Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda /PAP
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda /PAP

NFZ tnie stawki za badania. Co to znaczy dla pacjentów?

Redakcja Redakcja Zdrowie Obserwuj temat Obserwuj notkę 16
Pięć lat temu Narodowy Fundusz Zdrowia miał 100 miliardów złotych. Dziś ma 221 miliardów. I wciąż brakuje 18 miliardów. Od 1 kwietnia przychodnie i szpitale dostają za część badań o połowę mniej pieniędzy niż wcześniej. Efekt może być jeden: mniej badań, dłuższe kolejki. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda mówi, że nie ma wyjścia.

Jak to działa. Trzy zdania dla każdego

NFZ co roku podpisuje ze szpitalami i przychodniami umowę: zapłacimy wam za tyle i tyle badań. Jeśli zrobicie ich więcej, bo pacjentów jest więcej, NFZ do tej pory płacił normalnie, pełną stawkę. Od 1 kwietnia płaci tylko połowę. Albo i mniej.

Dlaczego brakuje pieniędzy

W 2021 roku budżet NFZ przekroczył po raz pierwszy 100 miliardów złotych. Wszyscy się cieszyli. Dziś jest 221 miliardów, czyli ponad dwa razy więcej, a dziura w kasie wynosi 18 miliardów złotych. Skąd się bierze? Więcej Polaków chodzi do lekarza. Badania są droższe. Wynagrodzenia w ochronie zdrowia rosną. Do tego od 1 lipca wchodzą kolejne podwyżki dla personelu medycznego, które będą kosztować 3,5 miliarda złotych.


Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda mówi wprost: "W 2021 r. cieszyliśmy się, że budżet NFZ przekroczył 100 mld zł, w 2026 r. mówimy o 221 mld zł, a pieniędzy znów jest za mało. Dlatego musimy dokonywać korekt."

Co się zmienia od 1 kwietnia

Za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową wykonane ponad limit kontraktu NFZ zapłaci teraz 50 procent normalnej stawki. Za gastroskopię i kolonoskopię, czyli badania przewodu pokarmowego, 60 procent. Wcześniej było 100 procent.

Co to oznacza w praktyce? Przychodnia lub szpital, które wyczerpią swój limit na dany rok, stają przed wyborem: przyjąć kolejnego pacjenta i stracić na tym pieniądze, albo powiedzieć mu, żeby poczekał do przyszłego roku. Większość placówek wybierze to drugie.

Co z pacjentami onkologicznymi

Minister zapewnia, że chorzy na raka są bezpieczni. Osoby z kartą DiLO, czyli specjalnym dokumentem uprawniającym do szybkiej diagnostyki onkologicznej, nadal będą miały badania finansowane w 100 procentach. "Z całą stanowczością pragnę uspokoić wszystkich pacjentów onkologicznych: finansowanie jest utrzymane w stu procentach" powiedziała Sobierańska-Grenda.


Jest jednak haczyk. W kilku województwach karty DiLO dostaje tylko 40 procent pacjentów, którzy powinni ją otrzymać. I często dopiero w szpitalu, czyli gdy choroba jest już zaawansowana. Reszta chorych, którzy trafiają do przychodni bez tej karty, może odczuć zmiany tak samo jak wszyscy inni.

Co mówią lekarze i szpitale

Szpitale i organizacje pacjenckie są jednoznaczne: nowe zasady to powrót do limitów, które teoretycznie zostały zniesione. Placówki po prostu przestaną przyjmować pacjentów po wyczerpaniu kontraktu, bo to będzie dla nich nieopłacalne. Większość lekarzy specjalistów i diagnostów pracuje na kontraktach i zarabia procent od wykonanego badania. Przy połowie stawki połowa z nich odmówi pracy ponad limit.

Ministerstwo zapowiada kolejne zmiany w finansowaniu wszystkich specjalistycznych poradni. Rozmowy trwają. Minister Sobierańska-Grenda obiecuje, że nowy model będzie "najbardziej przyjazny dla pacjentów." Konkretna propozycja NFZ ma pojawić się "na dniach."

Tymczasem pacjenci już dziś powinni wiedzieć jedno: jeśli lekarz pierwszego kontaktu kieruje was na tomografię, rezonans lub badanie endoskopowe, zapytajcie wprost, czy przychodnia ma jeszcze miejsce w kontrakcie na ten rok. Odpowiedź może was zaskoczyć.

red.


Fot: Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda /PAP

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj16 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości