0 obserwujących
235 notek
200k odsłon
  138   0

Wolność słowa czy państwo prawników?

 

Ostatnie wydarzenia w Polsce, ciągłe procesy o „zniesławienie” o „naruszenie dóbr osobistych” skłaniają mnie do twierdzenia, iż wolność słowa w naszym kraju umiera.
Może to zbyt dramatyczne oświadczenie, może ona jeszcze nie umiera, ale niewątpliwie ma się coraz gorzej.
 
Politycy non stop sądzą się w trybach wyborczych, w 90% tak naprawdę o „duperele”, na które szkoda czasu sędziów i naszych podatków. Nie potrafią debatować, nie potrafią bronić swoich poglądów i działań, a straszenie sądem wydaje się politykom najprostszą drogą uciszenia tych, którzy ich krytykują.
 
Sądy wydając wyroki takie jak w sprawie spotu wyborczego PiS krytykującego PO w wyborach do europarlamentu pokazały, że można dostać wyrok za wyrażenie własnej, prywatnej, subiektywnej opinii na jakiś temat. Kompletną już klapą był wyrok sądu pierwszej instancji w powyższej sprawie i uzasadnienie sądu, iż nie można rządu PO winić i krytykować za stocznię. Tak naprawdę wyrok ten to zakaz wyrażania własnych, prywatnych, subiektywnych opinii. Moim zdaniem wyroki sądów w tego typu sprawach to rażące ograniczenie swobody wypowiedzi.
 
Inną paranoją są sprawy o znieważenie Prezydenta RP. W ogóle ustawa dające jakieś szczególne prawa do ochrony wizerunku jednej osobie w państwie moim zdaniem jest sprzeczna z równością obywateli wobec prawa. Co więcej – moim zdaniem osoba publiczna – a taką jest Prezydent RP – powinna mieć MNIEJSZĄ a nie większą ochronę prawną przed pomówieniami, naruszeniem dóbr osobistych w stosunku do przeciętnego obywatela. To samo powinno tyczyć się rządów, posłów i w ogóle osób publicznych pracujących za nasze podatki. Wzorem powinno być tu dla nas prawo w USA gdzie można swobodnie obrażać , krytykować i drwić z osób publicznych. Obywatele są i tak w słabszej pozycji wobec władzy – więc takie zapisy w naszym prawie zwiększyłyby demokrację i kontrolę opinii publicznej nad osobami na których utrzymanie wszyscy płacimy. A że paru polityków powiedziałoby, że narusza się ich prawo do prywatności, dobra osobiste? Cóż, taka cena bycia postacią publiczną, taka cena władzy i życia na koszt podatnika – jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz…
 
Kolejne, wątpliwe z punku widzenia poszanowania wolności słowa w Polsce, sprawy to naruszanie tzw. kultów. Roman Giertych dostał wyrok za naruszenie „kultu” Kuronia. A przecież Giertych wypowiedział tylko swoje prywatne zdanie na jego temat. Skoro nie skłamał, z co go karać? Aby być uczciwym muszę podać także przykład z drugiej strony – Jerzy Urban zapłacił karę za znieważenie Papieża. Nie wchodząc już w szczegóły i nie mówiąc, że na rozgłosie Urban zyskał prawdopodobnie więcej niż na tym 30 tys. zł kary (a wiec wyrok pewnie opłacił mu się), uważam że tamten wyrok także był niesprawiedliwy. To, że nasz Papież był osobą wybitną, że jest osobą powszechnie szanowaną nie oznacza, że na temat Papieża nikt nie może żartować (nawet w bardzo złym stylu) czy krytykować Papieża. Wolność słowa daje prawo do nawet najbardziej chamskich tekstów na temat Papieża, do żartowania sobie z osób umierających i do niegodnych wypowiedzi. Mamy prawo takie wypowiedzi publicznie piętnować i potępiać. Ale uważam, iż nie mamy prawa za nie karać w sądzie.
 
I najświeższa sprawa – sprawa Alicji Tysiąc i „Gościa Niedzielnego”. Jeśli ktoś uważa, że aborcja to morderstwo, zabójstwo, czy nawet zabójstwo porównywalne z nazistowskimi zbrodniami – wolność słowa daje mu prawo wyrażenia tej opinii. Można by się spierać jaki powinien być wyrok gdyby Gość Niedzielny np. opublikował listę prywatną kobiet, które dokonały aborcji naruszając tajemnicę lekarską i kwestie związane z ochroną danych osobowych. Mielibyśmy wtedy bezprawne naruszenie danych osobowych. Ale Pani Tysiąc po wyroku Trybunału i po licznych artykułach w prasie stała się osobą publiczną i każdy wiedział o jej niedoszłej aborcji. A więc “Gość Niedzielny” nie ujawnił żadnej tajemnicy – skomentował jedynie sprawę wg własnego światopoglądu. A że mają taki a nie inny światopogląd uznali, że Pani Alicja próbowała popełnić zabójstwo. Nie było to żadne pomówienie czy kłamstwo. Każdy czytelnik wiedział, że próbowała dokonać aborcji i że w interpretacji “Gościa Niedzielnego” aborcja=morderstwo.
 
Uważam, że Polska i cała Unia Europejska idą w złym kierunku – uznają, że o pewnych sprawach nie wolno dyskutować bo są to sprawy już ustalone.
Potrzeby społeczne i moralność to sprawy które się zmieniają – poglądy ludzi się zmieniają – dlatego też dyskusje i wymiany poglądów na KAŻDY TEMAT są potrzebne.
Inaczej idziemy w kierunku totalitaryzmu.
 
Dlatego ja osobiście jestem za jak najszerszą wolnością słowa:
- jestem przeciwny karaniu za kłamstwo Oświęcimskie
- jestem przeciwny karaniu za słowne znieważenie Prezydenta czy Papieża
- jestem przeciwny zabranianiu mówienia “pedał” czy nawet “głupi pedał”
- jestem przeciwny zabranianiu powiedzenia “Pani Alicja to niedoszła morderczyni bo chciała dokonać aborcji”.
 
I poglądy nie mają tu nic do rzeczy. Tak samo broniłbym osoby, która powiedziałaby o lekarzu „X”, który np. odmówił eutanazji, że to “okrutnik, barbarzyńca i degenerat”.
 
Bo każdy ma prawo wyrażać swoją opinię… a wszelkie ograniczenia wolności słowa źle wpłyną na rozwój demokracji w Europie…
 
Gdzie kończy się wolność słowa? Moim zdaniem na kłamstwie. Za kłamstwo (np. Jacek K. ukradł samochód, podczas gdy go nie ukradł) niszczące czyjś wizerunek – należy się sądowa kara i odszkodowanie. Można się spierać na temat publicznie rzucanych obelg (choć tu sprawa jest nieostra – co jest obelgą) – moim zdaniem wyroki powinny tu zapadać jedynie w przypadku długookresowego publicznego gnębienia kogoś i poniżania obelgami a nie z powodu pojedynczej obelgi.
 
I to koniec – za wyrażenie prawdy, nawet gdy prawda jest dla kogoś bolesna, za wypowiedzenie własnej subiektywnej interpretacji jakiegoś zdarzenia, nawet jeśli ta interpretacja jest dla kogoś bardzo bolesna karać nie można – bo jest to naruszenie wolności słowa.
 
Jak będzie wyglądała Polska jeśli prawodawstwo pójdzie dalej drogą karania za takie sprawy jak Alicji Tysiąc, Urbana, polityków sądzących się o „duperele”?
 
Jeśli pójdziemy tą drogą zaczną się w Polsce prawdziwe rządy prawników. Będziemy się sądzić wzajemnie o różne bzdury, a prawnicy będą zbijać na tym kasę. Licealistka porzucona przez swojego chłopaka będzie od niego żądać odszkodowania za szkody moralne, 150 kilogramowy mężczyzna usłyszawszy w kinie „nie stękaj i odsuń się ode mnie grubasie” poda osobę, która wypowiedziała te słowa do sądu o dyskryminację i naruszenie dóbr osobistych, korporacja, która oszukała klientów i doświadczyła negatywnych opinii na swój temat w internecie naśle na oszukanych klientów prawników i oskarży ich o naruszenie wizerunku itd.
 
Kto będzie rządził w nowym państwie prawników? Prawnicy, którzy będą „trzepać kasę” na procesach, ludzie bogaci, których stać na prawników i ewentualne odszkodowania i którzy będą mogli mówić co chcą, politycy mający na usługach opłacanych z naszych podatków prawników i korporacje zatrudniające całe armie prawników i pozywające wszystkich klientów, którzy odważą się je skrytykować.
 
Zwykły człowiek będzie musiał trzymać gębę na kłódkę i uważać co mówi, aby nikogo przypadkiem nie urazić, a zwłaszcza nie urazić prawnika, polityka, bogacza czy korporacji, której jest klientem…
 
 
 
Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale