22 obserwujących
323 notki
175k odsłon
  799   0

Błędne koło mieszkaniowe

Andrzej Owsiński

Błędne koło mieszkaniowe

Zacznę od wspomnienia z jakiejś międzynarodowej konferencji pod egidą RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej), sowieckiego organu władania gospodarką ich obozu. Oprócz specjalistów byli tam przedstawiciele rządowi, między innymi węgierski minister rolnictwa, który, o dziwo, nie mówił po rosyjsku, języku obowiązującym w tej instytucji. Pamiętam że wypowiedział fundamentalną opinię o gospodarce węgierskiej w obcym języku dla jego pokolenia najlepiej znanym: ”Wir sind eine kleine Staat, aber wir haben zwei grosse Fragen, Wohnung und Fleisch”. W całym sowieckim obozie tych dwóch rzeczy (mieszkań i mięsa) brakowało, z wyłączeniem Czechosłowacji i NRD w których sytuacja mieszkaniowa była dużo lepsza

Polska, na skutek zniszczeń wojennych, a także niedbalstwa i szabrownictwa, miała największe braki w przedmiocie mieszkań. Nikt z władzy tym się nie przejmował, ustanowiono drakońskie normy mieszkaniowe – 9, a nawet 7 m2 na osobę i tak ludzi upychano.

Gierek orientował się jak powinno się mieszkać i bardzo dbał pod tym względem o swoją rodzinę, zależało mu też na popularności, a ruszenie budownictwa mieszkaniowego było pierwszym jej warunkiem. Z tego tytułu został zresztą skarcony przez Breżniewa za uprawianie “chwostyzmu”, zwalczanego przez samego Lenina. Niemniej, zawdzięczając różnym zabiegom, z sowieckimi “fanrykami domów” czyli bunkrów z wielkiej płyty włącznie, osiągnął nawet w szczytowym momencie ponad 280 tys. mieszkań w ciągu roku, czym jego apologeci do dziś go chwalą. Zapominają tylko o kilku bardzo ważnych sprawach: wielkości tych mieszkań, o przeciętnej powierzchni 40 – 50 m2, jakości, a nade wszystko skutkach zdrowotnych. Współcześnie budowane mieszkania, chociaż w mniejszej ilości, powierzchnią przewyższają przeszło dwukrotnie ówczesne, nie mówiąc już o różnicy standardów.

Czy to oznacza że z mieszkaniami jest już dobrze?

Trzeba zacząć od ilości, pod tym względem istnieją dość duże różnice w szacunkach. Kiedy w 1996 roku najpierw przewodniczyłem zespołowi do spraw opracowania programu dla AWS, a potem z braku czasu musiałem sam napisać jego szczegółową wersję z niezbędnymi poprawkami i uzupełnieniami, uznałem, że ze względów społecznych i rozwoju gospodarki jej motorami napędowymi powinny być – budownictwo mieszkaniowe i eksport.

Chcąc ustalić rozmiary potrzeb natrafiłem na sprzeczne ze sobą stanowiska zainteresowanych instytucji. Instytut mieszkalnictwa określał, że odziedziczony po PRL stan to około 11,5 mln mieszkań przy 13 mln gospodarstw domowych, czyli brakowało około 1,5 mln mieszkań. Równocześnie jednak zaznaczał że 20 % stanu powinno być zlikwidowane, a drugie 20% poddane kapitalnym remontom i modernizacji. GUS był nieco surowszy, oceniał zasoby na niecałe 11 mln nie interesując się bliżej ich stanem technicznym. Poza brakiem ilościowym od 1,5 do 2,0 mln mieszkań ważnym czynnikiem była ich wielkość i jakość.

Dopiero ostatnio zetknąłem się z profesjonalną opinią, że przeciętną wielkość polskiego mieszkania, wynikająca z danych GUS – 63 m2 należy traktować jako niski rozmiar. Dotychczas takie mieszkania były traktowane jako średnie, a nawet zaliczane do większych, przynajmniej w porównaniu z budowanymi w PRL.

Wprawdzie podaje się, że ta średnia obecnie jest większa i wynosi 74 m2, co

moim zdaniem jest zupełnie niewiarygodne, konstatując że większość z obecnych zasobów mieszkaniowych to budownictwo PRL. Na tym tle nawet owe 63 m2 należy ocenić jako bardzo optymistyczny szacunek.

Wprawdzie po 1989 roku wybudowano w Polsce około 4 mln mieszkań, przeważnie o większej powierzchni, ale w zestawieniu z ogólną masą statystycznych 14 mln mieszkań jest to stanowczo za mało, żeby aż tak poprawić wskaźnik powierzchni. Gorzej jest z jakością, zarówno najstarszych mieszkań jak i budowanych w PRL, część z nich powinna być zlikwidowana.

Na koniec trzeba jednak wrócić do stanu ilościowego mieszkań. GUS podaje, że jest ich w użytkowaniu 14, 3 mln. Jeżeli uwzględnimy że ten sam GUS oszacował stan w roku 1989 na 11 mln z czego przynajmniej 2 mln musiały ulec likwidacji to mając na względzie poziom budownictwa w ostatnim trzydziestoleciu dający przyrost 4 mln mieszkań, to w tej chwili możemy mieć najwyżej 13 mln. Na podstawie oceny jakościowej instytutu mieszkalnictwa ten stan powinien być jeszcze niższy.

Spotkałem się w literaturze z opinią, że brakuje nam w tej chwili około 700 tys. mieszkań. Uznaję to zdanie za zbyt optymistyczne, z bilansu budownictwa i ubytków można śmiało postawić wniosek że brakuje nam 1,5 mln mieszkań, czyli od stanu w roku 1990 nic się nie zmieniło, oprócz niewątpliwej zamiany wielu małych i złej jakości mieszkań na znacznie większe i lepsze.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka