi mili do rzeczy, powiada; wyciągnął księgę z roku 1936/39 , i nam odczytał, w dniu: 14 lipca 1937 roku chrzest przyjęła dziewczynka, na imię jej dano Adriana z domu Krogulec, zamieszkała we wsi Borki, a więc mamy całą rodzinę, może ktoś we wsi więcej będzie o tej rodzinie wiedział? Kasia dodała; Kruszwicki, on tu mieszkał jeszcze przed wojną, i całą wojnę, on na pewno coś więcej może nam powiedzieć, dobrze; jedziemy do domu, i później przejdziemy się do pana Kruszwickiego. Wróciliśmy do domu Górskich, Teresa i Roman na nas już czekali z niecierpliwością, bo czas na mszę zbliżał się nieubłaganie, a nas nie było widać, gdy nas ujrzeli zaraz wyszli na podwórze, wzięli samochód i pojechali do kościoła. Przed odjazdem Teresa rzuciła tylko Kasi, nasól kurczaki leżą w kuchni na stole, jak wrócimy zrobimy obiad. Andrzej, ty na obiedzie zostań tu u nas, i tylko mi nie próbuj się wymigiwać, bo już znam te twoje wybiegi i gadki szmatki - uśmiechnąłem się do niej; nie ma sprawy, tym razem nie ucieknę, chętnie zostanę na obiedzie. Kasia nasoliła kurczaki i ruszyliśmy do pana Kruszwickiego, akurat on zdążył po obrządzać - widząc nas, wyszedł nam na spotkanie; był to starszy człowiek około 75 lat, ale dziarski w ruchach. Co cię Kasiu do mnie sprowadza?, a ten pan to kto?, bo go chyba tu jeszcze nie widziałem, ten?, wskazała na mnie paluszkiem Kasia, tak ten, to nasz nowy leśniczy, a gdzie śpi?, w leśniczówce. Dziadek na mnie oczy wywalił z niedowierzeniem, i zapytał; nie boisz się tam pan spać? Na początku bałem się, ale teraz przywykłem już do duszka; nie rozumiem rzucił pan Kruszwicki, do jakiego duszka?, do duszka małej dziewczynki o imieniu Adriana, co po moim domu w nocy chadza, to pan imię też jej już znasz?, tak - przedstawiła mi się. Kruszwicki z niedowierzeniem patrzył na mnie, nie wierzę, skoro pan mi nie wierzy odrzekłem, to skąd znam jej imię? Teraz nawet znam nazwisko od księdza, a do pana przyszliśmy, by się więcej o tej rodzinie dowiedzieć. Pan Kruszwicki zaprosił nas do domu, i zaczął opowiadać; było to chyba w dniu wyzwolenia, jak do tej tragedii doszło. Krogulce mieli dwoje dzieci; syna Juliana - starszego, i córkę Adrianę, wpierw oni mieszkali tu we wsi, później objął ten bezpański domek w lesie, gdzie teraz leśniczówka jest. Krogulec myślał, że tam bezpieczniej wojnę przeczeka; daleko od ludzi, w głuszy, gdzie nikt nie zagląda, ale chyba LOS był innego zdania, bo tylko on tam na tym ucierpiał z całą rodziną, tu do wsi, nikt z bandy nie przyszedł, na szczęście nasze. Bandy maruderów po lasach się szwendały i napadała na samotne rodziny, szukając jedzenia i odzieży, jakimś złym trafem trafili na dom Krogulców. Wymordowali całą rodzinę, a córkę strasznie okaleczyli, opowiadał jeden z tych bandytów, w którejś dalszej wsi, po pijaku; przechwalając się, jak to mu smakowało młode ciało, ale nie powiedział co z nią później zrobili! Gdy ze wsi wstąpiliśmy do Krogulców, to ciała rodziców i chłopca były w mocnym rozkładzie za domem w ogrodzie - dziewczynki, nie zaleźliśmy, więc myśleliśmy, że ją zabrali ze sobą. A tu okazuje się, że pan ją dopiero teraz odnalazł w piwnicy, nawet nie wiedzieliśmy że tam piwnica jest. A co się stało z tą bandą?, nie wiem, słuch po nich zaginął. Później, o jakimś bandycie było słychać – przechwalał się mordem tej rodziny po pijanemu, nikt go tu jednak dobrze nie znał; może był z tych stron pytam Kruszwickiego, może poprzednio mieszkał w tej chacie, w lesie? Tego bandytę, tu z czymś musiało coś łączyć, skoro po dalszych wsiach pił i się przechwalał po pijaku? Nie wiem; odpowiada mi Kruszwicki, może i masz pan rację, należało by to sprawdzić, ale my wówczas tak nie myśleliśmy, jednak, to co pan tu mi mówi jest prawdopodobnym. Gdybym go wówczas widział, to może bym go rozpoznał, bo dawnego gospodarza tego domu w lesie trochę znałem. Kawał zbira z niego było i pijaka, za pieniądze by wszystko zrobił, ponoć zaginął w czasie wojny, kolaborował z Niemcami, ale ile w tym prawdy jest, po prostu nie wiem - musicie sami do tego dojść, o ile to jeszcze jest możliwe. Przecież tyle już lat po wojnie - mnie wówczas coś w sercu zakłuło. Wiecie co?, mam pomysł; rzekłem do Kasi i pana Kruszwickiego, ściągnę tu kapitana Bielika, i pójdzie nam dochodzenie, jak po maśle; oczywiście, mam taką nadzieję - dodałem! Kruszwicki zdumiony, pyta mnie; a kto to, ten kapitan Bielik?, orzeł wydziału kryminalnego z województwa, a.., rozumiem! Podziękowaliśmy panu Kruszwickiemu za gościnę i wiedzę na temat rodziny Krogulców, i wróciliśmy do domu Kasi, przygotować makaron i ziemniaki do obiadu. Wiesz co Andrzeju, zwróciła się do mnie Kasia; nadajesz się na milicjanta do spraw kryminalnych, tyle poznałeś szczegółów tego mordu, i o tej rodzinie Krogulców, w tak krótkim czasie, że możesz śmiało złożyć doniesienie do prokuratury, i kryminał napisać. Kasiu, tu nie chodzi o książkę dziecino, tylko o sprawiedliwość, którą szanuję – rozumiem odrzekła Kasia, tylko żartowałam. Doniesienie, to niech kapitan Bielik składa, bo to jego działką jest; jutro skoro świt, dam kapitanowi znać co ustaliliśmy, a resztą niech on sam się zajmie, ja nie mam na to czasu. Rano po porannych; biegach, toalecie, i śniadaniu, pojechałem do wsi, do sołtysa, skąd przedzwoniłem do kapitana Bielika, odebrał oficer dyżurny, i mnie połączył z kapitanem; słucham telefon odebrał Bielik, kto mówi, to ja Andrzej Fridon leśniczy z Borek, mam dla pana kapitanie wiadomość, i to raczej dobrą wiadomość; odnośnie tego dziecka z leśniczówki? Otóż ustaliłem to, że dziewczynka rzeczywiście miała na imię Adriana, a nazwisko Krogulec; urodziła się 14 Lipca 1937 roku w Borkach, tak wynika z Księgi Parafialnej. W czasie wojny przenieśli się ze wsi Borki do opuszczonego domu w lesie, dla bezpieczeństwa rodziny, i tam ich dopadło to wredne fatum. Teraz pan musi tu wkroczyć, bo czuję, że jeden z tych bandziorów jeszcze żyje, tu gdzieś w okolicy i próbuje śmierci doczekać bezkarnie! Jak to, pyta mnie kapitan; ano, z opowiadania najstarszego rolnika tej wsi; pana Kruszwickiego wynika, iż do bandy mógł należeć były gospodarz tego domu - człowiek, lekkoduch i ponoć nawet z Niemcami kolaborował. Pod koniec wojny, chyba wrócił z watahą kumpli, i zastał tam niespodziewanie Krogulców, więc dokonał z koleżkami rzezi. Kapitan chyba był tym zaskoczony, bo chwilę nic nie odpowiadał, po chwili pyta mnie; mogę u pana w leśniczówce z kilka dni pomieszkać, wówczas będę miał więcej czasu na poszukiwanie, tego gościa bez sumienia - nie ma sprawy, może pan nawet od jutra tu być, ja nie mam nic przeciwko temu! To, do jutra; będę tak około obiadu - dodał, nie ma sprawy, czekam odrzekłem. Od sołtysa pojechałem do Górskich, by Teresę poprosić, aby Kasia przez pobyt kapitana pomogła mi obiady przyrządzać, ponieważ sam pracując, nie zdążę posiłków zrobić na czas. Kasia od razu się zgodziła, więc pojechaliśmy po zakupy na co najmniej pięć dni. Sklepowa Anna Goszcz, aż się uradowała z takiego utargu, w ciągu godziny miała go tyle, co przez tydzień; poprosiłem ją dodatkowo, by sprowadziła kilka butelek koniaku „Napoleon” na moje potrzeby - na jutro pan go będziesz miał, wiec podziękowałem jej za to ślicznie! Zakupy z Kasią załadowaliśmy do samochodu, i pojechaliśmy do mnie, u mnie to w komórce wszystko umieściliśmy. Mięso i wędliny, Kasia miała co rano dowozić ze swojej lodówki, bo ja jej nie miałem, zresztą; czym bym ją uruchomił – naftą?

Kapitan, tak jak rozmawialiśmy poprzedniego dnia, zjawił się u mnie w porze obiadowej; właśnie Kasia kończyła gotować ziemniaki, sos już stał przygotowany, kapitan się z nami przywitał w dość wesołym nastroju, i kazał sobie po imieniu mówić. Kasia, poprosiła go do stołu, pomogłem jej zastawy wyłożyć i siedliśmy w milczeniu do spożywania posiłku ...

 

skromny - kochający wiedzę, i ludzi tolerancyjnych ...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości