Wygenerowane w AI
Wygenerowane w AI
Piotr Tański Piotr Tański
617
BLOG

Czy Królewiec powinien wrócić do Polski?

Piotr Tański Piotr Tański Polityka Obserwuj notkę 28
Rosja przekonuje dziś świat, że granice Europy nie są czymś raz na zawsze ustalonym, lecz mogą być przedmiotem negocjacji, presji politycznej, a w skrajnym przypadku również użycia siły. W przypadku Ukrainy Kreml nie ogranicza się przecież do kwestionowania politycznych decyzji Kijowa. Rosja podważa integralność terytorialną Ukrainy i próbuje narzucić rozwiązanie, w którym granice państwa mają zostać zmienione w następstwie agresji. Tymczasem podstawową zasadą współczesnego prawa międzynarodowego pozostaje zakaz zmiany granic poprzez użycie siły.

image

I właśnie dlatego warto zadać pytanie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się prowokacyjne, ale w rzeczywistości jest logicznym następstwem rosyjskiej polityki: co stanie się, jeżeli Europa zacznie stosować wobec Rosji dokładnie tę samą logikę historyczno-terytorialną, którą Moskwa próbuje stosować wobec swoich sąsiadów?

Jeżeli Rosja uważa, że może podważać współczesne granice Ukrainy, odwołując się do historii, etniczności, dawnych państw i wydarzeń sprzed dziesięcioleci, to dlaczego Polska i Niemcy miałyby z góry uznać, że historia obwodu kaliningradzkiego jest tematem zamkniętym na zawsze?

Nie chodzi tutaj o nawoływanie do wojny ani o przygotowywanie planu aneksji rosyjskiego terytorium. Chodzi o pokazanie Moskwie pewnej fundamentalnej konsekwencji jej własnego rozumowania. Jeżeli granice Europy można otwierać na nowo, Rosja nie może zakładać, że dyskusja będzie dotyczyła wyłącznie terytoriów, których sama chce.

Królewiec nie jest „odwiecznie rosyjski”

Wystarczy spojrzeć na historię miasta i regionu, aby zobaczyć, jak bardzo współczesna rosyjska narracja może upraszczać przeszłość.

Królewiec, czyli dawny Königsberg, nie został założony jako miasto rosyjskie. Tereny te były wcześniej zamieszkane przez bałtyckich Prusów. Następnie zostały podbite przez zakon krzyżacki, a sam Königsberg stał się jednym z najważniejszych ośrodków państwa zakonnego.

Po wojnie trzynastoletniej sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Od 1466 roku pozostała przy zakonie część Prus znalazła się w zależności lennej od Królestwa Polskiego. W 1525 roku państwo zakonne zostało zsekularyzowane, a Albrecht Hohenzollern utworzył Księstwo Pruskie i złożył hołd królowi Zygmuntowi Staremu. Przez następne dziesięciolecia książęta pruscy pozostawali lennikami polskiego monarchy, aż do traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 roku.

Nie można zatem uczciwie twierdzić, że Królewiec był przez te wszystkie stulecia „polskim miastem”. Byłoby to równie dużym uproszczeniem jak twierdzenie, że od zawsze był rosyjski. Można natomiast stwierdzić, że przez znaczną część epoki nowożytnej obszar ten pozostawał w państwie pruskim, które znajdowało się pod zwierzchnością lenną Rzeczypospolitej. 

Później Prusy stały się królestwem, a następnie jednym z fundamentów zjednoczonego państwa niemieckiego. Königsberg przez stulecia był więc częścią świata pruskiego i niemieckiego. Dopiero II wojna światowa całkowicie zmieniła polityczną mapę regionu.

W 1945 roku północna część dawnych Prus Wschodnich, wraz z Königsbergiem, znalazła się pod kontrolą Związku Radzieckiego. Niemiecka ludność w ogromnej większości opuściła region lub została wysiedlona, a obszar zasiedlono obywatelami ZSRR. W 1946 roku Königsberg otrzymał nazwę Kaliningrad. Dzisiejszy obwód kaliningradzki jest zatem produktem powojennego podziału Europy. 

Rosja nie jest więc historycznym państwem Królewca. Rosja jest państwem, które otrzymało ten obszar w wyniku powojennego ładu ustanowionego po zwycięstwie Związku Radzieckiego nad Niemcami.

To zasadnicza różnica.

A co, jeśli zastosować rosyjską logikę?

I tutaj zaczyna się właściwa dyskusja.

Rosja twierdzi, że historia może mieć znaczenie dla współczesnych granic. Odwołuje się do dawnych związków terytorialnych, historii imperium, ludności rosyjskojęzycznej oraz własnych interpretacji wydarzeń XX wieku. Problem polega na tym, że jeśli uznać taką argumentację za dopuszczalną zasadę rozstrzygania sporów terytorialnych, nie sposób zastosować jej wyłącznie w jednym kierunku.

Historia nie działa tylko wtedy, kiedy korzysta z niej Moskwa.

Jeżeli Rosja mówi, że przeszłość daje jej podstawę do kwestionowania obecnych granic Ukrainy, Polska i Niemcy mogą odpowiedzieć: dobrze, skoro otwieramy europejską księgę historii, otwórzmy ją dla wszystkich.

Wtedy na stole pojawia się Królewiec.

Polska może przypomnieć o wielowiekowej zależności lennej Księstwa Pruskiego od Rzeczypospolitej. Niemcy mogą przypomnieć, że Königsberg i Prusy Wschodnie były przez stulecia częścią niemieckiego świata państwowego. Można również przypomnieć, że współczesny obwód kaliningradzki nie jest kontynuacją jakiejś wielowiekowej rosyjskiej prowincji, lecz regionem, który znalazł się w granicach ZSRR dopiero w następstwie II wojny światowej. 

I właśnie dlatego pytanie o Królewiec może być przede wszystkim narzędziem strategicznej komunikacji.

Nie chodzi o to, żeby jutro polska armia maszerowała w kierunku Kaliningradu. Nie chodzi również o to, aby Polska czy Niemcy jednostronnie ogłaszały zmianę granic. Takie działanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami współczesnego ładu międzynarodowego, który właśnie dlatego powstał, aby państwa nie mogły dowolnie zmieniać granic za pomocą siły. Organizacja Narodów Zjednoczonych wielokrotnie podkreślała, że integralność terytorialna państw i zakaz zdobywania terytorium poprzez użycie siły są fundamentami tego porządku. 

Chodzi o coś innego.

Jeżeli Rosja chce otwierać kwestię granic Europy, Europa może zacząć zadawać pytania o wszystkie granice, które powstały w wyniku wielkich konfliktów XX wieku.

Polska i Niemcy po dwóch stronach tego samego pytania

Paradoksalnie Królewiec może być jednym z nielicznych tematów, w których polska i niemiecka pamięć historyczna spotykają się w sposób bardzo nietypowy.

Dla Polski jest to przestrzeń związana z historią Prus i wielowiekową zależnością lenną Księstwa Pruskiego od Rzeczypospolitej. Dla Niemiec Königsberg jest częścią historii Prus Wschodnich i niemieckiego dziedzictwa kulturowego. Dla Rosji natomiast Kaliningrad jest elementem powojennego terytorium państwowego, którego strategiczne znaczenie wynika przede wszystkim z jego położenia.

Nie oznacza to, że Polska i Niemcy powinny dziś wysuwać wspólne roszczenie terytorialne. Ale sam fakt, że można logicznie wyobrazić sobie taki argument, pokazuje słabość rosyjskiej narracji o „historycznych prawach” do cudzych terytoriów.

Jeżeli bowiem Rosja chce dowodzić, że historia jest ważniejsza od obecnego prawa międzynarodowego, będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zasada ta miałaby obowiązywać tylko w odniesieniu do Ukrainy.

Jeżeli natomiast Rosja uzna, że współczesnych granic nie wolno zmieniać na podstawie dawnych wydarzeń historycznych, wówczas pojawia się pytanie, dlaczego sama stosuje inne kryteria wobec Ukrainy.

To właśnie jest sedno całej sprawy.

Nie chodzi o odzyskanie Królewca. Chodzi o konsekwencje.

Najbardziej interesujący wymiar tej koncepcji nie polega więc na tym, czy Polska powinna „odzyskać Królewiec”. Tak postawione pytanie jest zbyt proste.

Znacznie ciekawsze jest pytanie: co stanie się z europejskim ładem, jeżeli Rosja będzie konsekwentnie podważała zasadę nienaruszalności granic?

Jeżeli odpowiedzią Zachodu będzie za każdym razem jedynie obrona status quo, Moskwa może dojść do wniosku, że ryzyko rewizjonizmu ponosi przede wszystkim przeciwnik. Jeśli natomiast Rosja będzie wiedziała, że każda próba otwierania historycznych sporów może uruchomić również dyskusję o jej własnych granicach i terytoriach, kalkulacja strategiczna staje się zupełnie inna.

To nie musi oznaczać wojny.

Wręcz przeciwnie. Może być elementem odstraszania.

W polityce międzynarodowej czasami sama możliwość otwarcia określonego problemu ma znaczenie większe niż formalne wysunięcie roszczenia. Państwo nie musi przecież mówić: „to terytorium należy do nas”. Może powiedzieć: „jeżeli uważacie, że można ponownie otwierać granice Europy na podstawie historii, jesteśmy gotowi rozmawiać o historii wszystkich europejskich terytoriów”.

W przypadku Królewca byłby to sygnał niezwykle czytelny.

Rosja nie może mieć monopolu na historię

Problem współczesnej Europy polega na tym, że przez dziesięciolecia przyzwyczailiśmy się traktować granice jako rzecz ostateczną, a historię jako zamknięty rozdział. Było to rozsądne, ponieważ właśnie na takim założeniu opierał się powojenny porządek europejski.

Rosyjska agresja na Ukrainę podważyła jednak poczucie bezpieczeństwa oparte na przekonaniu, że granice w Europie nie będą już przedmiotem siłowej rewizji. Organizacja Narodów Zjednoczonych i państwa europejskie konsekwentnie wskazują, że rosyjskie próby aneksji ukraińskich terytoriów naruszają Kartę Narodów Zjednoczonych i zasadę integralności terytorialnej państw. 

Dlatego zachodnia odpowiedź powinna być podwójna.

Z jednej strony musi bronić zasady, że granic nie zmienia się siłą. Z drugiej powinna jasno powiedzieć Moskwie, że jeżeli sama zacznie tę zasadę podważać, nie może oczekiwać, że jej własne argumenty historyczne pozostaną poza dyskusją.

I tutaj Królewiec staje się czymś więcej niż tylko punktem na mapie.

Staje się symbolem pytania o to, czy Rosja rzeczywiście chce powrotu do Europy, w której granice mogą być przedmiotem historycznych roszczeń, czy też sama w pewnym momencie uzna, że powojenny porządek, choć niedoskonały, jest jednak lepszy od epoki, w której każdy może otworzyć własną księgę dawnych granic.

Bo jeśli Moskwa wybierze tę drugą drogę, problem Królewca może pozostać przede wszystkim historyczną dyskusją.

Jeśli jednak wybierze pierwszą, powinna pamiętać o jednej zasadzie:

Historia Europy nie zaczyna się w 1945 roku i nie kończy się na granicy Rosji.

A jeżeli Rosja chce ponownie otworzyć mapę Europy, musi liczyć się z tym, że nie tylko ona będzie miała prawo położyć na tej mapie palec.

Piotr Tański 


Polecam do polubienia: e-upr.org 


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj28 Obserwuj notkę

Piotr Tański – inwestor z ponad 20-letnim stażem, skoncentrowany głównie na rynkach Polski, Stanów Zjednoczonych oraz Ameryki Środkowej. Obecnie działa jako inwestor pasywny, skupiający się na długoterminowym budowaniu wartości. Od czasu do czasu dzieli się swoją wiedzą jako mentor i anioł biznesu. Ceni sobie prywatność oraz wolność, którą najchętniej wykorzystuje, spędzając czas na swoim ranczo w ukochanym zakątku świata. Zapraszam też do polubienia Strony na FB: facebook.com/przegladwspolczesny W innych sprawach można pisać na: piotr.tanski(at)o2.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka