Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański podczas konferencji prasowej dot. nieprawomocnego wyroku w sprawie z powództwa spółki Pfizer Export przeciwko Polsce /PAP
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański podczas konferencji prasowej dot. nieprawomocnego wyroku w sprawie z powództwa spółki Pfizer Export przeciwko Polsce /PAP

Minister zdrowia: kara za szczepionki to rok onkologii

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 121
Sąd w Brukseli nakazał Polsce zapłacić Pfizerowi ponad 5,6 miliarda złotych plus odsetki za 60 milionów dawek szczepionek na COVID-19, których nie odebrała. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda alarmuje w Salon24: to równowartość rocznego budżetu na leki onkologiczne. Wyrok nie jest prawomocny.

"Trudno mi się pogodzić z takim wyrokiem, bo 6 miliardów złotych to tyle, ile rocznie wydajemy na leki onkologiczne i aż miliard więcej niż wynosi koszt utrzymania całego ratownictwa medycznego. Walczymy dosłownie o każdą złotówkę, by zapewnić świadczenia pacjentom" mówi Salon24 minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Bruksela sądzi, von der Leyen milczy

Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli wydał wyrok w sprawie Pfizer BioNTech przeciwko Polsce i Rumunii. Uzasadnienie liczy ponad 60 stron i w praktycznie każdym punkcie przyznaje rację amerykańskiemu koncernowi. Pfizer Export ma otrzymać od Polski 5 644 290 747 złotych, a do tego odsetki. W sporze z Pfizerem pozostają też Węgry. Reszta krajów UE odebrała zamówione szczepionki i je zniszczyła. Polska jest w najtrudniejszej sytuacji, bo nie zapłaciła, nie odebrała i nie zutylizowała preparatów.


Proces toczy się w Brukseli, bo umowa między Komisją Europejską a Pfizerem została sporządzona według prawa belgijskiego w 2021 roku. Kontrakt negocjowała osobiście szefowa KE Ursula von der Leyen, a jej prywatne SMS-y wymieniane z dyrektorem Pfizera Albertem Bourlą do dziś nie zostały upublicznione. Von der Leyen tłumaczyła, że skasowała wiadomości z telefonu z powodu braku miejsca. Unijny sąd orzekł w maju 2025 roku, że nie miała prawa odmówić ich ujawnienia, lecz decyzja ta nie jest dla niej wiążąca.

109 milionów dawek i 30 milionów w magazynie

W 2021 roku, gdy trwała pandemia COVID-19, Polska zamówiła kolejną partię szczepionek. Kiedy okazało się, że pandemia wygasa, Warszawa zdecydowała o zerwaniu umowy, powołując się na "siłę wyższą" i nadzwyczajną zmianę okoliczności, w tym wybuch wojny na Ukrainie i konieczność przestawienia wydatków budżetowych na obronność. Pfizer nie przyjął tych argumentów i skierował sprawę do sądu. Z innymi koncernami, Moderną i Novavaxem, Polska zdołała zawrzeć ugodę. Z Moderną udało się zredukować zamówienie o 4 miliony dawek. Z Pfizerem rozmowy nie przyniosły skutku.

Wcześniej o nieprawidłowościach przy zakupach szczepionek alarmował NIK. Raport izby wskazał na drastyczne przeszacowanie liczby dawek potrzebnych Polsce. Gdy w 2021 roku podpisywana była umowa, Polska miała już zakontraktowane 109 milionów dawek, a w magazynach leżało 30 milionów niewykorzystanych. Potwierdza to w rozmowie z Salon24 dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.


"Byłam wtedy członkiem Rady Narodowego Funduszu Zdrowia i doskonale pamiętam posiedzenie dotyczące zakupu szczepionek. Zadawaliśmy pytanie, na jakiej podstawie oszacowano zapotrzebowanie na kolejne dawki, zwłaszcza że już wtedy widać było antyszczepionkowe nastawienie społeczeństwa. Nie uzyskaliśmy żadnych konkretnych odpowiedzi. Zapewniano nas tylko, że transakcja będzie miała formę opcji zakupu, z której będzie można się wycofać. Okazało się jednak, że to twarda umowa handlowa. Do tej pory zastanawiam się, czy Adam Niedzielski, ówczesny minister zdrowia, został wtedy źle poinformowany" mówi dr Gałązka-Sobotka.

Ekspertka przywołuje historyczną analogię. "Pamiętamy sytuację z 2009 roku, kiedy Ewa Kopacz, ówczesna minister zdrowia, podjęła decyzję o niekupowaniu szczepionek przeciwko grypie A/H1N1. Szczepionki kupiły praktycznie wszystkie kraje wysokorozwinięte, ale Kopacz uznała, że Polska poczeka na potwierdzenie ich skuteczności. I okazało się, że miała rację, bo świńska grypa okazała się mniej groźna niż się spodziewano" dodaje.

Ugoda czy apelacja. Ile realnie zapłacimy

Wyrok nie jest ostateczny, a prawnicy wskazują, że Polska ma realne szanse na obniżenie kwoty, choć nie na uniknięcie płatności w całości. Argument, że nie wszystkie zamówione szczepionki zostały wyprodukowane, a Pfizer nie poniósł pełnych kosztów, może być podstawą do negocjacji ugody. Eksperci szacują, że jej efektem mogłoby być obniżenie żądanej kwoty do 3-4 miliardów złotych. Polska planuje złożyć apelację i rozważyć skargę kasacyjną.


Niezależnie od dalszego biegu sprawy prokuratura prowadzi już śledztwo dotyczące zakupu szczepionek przez Ministerstwo Zdrowia w 2021 roku. Zawiadomienie złożyła Krajowa Administracja Skarbowa po przeprowadzeniu audytu. Zdaniem Ministerstwa Finansów działania mogą stanowić przestępstwo niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Śledczy analizują decyzję o przystąpieniu do umowy z 20 maja 2021 roku oraz sposób oszacowania zapotrzebowania na szczepionki.

Gdyby te miliardy zainwestować w leki

Z perspektywy branży wypowiada się Krzysztof Kopeć, prezes PZPPF reprezentującego krajowych producentów leków. "Sprawa dotyczy szczepionek, ale jej kontekst jest znacznie szerszy. Pokazuje, jak ważne jest, by Polska produkowała własne substancje czynne. Pandemia pokazała, jak łatwo zerwać łańcuchy dostaw. Gdyby te 6 miliardów złotych zainwestować w rozwój badań, efekty przyszłyby bardzo szybko" mówi Kopeć.

Wtóruje mu Arkadiusz Grądkowski, prezes Izby POLMED i członek zarządu MedTech Europe. "Kluczowe znaczenie ma nie tylko rozwój krajowej produkcji, ale również aktywne przyciąganie inwestycji i nowoczesnych technologii. Dywersyfikacja łańcuchów dostaw oraz obecność globalnych producentów w kraju realnie wzmacniają bezpieczeństwo zdrowotne" mówi Grądkowski.

"Jeśli rzeczywiście będziemy musieli wykonać wyrok sądu, to ucierpi przede wszystkim pacjent, osoba chora i potrzebująca pomocy. I to najbardziej boli w tej sprawie" podsumowuje dr Jakub Kosikowski, zastępca rzecznika prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej.

Tomasz Wypych

Fot: Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański podczas konferencji prasowej dot. nieprawomocnego wyroku w sprawie z powództwa spółki Pfizer Export przeciwko Polsce /PAP








Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj121 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (121)

Inne tematy w dziale Rozmaitości