Niestety, Mourinho i jego granie takie, żeby inni nie mogli grać, okazało się skuteczne. Kilka uwag na temat finału z mojej strony.
1. Dlaczego mówię antyfutbol? Bo nie lubię, gdy drużyna, która prowadzi, gra tylko tak, żeby druga drużyna nie mogła grać. Bo wtedy nie ma meczu, to zabija piękno futbolu. Jasne, w sporcie cel uświęca środki i można różnymi środkami dążyć do wygranej. Poza tym dwie bramki Diego Milito piękne, po bardzo ładnych akcjach. Mimo wszystko nie lubię, gdy mecz wygrywa drużyna, która ma posiadanie piłki 30%. Oczywiście, gdy tak gra słabeusz przeciwko potentatowi, to jeszcze może zyskać mój szacunek, ale jeśli ktoś jest mocny właśnie dlatego, że gra tak, żeby przeciwnik nie mógł grać i w efekcie nikt nie gra – to mnie się to nie podoba, wkurza mnie. Uważam, że Inter niesprawiedliwie jest najlepszą drużyną na kontynencie. Choć oczywiście wiadomo, że w sporcie sprawiedliwości szukać nie sposób i bodaj to właśnie jest jego pięknem.
2. Od zawsze byłem antyfanem AC Milanu. Po półfinale z Barceloną i finale z Bayernem od dziś jestem także antyfanem Interu.
3. Jeśli plotka o przenosinach Mourinho do Realu okaże się prawdziwa, to jestem ogromnie ciekaw zmian w stylu gry Realu. Czy Portugalczyk zdecyduje się na poważne wzmocnienia w linii obrony? Czy Real zacznie grać tak paskudnie, kunktatorsko, jak Chelsea i Inter? A jeśli tak, to jak długo kibice hiszpańscy to zniosą? Bo przecież tam, nie jest ważne tylko to, ‘co’ się wygrywa, ale i ‘jak’. I dlatego tak lubię hiszpańską piłkę (w szczególności od wielu lat FC Barcelonę).
4. A w ogóle co to za pomysł, żeby finał był w sobotę? Toż to w ogóle tej atmosfery środowego sportowego święta, atmosfery Ligi Mistrzów nie miało! Żeby chociaż w niedzielę – tak jak są zawsze finały Mistrzostw Świata, Europy, to jeszcze bym zrozumiał. Ale sobota?
Komentarze
Pokaż komentarze (6)