Czasem krótko, czasem na temat
Blog reaktywowany po 10 latach. To dużo czasu. Będzie inaczej i raczej o czym innym niż w roku 2011 :-)
1 obserwujący
8 notek
5005 odsłon
  328   0

Dylematy radnego... czyli kiedy powiem sobie dość…

 

Na wczorajszej sesji Rady Miasta Poznania podejmowaliśmy decyzję w sprawie wysokości bonifikat stosowanych przy wykupie nieruchomości w rejonie jednej z poznańskich ulic. Przez ostatnie kilka lat widziałem wiele ludzkich reakcji na podejmowane przez nas decyzje, wiele burzliwych debat, kontrowersji, emocji. Po raz pierwszy jednak w ponad czteroletniej działalności w Radzie widziałem na własne oczy kilka metrów od siebie autentyczne ludzkie łzy będące wynikiem skrajnych emocji oraz oczekiwań, które nie mogą zostać zaspokojone. Jakkolwiek subiektywne byłyby te emocje oraz postulaty tych ludzi, jakkolwiek głębokie byłoby moje przekonanie że w tym przypadku właściwą decyzją nie jest ta, której oni oczekują i o którą proszą, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tak naprawdę działalność publiczna, samorządowa, polityczna - czy jakkolwiek ją nazwiemy - opiera się na ciągłych dylematach i ciągłym mozolnym rozstrzyganiu zawiłych kwestii we własnym sumieniu. Co więcej sytuacje takie jak wczorajsza z całą mocą uświadamiają nam i przypominają o czymś, co jest najważniejsze i o czym zapominać nie wolno – za każdą naszą decyzją stoją prawdziwi ludzie. Za rozstrzygnięciami poprzez które, wedle naszego przekonania i wiedzy, realizujemy interes lokalnej wspólnoty jest życie i los a często również dramaty konkretnych ludzi. Ludzi z krwi i kości, których można zidentyfikować, określić z imienia i nazwiska, zobaczyć. Nie oznacza to, że zawsze decyzja oczekiwana przez konkretne osoby musi być przez nas popierana. Nawet nie może tak być, bo zawsze po drugiej stronie jest gdzieś interes innych osób czy tak zwany interes publiczny. I my jesteśmy właśnie po to aby rozstrzygnąć gdzie jest racja a nie jedynie ulegać emocjom. Niemniej jednak rodzące się w tym momencie dylematy rozstrzyga się trudno i mimo często jasnego poglądu i mocnego przekonania pozostaje jakiś promil wątpliwości, moment zawahania, poprawka na własną, ludzką omylność. Zawsze pojawia się myśl - czy na pewno zrobiłem dobrze? Kiedyś ktoś powiedział mi – przejdzie ci to. Nabierzesz rutyny, dystansu, będziesz podchodził do tego na chłodno. A ja chyba tak nie umiem… i chyba nie chcę. Mam nieodparte wrażenie, że odczuwanie dylematów i świadomość ciężaru podejmowanych decyzji powinno być podstawową kompetencją kogoś kto chce mieć zaszczyt podejmowania decyzji w imieniu wyborców, w imieniu osób które mu zaufały. Stanowi to w istocie barierę przed stoczeniem się w całkowity cynizm, przed degradacją udziału człowieka w polityce.  

Kiedy po niekorzystnym ze swojego punktu widzenia rozstrzygnięciu Rady, ludzie o których wspomniałem na początku opuszczali salę obrad, ktoś z nich rzucił w naszą stronę: „Obyście mogli sobie w lustrze w oczy spojrzeć”. Nie goliłem się dzisiaj rano, ale spojrzałem w lustro podczas mycia zębów. I mogłem sobie spojrzeć w oczy bez wyrzutu, nie miałem z tym problemu. Wiedziałem, że podjąłem decyzję w zgodzie z własnym przekonaniem. Jednak emocje z wczorajszej sesji gdzieś jeszcze wybrzmiewały z tyłu głowy.

Bycie samorządowcem daje mi nieskrywaną satysfakcję i wielką frajdę. Nie wiem dzisiaj jakie będą przyczyny, które spowodują że kiedyś przestanę nim być. Może naturalne, może wyborcze, może wreszcie losowe. Dzisiaj nie wiem kiedy i dlaczego zakończy się moja samorządowa przygoda. Patrząc jednak dzisiaj rano w lustrze we własne oczy uświadomiłem sobie kiedy na pewno zakończyć się powinna ze skutkiem natychmiastowym – wtedy gdy przestanę mieć dylematy i wątpliwości lub kiedy pewnego ranka będę miał problemy ze spojrzeniem w lustro.             

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale