Socjologia to potężna nauka. W odpowiednich racach jest bronią nie do przecenienia. Któż jednak ze współczesnych socjologów czy psychologów podejmie się opisania zjawiska kultury internetowej. Kto z profesorów osaczy i opisze sposoby działania społeczności internetowej? Nikt! A przynajmniej nikt tego nie zrobi poprawnie.
Tłum to ciekawy twór. Powiedzie w "tłumie nikt nie widzi" jest słuszne, gdy ktoś zauważy wtedy widzą wszyscy. Były setki badań na ten temat, w zbiorowisku ludzkim rozniecano ogień, wszyscy udawali że nie widzą zagrożenie, dopiero gdy podstawiona osoba dostrzegała problem zaczynała się dyskusja, panika, działanie. Znane są przypadki sterowanych buntów, pogromów, prowokacji (znana wszystkim prowokacja z krakowskiego przedmieścia w postaci krzyża z puszek).
Jednak konia z rzędem temu kto potrafi przewidzieć zachowania internautów. Niby tłum a niby nie. Dlaczego niektóre akcje szczytne i szlachetne przepadają a rozprzestrzeniają się najgłupsze pomysły? Dlaczego większość Polaków na co dzień skłóconych ze sobą o różnych poglądach potrafi poprzeć jedną ideę?
Ofiarą tej dziwnej cechy naszego Internetu padł ostatnio Jarosław Kuźniar, twarz porannych programów TVN24. Prowadzący po przeczytaniu listu od niezadowolonej pani postanowił rzucić wyzwanie obiecując odejście z pracy po otrzymaniu tysiąca podobnych listów na skrzynkę mailową. I wyszło szydło z worka! Facet lansujący się na koleszke, funfla z fejsika nie docenił internautów. Każdy w moim wieku wiedział by ze taka prowokacja musi, po prostu musi sie skończyć tak jak sie skończyła. Nie monitoruję tego ponieważ nie mam Facebooka ale wiem ze liczba 1000 juz dawno pękła. Nie wiem czego spodziewał sie pan Kuźniar po narodzie który w 2008 roku na pytanie "kto zostanie mistrzem europy?" zmobilizował sie spontanicznie i w niedługim czasie Polska była na czele z ponad 50% poparciem.
Cóż gdyby redaktor Kuźniar przeszedł nad tym do porządku dzienne i po prostu z uśmiechem na ustach pogratulował internautom było by ok. Jednak nie! Dziś czytamy ze to wszystko to "smutni prawicowcy" i "frustraci". A ja jakoś dziwnie jestem przekonany ze wśród tych listów proporcja lewicowców do prawicowców jest mniej więcej równa :) Ludzie pod pretekstem dobrej zwaby przetestowali charakter i honor pana redaktora i się nie zawiedli. Pan redaktor okazał się takim samym smutnym, smętnym frustratem oderwanym od rzeczywistości jak reszta celebrytów i autorytetów.
ps. Pozdrawiam wszystkich :) to moja pierwsza notka, mam nadzieję ze jakoś to sie dało czytać


Komentarze
Pokaż komentarze (1)